UWAGA!

Strona, z uwagi na publikowane na niej treści, przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą American Amber Ale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą American Amber Ale. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 listopada 2013

Piwa z Ursa Maior, czyli duch craftu zawędrował w Bieszczady…




W zeszłym roku gruchnęła wieść, że w Bieszczadach zostanie od podstaw zbudowany nowy browar rzemieślniczy. Z czasem okazało się, że w projekt budowy browaru zaangażowana jest Agnieszka Łopata, znana w piwnym światku jako Piwowarka Aga. Piwowarka Aga prowadzi blog piwny, a także jej pasją jest komponowanie połączeń piw i potraw. Swego czasu wraz z Tomaszem Rogaczewskim (założycielem Pracowni Piwa) zaangażowana była w projekt „Piwo i jedzenie, czyli Agi i Tomka bitwa na smaki”, który polegał na tym, że pub, restauracja lub browar rzucali wyzwania w postaci konkretnego piwa, do którego Aga i Tomasz gotowali potrawy. Piwowarka Aga gotowała dania jarskie, a Tomek przygotowywał potrawy dla „mięsożerców”. Siłą rzeczy projekt wyhamował, bo jego obydwoje jego uczestnicy mają o wiele ważniejsze i bardziej absorbujące sprawy na głowie. Facebookowy FP projektu znajduje się tutaj.  

Centrum Ursa Maior (Dom Wielkiej Niedźwiedzicy), bo tak nazywa się miejsce, w którym od tego roku warzone jest piwo w Bieszczadach, mieści się w miejscowości Uherce Mineralne. To, co jest istotne w przypadku tej inicjatywy piwnej, nie jest to tylko browar, ale miejsce, w którym działo się będzie, że hej! Centrum Ursa Maior to duży obiekt, w którym odbywać będą się wydarzenia kulturalne różnej maści, takie jak konferencje, koncerty, i inne imprezy. W ramach projektu Centrum Ursa Maior działa też sklep Esencja Karpat, sprzedający wyroby regionalne. Dom Wielkiej Niedźwiedzicy, to miejsce, które do swej działalności wykorzystuje energię pochodzącą tylko ze źródeł odnawialnych, a część zysków z działalności będzie inwestowana w lokalne przedsięwzięcia i inicjatywy, tak by wspierać region. Jest to bardzo kompleksowo przemyślany pomysł na biznes okraszony patriotyzmem lokalnym, proekologiczna postawą wynikająca z troski o środowisko oraz chęcią zrobienia czegoś niebanalnego. Czapki z głów!

Obok Agnieszki Łopaty, w projekt zaangażowani są  dr Andrzej Czech (pasjonat innowacyjnych rozwiązań w zakresie ochrony środowiska oraz odnawialnych źródeł energii, a także redaktor naczelny czasopisma „Bieszczadnik”) oraz Janusz Demkowicz (odpowiadający za kulturalna stronę projektu muzyk jazzowy).

Na stronie Centrum Ursa Maior w bardzo ciekawy sposób wytłumaczono dlaczego akurat niedźwiedź jest takim inspirującym zwierzęciem dla tego, bieszczadzkiego projektu. Ursa Maior (Wielka Niedźwiedzica) to gwiazdozbiór, w obrębie, którego znajduje się Gwiazda Polarna. Tak więc jest to kluczowy element nocnego nieba na półkuli północnej, dla podróżników, marynarzy, nawigatorów, etc. Dziś może już nie aż tak istotny, z uwagi na rozwój technik geolokalizacyjnych. Jak zapewniają kierownicy projektu, w Bieszczadach, które nie są tak dotknięte "świetlnym zanieczyszczeniem nocnego nieba" jak inne rejony naszego kraju, przez co można podziwiać tam gwiazdy na nocnym niebie na skalę znacznie większa niż gdzie indziej. Niedźwiedzica to też symbol siły, bezkompromisowości, drapieżności i samodzielności (niedźwiedzie są samotnikami), ale jednocześnie matczynej troski i opiekuńczości nad małymi niedźwiadkami, co zapewnia im bezpieczeństwo i możliwość rozwoju. Niedźwiadek to w zamyśle założycieli Centrum Ursa Maior to sam Dom Wielkiej Niedźwiedzicy, który dzięki nim stanie się w przyszłości czymś wielkim. Niedźwieddź to też symbol polskich gór, bo poza tym terenami nie występuje dziko nigdzie w Polsce.

Osobną sprawą jest niemniej symboliczny związek niedźwiedzia z piwowarstwem. W legendach fińskich piwo musiało fermentować z dodatkiem piany z niedźwiedziego pyska. W ogóle w fińskich wierzeniach ludowych niedźwiedź (Karhu) jest uosobieniem mądrości, siły i należnej estymy. Z kolei sowa, o której u nas mówi się, że to symbol mądrości dla Finów to uosobienie głupoty i ignorancji. Od fińskiego słowa pöllö oznaczającego sowę pochodzi pelle czyli błazen, głupek. W jednym z litewskich podań niedźwiedź przynosi ze sobą na wesele beczkę piwa, a w Bieszczadach mawiano, że niedźwiedzie piwo warzą, gdy znad lasów unosiły się mgły. No i Wojtek, niedźwiedź towarzyszący wojskom polskim dowodzonym przez generała Andersa też bardzo lubił piwo.

W październiku tego roku z browaru Ursa Maior „wyjechały w Polskę” cztery piwa: Ursa z Połoniny (American Amber Ale), Royzbawiony (Hefeweizen), Deszcz w Cisnej (Smoked Brown Ale) oraz Megaloman (American India Pale Ale). Mi do tej pory udało się zakupić wszystkie za wyjątkiem Megalomana.

Być może na sam koniec warto wspomnieć, że browar realizuje sprzedaż wysyłkową swoich piw. Więcej informacji pod tym adresem.

A tak wyglądają moje wrażenia po zetknięciu się z 3 bieszczadzkimi piwami:

Ursa z Połoniny
Na etykiecie tego piwa widnieje imię Filip i postać jelenia. To odwołanie do jelenia Filipa, który od paru lat zapuszcza się na terent Połoniny Wetlińskiej. Coi ciekawe, jeleń ten nie boi się ludzi. Pozwala podejść na odległość kilku metrów od siebie, co stanowi nie lada ewenement, gdyż jeleń jest z natury zwierzęciem bardzo płochliwym.

 
Fot.: Wojciech Zatwarnicki

Sama etykieta piwa utrzymana jest w kolorystyce, która kojarzy mi się z obrazem Edwarda Muncha pt.: „Krzyk”. Kompozycja trafia w moje gusta, choć niektórym może wydać się trochę „kwaśna”, kojarząca się z halucynacjami na modłę tych z „Nienasycenia” Witkacego. Skład piwa mógłby być bardziej rozwinięty (typy słodów i użyte chmiele oraz szczep drożdży). To, co podoba mi się na etykiecie, to informacja z jakimi potrawami należy łączyć piwo (dotyczy każdego z warzonych przez bieszczadzki browar piw).   



Dane szczegółowe:
Producent: Centrum Ursa Maior (Dom Wielkiej Niedźwiedzicy).
Nazwa: Ursa z Połoniny.
Styl: American Amber Ale.
Ekstrakt: 12,7% wag.
Alkohol: 5% obj.
Skład: woda, słód, chmiel, drożdże.
Pasteryzacja: nie.
Filtracja: tak.

Barwa: bursztynowa z rubinowymi refleksami, klarowna.
Piana: jasnobeżowa, średniej wysokości, zwarta i sztywna, dość trwała, redukuje się do około 2 milimetrowego dywanika na powierzchni piwa i pozostaje do końca, krążkuje na szkle.
Zapach: słodowy z towarzyszącymi aromatami ciastek, opiekanych ziaren i toffi. Następnie do głosu dochodzą: trawiasta nuta chmielowa, lekka estrowość i leciutki akcent warzywny (DMS).
Smak: Wyraźna podbudowa słodowa z akompaniamentem ciastek, skórki chleba, toffi. Wyczuwalne estry z dominującym posmakiem jabłek. Całość szybko przechodzi ze słodowości w chmielowość. Goryczka średnia, ale skutecznie kontrująca słodkie smaki słodowe, jest trawiasto-ziołowa, a dodatkowo - długa i lekko zalegająca. Przypomina mi swym smakiem chmiele brytyjskie.
Wysycenie: niskie.

Piwo to zostało przyjęte z mieszanymi uczuciami w piwnym światku. Zarzucano, że jest słabe, jego aromat jest ubogi, etc. Ja się z tym nie zgadzam. Myślę, że problemem jest pewien schemat oczekiwań, jaki został wytworzony przez „Amber Boy’a” z AleBrowaru oraz uwarzenie tego piwa w stylu American Amber Ale. Wielu pewnie spodziewało się sporej dawki cytrusowości, której w tym piwie próżno szukać. dla mnie jest to udane i przyzwoite piwo. Lekkie, wręcz sesyjne, o głębokim smaku. Jest to zbilansowane ale, w którym słodowe ciało współgra z chmielową duszą. Smakiem przypomina brytyjskie piwa w stylu Extra Special Bitter. Na plus etykieta, prezencja w szkle, piana, smak i aromat. DMS wyczuwalny w zapachu, ale jest on na raczej niskim poziomie. Jak dla mnie, to piwo o wiele lepiej smakuje niż pachnie. Mój gust smakowy już nie raz pokazał, ze jest skrajnie nonkonformistyczny. Tak jest i tym razem. Piw mi smakuje, ale nie ulega wątpliwości, że bardziej kojarzy mi się z UK niż z USA.

Moja ocena: 4/5.

Deszcz w Cisnej
Inspiracją dla nazwy tego piwa jest piosenka Krystyny Prońko o tym samym tytule.

 

Jak dla mnie, etykieta tego piwa to cuda, a to pewnie z mojego zainteresowania pojazdami szynowymi. Zarys pociągu, gór i drzew i ta kolorystyka… Coś pięknego! Całość kompozycji mnie po prostu urzekła. Tym, co łączy wszystkie piwa z tego browaru jest fakt posiadania przez nie imiennego kapsla.



Dane szczegółowe:
Producent: Centrum Ursa Maior (Dom Wielkiej Niedźwiedzicy).
Nazwa: Deszcz w Cisnej.
Styl: Smoked Brown Ale.
Ekstrakt: 12,7% wag.
Alkohol: 5,5% obj.
Skład: woda, słód, chmiel, drożdże.
Pasteryzacja: nie.
Filtracja: tak.

Barwa: bursztynowa, ale nieco jaśniejsza niż w przypadku poprzednika. Klarowna.
Piana: jasnobeżowa, zwarta, wysoka, trwała, redukująca się do cienkiego dywanika, pozostającego do ostatniego łyka, lekko krążkuje na szkle.  
Zapach: wyraźny aromat wędzony, który przeplata się z aromatem miodowo-karmelowym. Wyczuwalne posmaki owocowe, kojarzące się z ciemnymi suszonymi owocami (śliwki i rodzynki), przez co nasuwa się lekkie skojarzenie z piwami typu koźlak. W tle aromat zbożowy.
Smak: od samego początku główno planowym składnikiem smaku jest aromat wędzony, który jest bardziej drewniany niż mięsny i na pewno nie tak agresywny jak w przypadku piw marki „Aecht Schlenkerla”, co uważam za wielki plus. Wędzonka jest mniej intensywna w smaku niż w zapachu. Poza tym wyczuwalna karmelowa słodycz oraz aromat ciemnych, suszonych owoców. W tle aromat zbożowy i trawiasta chmielowość, znacznie niższa niż w przypadku „Ursy z Połoniny”.

Piwo o głębokim  i bogatym aromacie. Wędzonka wyraźna, ale nienachlana, pozwalająca poczuć inne składowe bukietu smakowe. W smaku treściwości nuty typowe dla piw ciemniejszych, nasuwające lekkie skojarzenia z koźlakiem z uwagi na karmelowość i aromat ciemnych, suszonych owoców, choć czuć po wysyceniu i estrach, że to piwo górnej fermentacji. Piwo ułożone, bez faworyzowania jednych jego cech kosztem drugich. Bardzo ciekawe pod warunkiem, że lubi się piwa wędzone. Dobrze będzie komponować się w zwędzonymi serami oraz wędlinami (przykłady łączenia piwa z potrawami znaleźć można na etykiecie). Pije się je lekko i ochoczo, bez jakiegokolwiek zmuszania się do kolejnych łyków. Naprawdę kojarzy się z ogniskiem.

Moja ocena: 4,25/5.



RoYzbawiony
Piwo w stylu Hefeweizen. Roy to chyba pies Piwowarki Agi i jednocześnie maskotka browaru. Tego radosnego psiaka można zobaczyć na jednym z filmów, zamieszczonych przez browar w sieci. Coś mi się zdaje, że ten piesek był mistrzem drugiego planu podczas degustacji „Altebiera” z Jabłonowa, nagranej na potrzeby „Bitwy na smaki”. Fajny pomysł.



Na etykiecie piwa widnieje Roy, a jej kolorystyka utrzymana w konwencji spójnej z dwoma poprzednimi. Mi się podoba. 



Producent: Centrum Ursa Maior (Dom Wielkiej Niedźwiedzicy).
Nazwa: RoYzbawiony.
Styl: Hefeweizen.
Ekstrakt: 11,2% wag.
Alkohol: 4,2% obj.
Skład: woda, słód, chmiel, drożdże.
Pasteryzacja: nie.
Filtracja: nie.
       
Barwa: jasnozłota z domieszką miodowej, mętna.  
Piana: Biała, dość wysoka i zwarta, szybko opada i redukuje się do zera.
Zapach: pszeniczny słód, do tego goździki, banan, intensywny aromat drożdżowy.
Smak: słodkawy, aromat pszenicznego słodu z towarzyszącymi akcentem bananowym (o wiele bardziej stonowanym w zapachu na rzecz akcentu goździkowego). Aromat goździkowy w tle. Do tego dochodzi wyczuwalny aromat drożdże, lekko przyprawowy finisz.
Wysycenie: wysokie.

Smaczny pszeniczniak, który jak dla mnie, mógłby być nieco bardziej wytrawny. Treściwy, posiadający wszystkie cechy i aromaty, jakie powinny znaleźć się w piwie uwarzonym w tym stylu. Bardzo podoba mi się znaczna przewaga akcentu bananowego nad nutą goździkową. Preferuję właśnie takie „ustawienie”. Piwo pijalne, ale wysokie nasycenie jest trochę męczące. Zrównoważone pomiędzy słodowością i posmakiem drożdżowym. Uważam, że w tym aspekcie równowaga jak najbardziej została zachowana. Piwo pozwala cieszyć się zarówno pszenicznymi aromatami oraz akcentami  wprowadzanymi do niego przez drożdże, tak istotne w tego typu piwach. Porządny weizen.

Moja ocena: 3,75/5.



Podsumowując, uważam, że piwa z nowego, bieszczadzkiego browaru rzemieślniczego są udane i mają szansę na zdobycie wielu wiernych wielbicieli. Każde z nich to zupełnie inne oblicze trunku z pianką. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć wielu sukcesów twórcom Domu Wielkiej Niedźwiedzicy, a ja w najbliższym czasie postaram się dostać choćby jedna butelkę „Megalomana”.    

środa, 16 października 2013

Historia pewnego Kejtra


Od czasu degustacji „Bździągwy” upłynęło już trochę wody w Warcie, a „Rojbra”, „Szczuna” i „Dynksów”, niestety nie udało mi się skosztować. „Kejter” jest zatem drugim piwem z Browaru SzałPiw, którego degustacja zostanie upamiętniona na blogu. O samym browarze, słów kilka napisałem podczas pierwszego zetknięcia się z jego piwem.  

Najnowsze piwo z wielkopolskiego browaru kontraktowego to American Amber Ale, przywodzący intencjonalnie, bądź w sposób niezamierzony, skojarzenia z „Amber Boy’em” z AleBrowaru.

Dla niewtajemniczonych, „Kejter” to w gwarze wielkopolskiej określenie psa. W dzisiejszych czasach Kejter bardziej chyba jednak kojarzy się z internetowym zjawiskiem „hejtu” niż z poczciwym czworonogiem, będącym najlepszym przyjacielem człowieka.

Butelkę zdobi niebieska etykieta z centralnie umieszczonym Kejtrem grzebiącym w worku z chmielowymi szyszkami. Kejter sprawia wrażenie zadowolonego ze swojej zabawy. Piesek na etykiecie jest bardzo pocieszny i budzi pozytywne uczucia. Tuż pod postacią psa znajduje się napis „z wuchtą chmielu”. Czyli z jego dużą ilością. Po bokach informacje o piwie, producencie, składzie, temperaturze serwowania, etc. Jest też historyjka dotycząca bohatera z etykiety, brzmiąca w następujący sposób: „Po wielgachnej gisówie, na szagę bez pole i łodemkniętą uliczkę, przyknaił się nóm do antrejki mały kejter. Chebać już zostanie.". W języku „wspólnym” znaczy to tyle, co: „w ulewnym deszczu na skróty przez pole i otwartą furtkę przyszedł do naszego przedpokoju mały pies. Chyba już zostanie”.



Dane szczegółowe:
Producent: Browar SzałPiw sp. z o.o. (warzone i rozlewane w Browarze Bartek w Cieślach).
Nazwa: Kejter.
Styl: American Amber Ale.  
Ekstrakt: 15 Blg.
Alkohol: 6% obj.
Skład: woda, słód pilzneński, słód monachijski, słód karmelowy, chmiele: Chinook, El Dorado, Citra; drożdże.
Filtracja: nie.
Pasteryzacja: nie.

Barwa: bursztynowa z dodatkiem czerwieni, nieprzejrzysta.
Piana: biała, dość wysoka, średniopęcherzykowa, szybko opada, pozostawia ślady na szkle i redukuje się do cienkiej warstewki.
Zapach: słodowo-biszkoptowy, lekka nuta karmelowa oraz żywiczno-owocowe aromaty (mango, ananas, grejpfrut) pochodzące od użytych odmian chmielu.
Smak: słodowość z domieszką aromatu herbatników i biszkoptu oraz niewielką nutą karmelową, z czasem ustępujące miejsca sosnowo-owocowemu aromatowi użytych chmieli. Goryczka powyżej średniej, dobrze zakreślona, bogata w towarzyszące jej chmielowe aromaty, dominująca na finiszu i zalegająca.
Wysycenie: niskie.

Lubię takie piwa. Lekkie i treściwe zarazem. Pije się je z wielką przyjemnością. Trunek sesyjny o bogatym aromacie z solidną podbudową słodową, zwieńczony wszystkim tym, co piwosze kochają w amerykańskim chmielu (aromat żywiczno-owocowy). Chmielenie na odpowiednim poziomie pozwala się Cieszyc pełnia smaku tego trunku. Nie jest to piwo, które trzeba solidnie chmielić, bo inaczej byłoby płaskie i bezpłciowe. Uważam to piwo za zbalansowane i pozbawione wad. Chmielowość bardzo dobrze zaakcentowana, ale nie jest ona nachalna ani obezwładniająca. Alkohol niewyczuwalny. Nie wyczułem też nachalnych aromatów pochodzących od drożdży, co w tego typu piwach uważam za zaletę. Kawał dobrej roboty!

Moja ocena: 4,5/5.