UWAGA!

Strona, z uwagi na publikowane na niej treści, przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piwo i jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piwo i jedzenie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 listopada 2014

Raggmunk czyli coś na ząb rodem ze Szwecji


Dawno na blogu nie pojawił się żaden przepis kulinarny. Gotowanie to, obok piwa i książek, mój kolejny bzik, i w domu to ja jestem odpowiedzialny za przygotowywanie posiłków. Od dziecka lubiłem pomagać Mamie w kuchni i tak już mi zostało…

Co to jest raggmunk? To danie, które jest połączeniem naleśnika i placka ziemniaczanego. Jest smaczne i łatwe w przygotowaniu czyli coś, co wielu zabieganych na co dzień ludzi kocha najbardziej. Pierwszy raz zetknąłem się z tymi placuszkami w Szwecji kilkanaście lat temu i można powiedzieć, że od razu stały się moim faworytem, bowiem uwielbiam naleśniki oraz placki ziemniaczane, a nigdy wcześniej nie spotkałem się z próbą połączenia tych dwóch rzeczy w jedną. Podobnie jak w przypadku placków ziemniaczanych, najmniej sprawdzą się tutaj młode ziemniaki. Znacznie lepsze są te zebrane jesienią, bowiem zawierają mniej wody i więcej skrobi, przez co łatwiej formować z nich ciasto. Szwedzi uważają ichnie placki za danie typowo zimowe, choć ja jadłem je latem.  

Zatem, przejdźmy do sedna sprawy…

Składniki:
1 średnia cebula
3-4 duże ziemniaki
1 jajko
Szklanka mąki
Szklanka mleka
Sól i pieprz dla smaku
Olej do smażenia (Szwedzi preferują masło)

Ziemniaki i cebulę obrać i zetrzeć na tarce o drobnych oczkach. Do startych warzyw dodać jajko, mąkę, mleko oraz sól i pieprz. Wymieszać dokładnie wszystkie składniki na jednolitą masę. Powstała masa powinna być gęstsza od ciasta naleśnikowego. Na tym etapie można skorygować konsystencję uzyskanego ciasta – można je albo rozrzedzić lub zagęścić.  


Rozgrzewamy olej na patelni i nakładamy równe porcje ciasta, które lekko naciskamy z góry, by placuszki były płaskie. Smażymy około 1-2 minut z każdej strony, aż nasze placki przybiorą złoty kolor. Z podanej wyżej porcji wychodzi około 10 placków.


Raggmunk można jeść bez niczego, ale bardzo dobrze komponuje się z dodatkami – sosami, mięsem, sałatkami, etc. Szwedzi najczęściej spożywają je z kwaśną śmietaną ze szczypiorkiem lub z wysmażonymi plastrami boczku i sosem borówkowym. Pieczone mięso (zwłaszcza wieprzowe) z sosem też jest bardzo dobrym połączeniem.   


A jakie piwo by Wam najbardziej do tego smakowało? 


piątek, 5 lipca 2013

Prezent z Austrii – Zipfer Urtyp

Czerwiec był dla mnie dobrym miesiącem pod względem otrzymanych piw. Były prezenty urodzinowe, a także souveniry z  wojaży krewnych i znajomych. Jednym z nich jest austriacki Zipfer Urtyp, którego dostałem od koleżanki z pracy mojej dziewczyny (dzięki, Magda :)). Szczerze mówiąc sam jestem ciekaw, czy  jest to, to samo piwo, które można kupić w wielu hipermarketach. Wersja eksportowa Zipfera szczerze mówiąc nie powala, poza słodowością i nijakością typową dla eurolagerów, nie ma w tym piwie nic ciekawego, a jego cena wydaje się bardzo zawyżona w stosunku do jakości produktu, jaką otrzymuje konsument. Dzisiaj zamierzam się o tym przekonać. Z ocen na browar.biz wynika, że piwo nie jest takie złe, ale wiadomo, że każda taka ocena wrzucana na forum jest skrajnie subiektywna. Pewne obawy nasuwa fakt, że posiadany przeze mnie Zipfer Urtyp i eksportowy Zipfer Glas Heller Freude Original Import posiadają ten sam woltaż (5,4% alk. obj.).

Brauerei Zipf został założony przez wiedeńskiego bankiera Franza Schaupa, który odkupił browar od rodziny Hoffmannów. Zlokalizowany jest on w miejscowości Zipf, znajdującej się niedaleko miasta Neukirchen an der Vöckla w Górnej Austrii. Możliwości wytwórcze browaru w momencie odkupienia go przez Schaupa wynosiły 1540 hektolitrów rocznie. Z czasem dzięki zastosowaniu innowacyjnych jak na tamte czasy technologii, takich jak sztuczne chłodzenie, wykorzystanie energii elektrycznej w procesie produkcji oraz korzystanie z transportu kolejowego do dystrybucji swoich produktów, sprawiło, że piwa z tego browaru zaczęły cieszyć się coraz większą popularnością, a browar rozrastał się i w efekcie jego moc produkcyjna stawała się coraz większa. Jako jeden z pierwszych browarów w Austrii Brauerei Zipf zaczął na masową skalę produkować nowe piwo typu pilzneńskiego. W 1863 browar produkował 10 razy więcej piwa niż pięć lat wcześniej. W roku 1914 browar ten wytwarzał 140 000 hektolitrów piwa rocznie.

Od roku 1914 do końca lat czterdziestych browar przechodził niekorzystny dla siebie okres. Miały na to wpływ dwie wojny światowe, a zwłaszcza zniszczenia, których Brauerei Zipf doznał podczas II wojny światowej. Do tego, kryzys lat trzydziestych stanowił poważną przeszkodę dla dobrego prosperowania tegoż browaru. Powojenne szkody (po II WŚ) udało się odbudować dopiero w latach 50-tych XX wieku, a na setną rocznicę istnienia browaru jego moc wytwórcza wyniosła 200 000 hektolitrów w skali roku.

W 1970 roku browar przyłączył się do Brau Union Österreich AG (holdingu, który posiada wiele marek piwa dostępnych w całej Austrii) w którym obecnie pakiet większościowy posiada Heineken. Zipfer to obecnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych austriackich marek piwnych.

W ofercie browaru znajdują się piwa typowe dla niemieckiej kultury piwnej. Są to różne warianty lagera: Pils, Marzen, Bock, Kellerbier, Volbier (odpowiednik naszego piwa „jasne pełne”. To właśnie Zipfer Utryp jest piwem w tym stylu). Do tego linia produktów Zipfer posiada też radlera.

Co do nazwy Urtyp, oznacza ona tyle, co oryginalny, tradycyjny. Sam przedrostek „ur-” w języku niemieckim oznacza tyle co „pra-”. Często można spotkać się z niemieckimi piwami w stylu koźlak, które nazywane są „Urbock”. Odwołuje się do dawnych tradycji, długiej historii wytwarzania danego piwa, itp. Słowem, dobra pożywka dla speców od marketingu…

Opakowanie piwa prezentuje się całkiem dobrze. Nie jest to krzykliwa etykieta, nie jest upstrzona różnymi przypadkowymi elementami graficznymi. Na białym tle widnieje logo marki oraz typ piwa. Krawatka, etykieta i kontretykieta są kolorystycznie spójne. Z drugiej strony – opakowanie pod względem graficznym to nic specjalnego. Etykieta jakich wiele…

Producent: Brauerei Zipf
Nazwa: Zipfer Urtyp.
Styl: Vollbier/jasny lager/piwo jasne pełne
Ekstrakt: nie podano.
Alkohol: 5,4% obj.
Skład: nie podano.
Pasteryzacja: tak.
Filtracja: tak.

Barwa: słomkowa, idealnie klarowna.
Piana: ziarnista, wysoka, śnieżnobiała i trwała. Tworzy ładną koronkę i pozostaje na szkle.  
Zapach: słodowy z lekko kwaskowym akcentem, do tego minimalny aromat chmielu. Wyczuwalny di-acetyl.
Smak: początkowo słodowy z akcentem maślanym, który przechodzi w bardzo delikatną, chmielową goryczkę. Goryczka jest płytka, ziemista i nietrwała. Wyczuwalny lekki posmak metaliczny. W tle delikatny akcent ziołowy.
Wysycenie: średnie.

Podsumowując, nie jest źle, piwo z wyczuwalnym di-acetylem, smak zdominowany przez słodową nutę. Na finiszu minimalna goryczka chmielowa. Smak wyraźny, nie wodnisty. Piwo posiada bardzo ładny kolor i nadzwyczaj efektowną pianę. Jak na eurolagera, jest całkiem przyjemne w odbiorze. Smaczniejsze od wersji eksportowej. Obok di-acetylu mankamentem jest wyraźna metaliczność. ZipFer Urtyp jest pijalny i lekki. Bardzo fajne piwo na lato, zwłaszcza podczas pobytu w Austrii. Chociaż, jeżeli o mnie chodzi, wolę piwa o nieco bardziej wyrazistym smaku.

Moja ocena: 3,5/5.



Pomyślałem sobie, że skoro już wpis zahacza o Austrię, to w ramach urozmaicenia treści na blogu przedstawię też propozycję smacznej, austriackiej zupy, którą nauczyła mnie przyrządzać zapoznana przeze mnie koleżanka z Austrii. Przygotowanie tej potrawy nie jest skomplikowane, ale może być trochę czasochłonne. Potrawa ta nazywa się Fritatensuppe. Jest to zupa gotowana na kościach i mięsie wołowym z dodatkiem naleśników i warzyw.

Do naleśników potrzebne będą;
Olej do smażenia
1 jajko,
200 ml mleka,
200 ml mąki,
Szczypta soli,
Szczypta cukru.

Składniki łączymy ze sobą i dokładnie mieszamy. Następnie na rozgrzany olej wylewamy porcje urobionej masy i smażymy z dwóch stron, do momentu zarumienienia się naleśników. Usmażone naleśniki kroimy na długie i cienkie paski.

Do przygotowania zupy potrzebne będzie:
300 g kości wołowych,
400g gulaszowego mięsa wolowego,
Marchew,
Seler,
Cebula,
Por,
Szczypiorek,
Lubczyk,
Sól,
Pieprz.

Mięso I kości należy zalać wodą, tak aby były całe zanurzone. Wodę podgrzewać do punktu wrzenia, a następnie należy zmniejszyć ogień i dusić wołowinę przez około 1,5 godziny. Jeśli to konieczne, należy uzupełniać wodę, gdy okaże się to konieczne. W międzyczasie należy pokroić cebulę w piórka i zeszklić ją na maśle. Po upływie półtorej godziny do zupy należy dodać cebulę oraz resztę pokrojonych w kostkę warzyw i gotować przez kolejne 20 minut. Zupę przyprawić solą i pieprzem. Danie można podać na dwa sposoby: pod koniec gotowania wrzucić do garnka z zupą pokrojone w paski naleśniki albo nałożyć naleśniki na talerze i zalać je gorącą zupą. 

Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć smacznego! Prezentowane powyżej piwo bardzo dobrze będzie smakować w zestawieniu z tym daniem, ale każdy inny jasny lager bądź pilzner skomponuje się dobrze z Fritatensuppe.   

sobota, 13 kwietnia 2013

Kotlety schabowe z dzika z ananasem.


Wpis poświęcony propozycji kulinarnej, w przypadku której surowcem bazowym jest dziczyzna. Owszem, można spróbować zastąpić mięso dzika mięsem jego kuzyna z chlewika, ale efekt nie będzie piorunujący. Na samym początku chciałbym obalić mit na temat dziczyzny, jako mięsa wymagającego specjalnego procesu przygotowania, czy obróbki w postaci macerowania, marynowania, żeby zakamuflować jego nieprzyjemny smak, etc. Jest to mięso zbliżone smakiem do wieprzowiny, jednak smaczniejsze, o intensywniejszym i pełniejszym aromacie. Z kolei mięso z jelenia przypomina wołowinę i przygotowuje się je w podobny sposób do mięsa wołowego. Poza tym dziczyzna, jako mięso jest na pewno zdrowsza z uwagi na mniejszą zawartość tłuszczu, a także, ponieważ dzikie zwierzęta jedzą to, co znajdą w lesie, a nie tak jak bydło, czy trzoda z hodowli żywią się wysoko przetworzonymi paszami z hormonami, antybiotykami, etc. Pochodzę z rodziny, której 50% składu osobowego stanowią myśliwi, więc jeśli „Bór przydarzy”, to mięska jest w domu sporo… 

Potrzebne będą:
Schab z dzika pokrojony w plastry (ilość według uznania),
Ananas z puszki (plastry),
Mąka (ilość w zależności od ilości mięsa),
Jajko (ilość jak w przypadku mąki),
sól,
pieprz,
suszony jałowiec (zmielone, ususzone jagody tego krzewu),
olej do smażenia,
cebula (opcjonalnie).

Plastry schabu ubijamy tak, jak kotlety schabowe, a następnie posypujemy solą, pieprzem i jałowcem. Jeśli zdecydujesz się użyć cebulę pokrój ją na talarki i ułóż na rozbitych i przyprawionych kotletach. Odstawiamy na około 30 minut do lodówki, aby mięso nabrało aromatu przypraw. Po tym czasie ściągamy cebulę, a kotlety obtaczamy w jajku, a następnie w mące. Rozgrzewamy olej na patelni i smażymy ok. 10-15 minut, aż kotlety się zarumienią na zloty kolor. Na usmażone kotlety wykładamy plastry ananasa (jeden plaster na jeden kotlet). Cebulę, która została użyta do obłożenia mięsa, można pokroić w kostkę i wrzucić na patelnię pod koniec smażenia.

Co do tego? Najlepiej tradycyjnie – ziemniaki puree i surówka. Ja osobiście lubię do tych kotletów surówkę z marchwi i jabłek. Dobrze też komponują się z tym daniem ziemniaki zapiekane i np.: surówka z selera.

Jakie piwo do tego? Wachlarz możliwości jest spory: weizen, jasny lager, pils, pale ale (w wersji English oraz American), a nawet koźlak (także pszeniczny). Następnym razem spróbuję zestawić danie z piwami belgijskimi – myślę, że to też może być ciekawe połączenie.   

P.S. Gdyby byli chętni, to z przyjemnością wrzucę jeszcze kilka pomysłów na przyrządzenie dziczyzny. Jeśli znajomi obdarują Was znienacka czarnym albo płowym zwierzem, jakimś dzikim ptaszkiem i nie będziecie wiedzieli, jak to przyrządzić – piszcie, a postaram się pomóc. Smacznego! Wszystkim zaglądającym tu myśliwym „Darz Bór!”, a sokolnikom - „Chwal ćwik!”.   

sobota, 6 kwietnia 2013

Haluatko pulla?


Podczas czteromiesięcznego pobytu w Finlandii pokochałem ichnie, tradycyjne, słodkie bułeczki zwane “pulla”, co w naszym języku oznacza kulka”. Finowie spożywają je chętnie jako dodatek do kawy, której piją naprawdę sporo (jak i reszta Skandynawów). To, co dodatkowo cechuje fińską kulturę picia kawy, to intensywność czarnego napoju. Finowie lubią kawę, która „daje kopa”. Miałem okazję nauczyć się piec pulla od dwóch zaznajomionych Finek. Dzięki temu mogę mieć ten fiński akcent w domu, kiedy tylko zapragnę. Pulla bardzo dobrze sprawdza się w duecie z piwem takim jak coffee stout albo chocolate porter. Tak przy okazji tytuł wpisu znaczy tyle co Czy chcesz pulla?”. Poniżej przepis. 

Potrzebne składniki:
0,5 litra mleka,
2 łyżeczki soli,
1 łyżka zmielonego kardamonu,
200 gramów cukru pudru,
1,2-1,4 litra mąki,
50 gramów świeżych drożdży,
200 gramów masła,
1 jajko .

Wszystkie składniki powinny posiadać temperaturę pokojową. Drożdże, kardamon, sól i cukier należy rozpuścić w podgrzanym mleku. 200 ml mąki odstaw na bok – będzie potrzebna (choć nie musi być to konieczne) na samym końcu wyrabiania ciasta. Z mleka i mąki należy wyrobić ciasto – najlepiej gdy mąka dodawana jest do mleka z innymi składnikami stopniowo. Gdy ciasto będzie stanowić jednolitą masę należy dodać miękkie masło i dalej wyrabiać do uzyskania elastyczności. Jeśli to konieczne należy dodać 200 ml odstawionej wcześniej mąki. Uformowane ciasto włożyć do miski, przykryć i odstawić aby urosło do podwójnej wielkości. Następnie z ciasta formujemy kulki, które układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wierzch każdej bułeczki smarujemy roztrzepanym jajkiem, a także  posypujemy cukrem pudrem i/lub płatkami migdałowymi. Piec około 15 minut w temperaturze 225 stopni Celsjusza. Układać na blasze tak by zostawało pomiędzy kulkami miejsce – w piekarniku rosną!

Alternatywa…

Przepis zakłada, upieczenie sporej ilości bułeczek. Można też korzystając z faktu wyrobienia ciasta podzielić je na pół i z jednej połowy zrobić pulla, a z drugiej „zbite uszy” (Korvapuusti) czyli cynamonowe ciasteczka. Skoro ciasto już wyrobione, to przejdźmy do rzeczy. Ciasto należy rozwałkować na grubość około 3 mm. Następnie smarujemy je masłem i posypujemy zmielonym cynamonem. Całość zwijamy w rulon. Z ciasta wykrawamy kawałki w kształcie litery V.  spód pojedynczego ciastka powinien mieć około 5 cm, a wierzch – 2. Następnie ustawione pionowo „ucho” przyciskamy palcem w poprzek. Piec około 15 minut w temperaturze 200 st. C. Jeśli nie wyraziłem słowami zbyt jasno, tego co mam na myśli załączam instrukcję graficzną, która pochodzi ze strony. Tez trzeba mieć na uwadze fakt powiększania się tych ciastek podczas pieczenia. Z jakim piwem –takim jak dla pulla. Można też zaryzykować ze smakowym lagerem (korzennym).   



wtorek, 2 kwietnia 2013

Łosoś zapiekany na soli w sosie cytrynowym


Przepis od znajomego ze Szwecji. Jak dla mnie – klasyk! Prosty, a efektowny czyli kwintesencja gotowania. 

Do wykonania tego przepisu potrzebny będzie płat surowego łososia (a nie wędzonego). Samo upieczenie łososia jest dziecinnie proste bo wysypujemy na blasze sól i kładziemy łososia w taki sposób, aby strona płata ze skórą leżała na soli. Dzięki temu ryba będzie przyjemnie słona. Piec w temperaturze 180 stopni przez około 10-15 minut. Gdy mięso w środku jest tak różowe, jak na wierzchu to znaczy, ze ryba jest już gotowa do podania.

Do tego dania najlepiej smakuje sos cytrynowy.
Potrzebne będą:
250 ml bulionu drobiowego (może być z kostki),
Starta skórka z 1 cytryny,
Sok z 1 cytryny,
200 ml śmietany słodkiej  18%,
Sól, pieprz.
Do gotującego się bulionu wrzucamy startą skórkę z cytryny, wlewamy sok z cytryny, a następnie wlewamy śmietanę. Całość należy energicznie mieszać, by nie powstały grudki. Sos gotować aż nabierze gęstej konsystencji. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Można użyć zarówno pieprz czarny, jaki i biały.  

Jako dodatek świetnie komponują się gotowane warzywa (brokuł, kalafior, groszek, fasolka szparagowa, marchew) i zapiekane ziemniaki, o których pisałem tutaj.

Najczęściej do tej potrawy popijam piwo pszeniczne, bardzo dobrze komponujące się z cytrynowym sosem i delikatnym rybim aromatem.

Smacznego!

wtorek, 26 marca 2013

Coś na ząb do ciemnego piwka


                Zima nie chce dać za wygraną. Nadal na dworze jest zimno, choć większość z nas oczekiwała po wiosennej równonocy nastania aury bardziej słonecznej i cieplejszej. W okresie jesienno-zimowym częściej na stołach dominują piwa ciemne, takie jak: porter, stout, czy ciemny lager. Piwa te z racji bardziej słodkiego smaku wynikającego z użycia większej ilości słodu do ich produkcji, dobrze sprawdzają się jako piwa deserowe, świetnie komponując się ze słodkimi przystawkami.  Chciałbym zaprezentować ciekawa propozycję ciasteczek, które dobrze spisują się w duecie z ciemnym piwem.
                Przygotowanie ciasteczek nie jest specjalnie skomplikowane i nie wymaga egzaminu czeladniczego z dziedziny cukiernictwa. Potrzebne będą:

- 20 dkg mąki pszennej,
- 20 dkg mąki ziemniaczanej,
- 1,5 łyżki kwaśnej śmietany,
- 15 dkg margaryny,
- 2 żółtka,
- 10 dkg cukru pudru,
- 1 opakowanie cukru waniliowego,
- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia,
Opcjonalnie: można dodać cynamon, przyprawę do piernika. Dobrze też sprawdza się kardamon – daje subtelny korzenny aromat, nie tak intensywny jak cynamon, czy goździki.

                Wszystkie składniki połączyć i wyrobić na jednolitą masę. Kulę ciasta wstawić na godzinę do lodówki (wcześniej owinąć w folię spożywczą). Po wyjęciu z lodówki rozwałkować ciasto do grubości około pół centymetra. Ciasteczka z rozwałkowanej masy  można powycinać foremkami o przeróżnych kształtach albo przy pomocy odwróconej do góry nogami szklanki. Piec na złoto w temperaturze 180 stopni Celsjusza przez około 15-20 minut. Ciastka są naprawdę super. Ich jedyną wadą jest to, że za szybko znikają z talerza. według mnie, najlepiej smakują w tandemie z piwem "Sweet Cow". 

piątek, 22 marca 2013

Chrupiące skrzydełka z charrrrakterem!


           Wielkimi krokami zbliża się weekend. Czas relaksu, spotkań z przyjaciółmi. Można sobie wtedy też umilić czas kuflem piwa i jakąś pyszną przekąską. Oto moja dzisiejsza propozycja (ostatnio zademonstrował mi to brat).
Potrzebne będą:
500-600 g skrzydełek z kurczaka,
4 łyżki mąki pszennej,
2 łyżki mąki kukurydzianej,
1 jajko,
Przyprawy: można wykorzystać gotowe mieszanki przypraw dostępne w sklepach, a można też stworzyć swoją własną mieszankę (sól, pieprz, papryka, chilli, curry i inne według uznania).
Olej do smażenia.
       Przygotowanie – skrzydełka pozbawić „lotek” i podzielić je na pojedyncze części. Następnie przyprawić mięso mieszanką przypraw. Roztrzepać jajko. Do osobnej miski wsypać mąkę pszenną, kukurydzianą i chilli (myślę, że można dać więcej mąki niż w przepisie ważne by zachować proporcję 2:1).  Przyprawione mięso obtaczamy najpierw w jajku, a następnie w mieszance chilli i dwóch rodzajów mąki.  Obtoczone skrzydełka układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy w piekarniku przez około 20 minut w temperaturze 180 stopni Celsjusza. Po wyciągnięciu skrzydełek z piekarnika smażymy je na rozgrzanym oleju, dopóki panierka nie nabierze złotego koloru.
         Dwie największe zalety tego dania to:
1)      Skrzydełka można upiec , a następnie smażyć po odstępie nawet kilku godzin. Fajna sprawa gdy spodziewamy się gości i nie chcemy „wystawać dużo nad garami”, gdy już przyjdą.
2)      Mamy pewność dzięki pieczeniu, że mięso nie będzie surowe pod rumianą panierką.
Przepis zaprezentował w praktyce mój brat – choć po małym researchu doszedłem do hipotezy, że przepis pochodzi z kotlet.tv. Zajrzyjcie tutaj, a zobaczycie jak wykonać to krok po kroku na nagraniu.  
Z czym podać? Najlepiej z frytkami, ale można też podać z zapiekanymi ziemniakami.
Ja do pieczonych ziemniaków używam przede wszystkich odmian czerwonych. Nie są one najlepsze do gotowania, bo czasem nawet po 40 minutowej obróbce termicznej sprawiają wrażenie niedogotowanych. Te odmiany są z natury twarde, dlatego lepiej sprawdzają się przyrządzane na inne sposoby. Ziemniaki kroję w plastry o grubości około 1 cm, posypuję przyprawą do ziemniaków. Pokrojone ziemniaki wykładam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i zapiekam około 20 minut w piekarniku. Są naprawdę chrupiące i nie ociekają tłuszczem. I pamiętajcie o jakiejś surówce do tego zestawu  
Swoją drogą, zastanawiam się (i pewnie niedługo to sprawdzę w praktyce), czy nie dodać pokruszonych płatków kukurydzianych do panierki. Na pewno doda to jeszcze większej chrupkości skrzydełkom – pytanie tylko brzmi, jak płatki zniosą 20-minutowe pieczenie? Czynie wyschną na wiór? O wynikach eksperymentu będę informował.
Jakie piwo do tego? Jasne, że jasne – jasny lager albo pale ale to najlepiej dobrani kompani (według mnie). Smacznego!


piątek, 15 marca 2013

Krewetki czyli dobry kompan dla piwa


            Smażone krewetki to bardzo smaczna piwna przekąska. Najbardziej smakuje mi z piwem pszenicznym. Nie jest to dodatek do piwa tak tani, jak chipsy albo paluszki, jednak na pewno jest smaczny i zdrowszy. Można „zabłysnąć” podając  go gościom przy zwykłej pogawędce przy piwie lub jakiejś specjalnej okazji.

    Z doświadczenia wiem, że jest to forma frutti di mare, która jest akceptowalna nawet dla osób niespecjalnie przepadających za tym typem jedzenia. Co więcej, udało mi się tą przekąską przekonać kilka osób, które twierdziły, że nie lubią owoców morza.  

                Najlepiej do tego nadają się krewetki większe i bardziej mięsne takie jak na przykład Black Tiger. Koktajlowe też się sprawdzą, ale według mnie nie aż tak dobrze.

   Krewetki przygotowuje w następujący sposób. Mrożone krewetki wkładam do letniej wody na około 10 minut. Po tym czasie usuwam z nich glazurę i zrogowaciałe części ogonków. Następnie obtaczam je w mące. Na patelni podgrzewam oliwę z oliwek i wyciskam nad patelnią  1-2 ząbki czosnku. Dla miłośników pikantnej wersji polecam dodanie posiekanej papryczki chilli (można według uznania zwiększyć sugerowana ilość). Gdy oliwa rozgrzeje się wrzucam krewetki i smażę je aż się przyrumienią. Usmażone krewetki wyciągam z patelni.

                Krewetki usmażone w formie „saute’ sprawdzają się jako samodzielna przekąska lub można dodać je do sałatki składającej się z pomidorów, ogórka, kapusty pekińskiej albo sałaty i cebuli (w preferowanych proporcjach). Sałatkę doprawiamy bazylią i oregano. Do sałatki dobrze komponuje się delikatny sos czosnkowy. Innym dobrym dodatkiem do przekąski zamiast sałatki może być pieczywo czosnkowe.

                Jeśli chcemy, by krewetki były bardziej chrupiące można obtoczyć je w tradycyjnej panierce (mąka, jajko, tarta bułka) lub w wariancie bardziej aromatycznym (mąka, jajko, nasiona sezamu). Niezależnie od sposobu panierowanie krewetki smażymy na średnim ogniu do uzyskania złotego koloru. Ważne aby krewetek nie smażyć zbyt długo ponieważ ich mięso straci elastyczność i stanie się gumowate. Gotowe już krewetki można dla smaku skrapiać sokiem z cytryny.

                Jak widać przygotowanie tej przystawki nie jest skomplikowane,  a można urozmaicić nią niejeden wieczór. Najlepiej smakuje w połączeniu z piwem typu wiezen albo witbier. Potrawy panierowane dobrze sprawdzają się w połączeniu z piwem. Owszem samo panierowanie to torcie „brudna robota”, ale efekt finalny często jest fantastyczny. Być może innym proponowana przeze mnie przekąska smakować będzie bardziej z innymi stylami piwnymi. Smacznego!