UWAGA!

Strona, z uwagi na publikowane na niej treści, przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imperial India Pale Ale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imperial India Pale Ale. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 grudnia 2013

Imperial Black z Buxton Brewery


Pozostajemy w klimatach angielskiego craftu. Wczoraj pisałem o „Undercurrent” z Siren Craft Brew, a tego wieczoru zamierzam skupić się na „Imperial Black” z Buxton Brewery.

Sam browar istnieje na rynku od 2008 roku. Informacje na jego temat (przynajmniej te, które udało mi się zdobyć) są bardzo szczątkowe. Zakład piwowarski, o którym mowa, na swej stronie skupia się na prezentacji danych stricte technicznych, czyli na przykład moc wytwórcza, rodzaj opakowań, do których rozlewane jest piwo, parametry warzelni, konkretne osoby i ich funkcje, etc. Roczna skala produkcji w tym browarze wynosi około 3 000 hektolitrów. Buxton Brewery zapowiada, że w najbliższym czasie zamierza zwiększyć produkcję z 40 baryłek tygodniowo do 100. Jedna brytyjska baryłka (BBL) to ~164 litry (baryłka amerykańska to 116 litrów). Przy zwiększeniu mocy produkcyjnej do 100 BBL tygodniowo – roczne wybicie browaru osiągnie około 8 500 hl. Browar na chwilę obecną oferuje 17 różnych piw będących w całorocznej sprzedaży. Browar w tym roku został wyróżniony nagrodą „Ratebeer Best” za jakość swoich produktów. Rok wcześniej, Buxton Brewery zdobył srebrny medal podczas imprezy „International Beer Challenge” w Londynie. W ramach poszerzania horyzontów, browar w Buxton kolaboruje z innymi podmiotami z tej branży.

„Imperial Black” to piwo wymykające się standardom. Z jednej strony, jest to Black India Pale Ale (lub jak wolą niektórzy India Black Ale tudzież Cascadian Dark Ale), a z drugiej, ze względu na zawartość alkoholu jest to Imperial India Pale Ale. Zapowiada to ciekawą kombinację smaków, pod warunkiem, że nie będzie ona przesadzona w żadną stronę. Butelka posiada raczej skromną etykietę, której tło stanowi zarys abstrakcyjnych kształtów wykonanych w skali odcieni szarości. Z etykiety dowiemy się jak piwo smakuje, ze jest niefiltrowane, nie pasteryzowane, w jakich warunkach je przechowywać, ale nigdzie nie podano składu. Inną rzucającą się w oczy rzeczą jest brak imiennego kapsla.

Dane szczegółowe:
Producent: Buxton Brewery.
Nazwa: Imperial Black.
Styl: Black India Pale Ale\Imperial India Pale Ale.
Alkohol: 7,5% obj.
Ekstrakt: nie podano.
Skład: nie podano, ale na pewno są to: woda, słody, chmiel i drożdże.
Filtracja: nie.
Pasteryzacja: nie.

Barwa: czarna, nieprzejrzysta, bez jakichkolwiek refleksów.
Piana: beżowa, kremowa, sztywna, zwarta, drobnopęcherzykowa, trwała, obficie krążkująca na szkle.
Zapach: dominuje palony słód i towarzysząca jemu kawowo-czekoladowa nuta, cytrusowy aromat chmielowy oraz lekka nuta alkoholowa. 
Smak: słodki, karmelowy z domieszką aromatów pochodzących od palonego słodu (kawa i gorzka czekolada) słodowość i ulepkowa słodycz dominują w smaku. Cytrusowo-żywiczna nuta chmielowa w żaden sposób nie jest jej w stanie skontrować. Wyczuwalna w smaku goryczka zdaje się mieć bardziej palone niż chmielowe podłoże. Finisz słodki i alkoholowy.  
Wysycenie: niskie.

Wielkie rozczarowanie… To nie jest udane Cascadian Dark Ale. Bardziej przypomina mi Foreign Extra Stout z uwagi na ulepkową słodycz, dominujące akcenty palonego słodu i akcent alkoholowy. Goryczki w nim niewiele, a całość dobitnie pogrąża intensywna nuta alkoholowa. Dlaczego tak o tym alkoholu? Piłem ostatnio Weihnachtsbocka o mocy 10,5% i nawet po ogrzaniu alkohol nie był nachalny ani nawet specjalnie wyczuwalny w smaku i zapachu, przez co ten świąteczny koźlak jest bardzo zdradziecki. Tu przy 7,5% obj. alkoholu, odnoszę wrażenie jakby w tym piwie było go znacznie więcej. Piwo pełne i treściwe, ale na pewno nie zbilansowane, czy wysoko pijalne. Pije się je dość topornie. W moim odczuciu niespecjalnie wpisuje się w ramy stylu, choćby ze względu na brak „chmielowego pazura”. Znacznie lepiej pachnie niż smakuje. Zapach w jego przypadku to „miłe złego początki”. Nie spisuje Buxton Brewery na straty, ale do tego piwa raczej już nie wrócę…  Albo kupiłem piwo z gorszej partii, albo mój gust jest skrajnie wysublimowany i nonkonformistyczny, ale to piwo niezbyt mi smakuje, bo jest po prostu za słodkie. Nie tego oczekiwałem…  

Moja ocena: 3/5. 


wtorek, 27 sierpnia 2013

Halcyon z Thornbridge Brewery.

W kolejce piw do zdegustowania czeka sobie od zeszłego tygodnia „Halcyon” (łacińska nazwa mitycznego ptaka oraz drapieżnych ptaków zwanych łowcami występujących w Afryce i Azji, będącymi krewniakami naszego zimorodka). Drugiego „ptaszka” z tego browaru, a mianowicie „Wild Swan” (dzikiego łabędzia) skosztowałem podczas zeszłotygodniowego warzenia weizenbocka. Producent nie podał  zawartości ekstraktu na etykiecie, ale woltaż piwa (Wild Swan) wynosił 3,5% obj.,  przez co mniemam, że poziom ekstraktu oscylował w okolicy 9-10 Blg. Piwo zaskoczyło mnie na plus, bo spodziewałem się czegoś wodnistego i lekkiego, jak na przykład szwedzkie piwo „Norrlands Guld”, przeznaczonego na rynek krajowy, a tutaj miłe zaskoczenie… Piwo posiadało bardzo wyraźny smak opiekanych słodów, a do tego okraszone było bardzo przyjemną cytrusowo-żywiczną goryczką. Rozbudziło to we mnie chęci do zetknięcia się z IIPA z Thornbridge Brewery.

Sam browar powstał w 2005 roku w miejscowości Bakewell w Anglii. Browar znajduje się w prywatnej posiadłości Thornbridge Hall, której historia sięga kilku wieków wstecz. W początkowym okresie istnienia browaru, jednym z piwowarów był Martin Dickie, który w 2007 roku opuścił to przedsięwzięcie, by rozpocząć swój własny projekt – BrewDog.

Historia tego browaru pokazuje, że wykwalifikowana kadra oraz (zgodnie z jego mottem) „innowacja, pasja i wiedza” to klucz do sukcesu. Głównym założeniem producenta jest warzenie tradycyjnego brytyjskiego ale w różnych wariantach, ale z użyciem nowoczesnej technologii. W ofercie browaru znaleźć można tez style piwne „zaimportowane” z kontynentu.

W ciągu ośmiu lat istnienia Thornbridge Brewery wybudowano drugi browar (Riverside, w 2009 roku), by zwiększyć produkcję, a także rozdzielić podstawowe zadania obydwu obiektów (w Thornbridge Hall warzone są tradycyjne ejle zacierane infuzyjnie, które często dojrzewają tam w beczkach, a w Riverside dokonuje się kontroli systemu jakości produkcji, eksperymentuje z recepturami, procesem technologicznym, wykonuje się rozlew, etc.). Od czasu powstania Thornbridge Brewery, piwa spod tego znaku otrzymały ponad 200 wyróżnień, medali i dyplomów na konkursach krajowych oraz o randze międzynarodowej.

Na etykiecie widnieje wizerunek rzeźby Flory (rzymskiej bogini roślinności), znajdującej się w ogrodach Thornbrifge Hall. Sama nazwa odwołuje się do mitycznego Halcyona, zimorodka, który według wierzeń starożytnych Greków był ptakiem mogącym wzbudzać i uciszać sztormy na morzach. Całość szaty graficznej to dobrze dobrana kolorystyka (złoto i lazur), prezentująca się w bardzo kunsztowny sposób. Na „kontrze” browar przybliża konsumentowi kilka informacji na swój temat oraz wyprodukowanego przez siebie piwa. Szyjkę butelki zdobi złota krawatka zawierająca logo browaru, a dodatkowo piwo posiada dedykowany kapsel z logiem producenta, spójny kolorystycznie z kontretykietą.



Dane szczegółowe:
Producent: Thornbridge Brewery.
Nazwa: Halcyon.
Styl: Imperial India Pale Ale.
Ekstrakt: brak danych.
Alkohol 7,4% ABV.
Skład: woda, słodowany jęczmień, pszenica, chmiele, drożdże.
Filtracja: nie.
Pasteryzacja: tak.

Barwa: jasnozłota, mętna, bardziej przypomina piwo pszeniczne niż IIPA.
Piana: wysoka, zwarta, ziarnista, tworzy koronkę, trwała i mocno krążkująca na szkle.
Zapach: zdominowany przez amerykański chmiel, czyli cytrusy, mango, żywica sosnowa, a w tle nuta alkoholowa.
Smak: aromat słodu jęczmiennego z posmakiem biszkoptu, do tego wyczuwalny zbożowy aromat pszeniczny, lekki akcent ziołowo bananowy, który bardzo szybko przykrywa chmiel zza Oceanu Atlantyckiego, co skutkuje owocowo-żywicznym aromatem i sporą goryczką. Goryczka cechuje się intensywnością, głębią i trwałością. Jest wysoka, ale bardzo przyjemna, aromatyczna. W tle od początku aż do końca przewija się nuta alkoholowa.
Wysycenie: niskie.

Tytułem podsumowania; „Halcyon” to udane IIPA, o wyraźnej słodowej podbudowie i intensywnym aromacie chmielowym. Barwa piwa jest za jasna jak na ten styl i może wprawić w błędne przeświadczenie, że piwo może być wodniste i nieudane. Nie dajcie się zwieść. Zapach piwa to przede wszystkim chmiel i alkohol, ale smak to słód i wyraźna pszenica (która na pewno nie pozostaje bez wpływu na barwę piwa oraz bujną pianę), a także solidna dawka chmielu owocująca intensywną goryczką z towarzyszącymi jej aromatami typowymi dla odmian chmielu z USA. Jak dla mnie, jest to jedno z najlepszych IIPA, które piłem. W moim odczuciu lepsze od legendarnego Torpedo z browaru Sierra Nevada. Piwo godne uwagi, ze względu na smak i wysoką pijalność jak na wysoką zawartość alkoholu (7,4% obj.). Polecam!

Moja ocena: 4,5/5.

P.S. Czuję, że piwa z tego browaru zagoszczą (jeśli nie na blogu), to na pewno w mojej lodówce.  



wtorek, 11 czerwca 2013

Mommy, may I got hardcored?


Gdy zobaczyłem to piwo w zestawie prezentowym, poczułem motyle w brzuchu. Mój brzuch nie należy do najmniejszych, tak więc motylków było sporo i nie musiały narzekać na brak wolnej przestrzeni. A tak poważnie, bardzo ucieszył mnie fakt, że będzie dane mi posmakować „I Hardcore You”. 

Owe piwo to Imperial India Pale Ale uwarzony wspólnie przez ekipę z BrewDoga, której piwo gościło już na blogu i to dwukrotnie. Drugim uczestnikiem przedsięwzięcia był duński Mikkeller. Powstałe piwo to według opisu twórców mieszanka „Hardcore IPA” uwarzonego przez Szkotów i „I Beat You”, które stworzył Mikkeller w browarze BrewDoga. Z połączenia nazw obydwu piw wyszło „I Hardcore You”.

Co do samego Mikkellera, jest to dość ciekawa historia. Browar Mikkeller został założony w 2006 roku przez  Mikkela Borga Bjergsø oraz Kristiana Kellera. Mikkel pracował jako nauczyciel matematyki i fizyki w jednej z kopenhaskich szkół. Gdy zaczął zarabiać na swoje utrzymanie przestało go „kręcić” picie piwa taniego i mocnego. Zamiast tego, zaczął poszukiwać piw smacznych i ciekawych. Realizował swoją piwną pasję wraz z przyjaciółmi degustując różne style i marki tego trunku. W końcu postanowił zacząć warzyć piwo u siebie w domu. Kupili wraz z Kristianem trochę książek na ten temat i zaczęli własne eksperymenty z domowym wyrobem „zupy chmielowej”. Jednym z pierwszych piw był klon  Brøckhouse IPA z duńskiego małego browaru, które obydwoje bardzo cenili za jego mocno chmielowy aromat. Z czasem do spółki wciągnięto jeszcze dwie osoby, a browar domowy zaczął opracowywać własne receptury. Piwowarzy-amatorzy zostali uhonorowani wieloma nagrodami na konkursach piw domowych w Danii, co popchnęło ich ku profesjonalizacji swej działalności. Zaczęli warzyć piwo na większą skalę w browarze w Ørbæk. Brat Mikkela – Jeppe - otworzył w Kopenhadze sklep piwny, dzięki któremu piwo zaczęło zdobywać coraz większą popularność.

Międzynarodowy sukces przyniósł pomysł dodawania kawy parzonej w tłokowym zaparzaczu do stoutu owsianego. „Beer Geek Breakfast”, bo tak nazwano owe piwo zostało uznane za jedno z najlepszych przez użytkowników serwisu Ratebeer, co zaowocowało zainteresowaniem browarem poza granicami Danii. W 2006 roku na duńskim Festiwalu Piwa Mikkeller wystawił osiem swoich piw, a także podpisał umowę dotyczącą sprzedaży piwa na rynek amerykański z firmą Shelton Brothers.  W 2007 roku Kristian Keller opuścił projekt, by zająć się pracą w redakcji magazynu muzycznego.

Dziś piwa z tego browaru eksportowane są do 40 krajów świata, w tym do ekskluzywnych restauracji i pubów. Część produkcji przeniesiona została do Belgii. Mikkeller uwarzył też wiele kolaboracyjnych piw z uznanymi mikrobrowarami z różnych krajów. Jaki stąd wniosek? Warto mieć marzenia i podążać za głosem serca.

To, co łączy obydwa browary to ich rock’n’rollowe podejście do życia, wyrobu piwa i szukania swego miejsca na rynku.



Już sam wygląd opakowania jest dość niekonwencjonalny. Etykieta wygląda tak, jakby stworzona została w programie MS-Paint. Na zielonym tle niebieskim konturem narysowano parę kochanków leżących pod drzewem. Obydwoje leżą i raczą się piwem z jednego pokala. Na etykiecie zawarto jedynie informacje mówiące o tym, że piwa nie mogą spożywać kobiety w ciąży, a także, że spożycie alkoholu osłabia czynności psychomotoryczne, przez co po jego konsupcji nie należy prowadzić pojazdów mechanicznych.


Dane szczegółowe:
Producent: Mikkeller/BrewDog.
Nazwa: I Hardcore You.
Styl: Imperial India Pale Ale.
Ekstrakt: nie podano.
Alkohol: 9,5% obj.
Skład: nie podany na etykiecie, ale zamieszczony przez importera (woda, słód, chmiel, drożdże).
Filtracja: tak.
Pasteryzacja: tak.

Barwa: miedziana z domieszką pomarańczowej, opalizująca.
Piana:  jasnobrązowa, wysoka, grubo pęcherzykowa, szybko opadająca, redukuje się do cienkiego kożuszka.
Zapach: mango, cytrusy, żywiczność, ogólnie dominuje aromat amerykańskich odmian chmielu, któremu towarzyszy słodowość i lekka nuta alkoholowa.
Smak: niezbyt ciekawy, bardzo mocno wyczuwalny alkohol, któremu towarzyszy aromat słodów, karmelowa słodycz i chmielowa goryczka wraz z aromatem żywicy i cytrusów.
Wysycenie: niskie.

Trochę się bałem, gdy zobaczyłem zawartość alkoholu, że będzie to powtórka koszmaru z udziałem „Hardcore IPA”. Nie jest aż tak tragicznie, ale do owacji na stojąco niestety daleko. Więcej szumu wokół piwa zapewne wywołał fakt, że uwarzyły go dwa tak utalentowane i „luzackie” browary niż sam smak tego piwa… Owszem alkohol jest tu bardziej skontrowany przez słody, karmel i goryczkę, ale wciąż jest go za dużo. Chmiel w zapachu piwa jest tak intensywny, że sprawia wrażenie, iż przy pierwszym łyku wykrzywi pijącemu je twarz. Ale to tylko pozory… Poziomu goryczki z trzeciej warki „Sharka”, czy „Imperium atakuje” w przypadku „I Hardcore You” na próżno szukać. Na pewno plusem jest to, że jak na wysoką zawartość alkoholu (9,5% alk. obj.), jego aromat nie jest aż tak mocno wyczuwalny w smaku. Piwo jest dość ciężkie w odbiorze, jest pijalne, ale wysoki ekstrakt i zawartość alkoholu robią swoje. Smak złożony, niestety zdominowany przez aromat alkoholowy. Jeśli ktoś chce, może spróbować, ale lepiej nie spodziewać się fajerwerków. Dla mnie – nie rozczarowanie, ale i nie oczarowanie. Po prostu mocne piwo z wyraźnym aromatem chmielu. Myślę, że problemem z moim odbiorem tego piwa może być moje aprioryczne założenie, że piwo będzie tak goryczkowe, że alkohol w ogóle nie będzie miał siły się przez tę goryczkę przebić. Założenie okazało się błędne po skonfrontowaniu go z kolaboracyjnym piwem. Tak, czy owak, cieszę się, że miałem okazję je spróbować i mogłem zamieścić na blogu wrażenia z jego degustacji.

Moja ocena: 3,75/5.



czwartek, 4 kwietnia 2013

Imperium napada!


Tytuł wpisu to nawiązanie do jednej z piosenek Kazika Staszewskiego pochodzącej z płyty jego solowego projektu "Kazik" pod tytułem „Melassa”. Tytuł owego utworu brzmi  „Mars napada”. W piosence autor tekstu zamieścił swoją wizję tego, jak wyglądałaby reakcji Polski na atak istot z Marsa.  Na tej samej płycie w jednej z (jak określa sam Kazik) „kompozycji instrumentalno-wokalnych” śpiewa on też, że chce piwa. Przedstawione poniżej piwo to kolejny piwny atak na moją skromną osobę po opisanym wcześniej ataku rekina, jak i napadzie zbiorowym (z udziałem Wiosłorękiego i Chmielu). Kto zaatakował tym razem?

„Imperium atakuje” to młodszy brat „Ataku chmielu”. Wypuszczenie przez Browar PINTA tego piwa to próba pokazania jeszcze bardziej goryczkowego ale dla miłośników „hoppy hardcore’u”. Piwo uwarzone w stylu Imperial India Pale Ale przynajmniej w wersji z roku 2012 było naprawdę nie lada wyzwaniem. Goryczka dawała się we znaki na długo po wypiciu piwa. Intensywność doznań wywoływanych podczas degustacji trunku, zapewne dla wielu była spełnieniem marzeń, o dostępności w Polsce solidnie chmielonych piw. Z drugiej strony pojawiły się też głosy krytyki, zarzucające twórcom „Imperium atakuje” zwyczajne przechmielenie tego piwa. Jestem ciekaw, jak „Imperium” smakuje w aktualnej wersji? Czy podobnie do swojego starszego brata nie jest już aż tak goryczkowe?   

Etykieta posiada tło w piaskowym kolorze. Umieszczono też na niej logo Browaru PINTA, nazwę piwa. Nurtuje mnie element z prawej strony etykiety – są to strzałki układające się w kształt rakiety, pocisku dalekiego zasięgu. W każdym razie ten „wzorek” wywołuje u mnie militarystyczne skojarzenia. Na samym dole widnieje miniatura flagi Stanów Zjednoczonych (ojczyzny stylu IIPA), styl w jakim uwarzono piwo oraz zawartość ekstraktu.
Po lewej stronie etykiety znajduje się opis piwa, informacja dotycząca składu, zawartości ekstraktu i alkoholu, a także informacje na temat producenta.
Etykiety PINTY po rebrandingu prezentują się bardzo profesjonalnie. Tło  harmonizuje się z efektami graficznymi zamieszczonymi na etykiecie. Poza tym zamiast obrazków i innych niepotrzebnych rzeczy zamieszczono sporo przydatnych dla konsumenta informacji.

Dane szczegółowe:
Producent: Browar PINTA (piwo warzone i rozlewane w Browarze na Jurze w Zawierciu).
Nazwa: Imperium atakuje.
Styl: imperial India Pale Ale.
Ekstrakt: 19,1% wag.
Alkohol: 7,8% obj.
Skład: woda, słody: pale ale, jęczmienny, diastatyczny, melanoidynowy, Carared™, carapils™; chmiele: Zeus/Columbus. Chinook, Centennial, Citra™, Cascade, Palisade™; drożdże Safale US-05.
Pasteryzacja: tak.
Filtracja: nie.

Psssssssst!

Barwa: ciemnobrązowa, przypominająca mocną herbatę, nieprzejrzysta.
Piana: jasnobeżowa, zbita, wysoka, szybko opadająca, mocno oblepiająca szkło.
Zapach: dominujące aromaty jęczmiennego słodu oraz cytrusowy (mango). Równolegle wyczuwalny aromat chmielowy.  W tle niewielka słodycz.
Smak: od początku do końca występuje intensywny aromat chmielowy. Goryczka jest głęboka i utrzymuje się długo w ustach po przełknięciu piwa. Przeplata się ona z mocnymi akcentami słodowo-cytrusowymi (jak w zapachu). W tle lekka ziemistość i aromat drożdżowy. Wyczuwalny jest też nieznacznie alkohol, który delikatnie grzeje w gardło.
Wysycenie: niewysokie. 

„Imperium atakuje” jest według mnie bardzo dobrym piwem o zbilansowanym chmielowo-słodowym aromacie, któremu towarzyszą jeszcze inne, poboczne akcenty wzbogacające jego smak. Piwo wysoko pijalne dla miłośników goryczki. U osób za nią nieprzepadających z pijalnością tego piwa może być różnie. Należy być świadomym tego, że pomimo dość wysokiego „woltażu” (niecałe 8% alkoholu), alkohol jest prawie niewyczuwalny w smaku (niewyczuwalny w zapachu). Jego aromat pojawia się w miarę nagrzewania się piwa. Warto mieć ten fakt na uwadze, gdy zapragniemy wypić 3-4 butelki, gdyż pomimo przyjemnych doznań smakowych możemy mieć nieprzyjemne doznania po przebudzeniu następnego dnia. Ja na pewno będę do tego piwa wracał, gdy tylko nadarzy się okazja. Piwo trzyma fason. Odniosłem wrażenie, że nie jest aż tak ekstremalne jak w zeszłym roku, jednak nadal jest to piwo, które zaspokoi wielkie rzesze polskich „Hop Heads”. Bardzo udany ale! Na sam koniec pragnę napisac, że w moim odczucie, o ile „Atak chmielu” jest bardziej stonowany w stosunku do zeszłorocznej wersji, o tyle „Imperium atakuje” nadal utrzymuje bardzo wysoki poziom goryczki (choć w moim odczucie jest on nieco niższy od zeszłorocznego). Z danych z najnowszego numeru czasopisma „PIWOWAR” wynika, ze piwo to posiada 87 IBU.

Ocena: 5/5.



czwartek, 14 marca 2013

Pierwsze spotkanie z BrewDog’iem


       Szkocki browar BrewDog założony w 2007 roku w Ellon, w północnej Szkocji cieszy się w Polsce rosnąca popularnością. Twórcy browaru lubią eksperymentować z tworzonym przez nich piwem. Oferta Brewodga jest bardzo szeroka i każdy w niej wybierze coś dla siebie. Duży rozgłos uzyskali dzięki piwu „Sink The Bismarck!”, które uznawane jest za najmocniejsze piwo na świecie. Zawartość alkoholu w piwie wynosi 41%. Osobiście jestem sceptyczny wobec „Zatopić Bismarcka”, ale mam świadomość, że nie każdy musi podzielać moje zdanie.   
         Z perspektywy czasu zastanawiam się, czy dokonany przeze mnie wybór co do pierwszego „radez vous” z tym szkockim browarem był słuszny. Być może lepiej było by zacząć od jakiegoś innego piwa z ich oferty? Teraz ma to już drugoplanowe znaczenie. Jako pierwsze na cel idzie Hardcore I.P.A. Jest to piwo w stylu Imperial India Pale Ale, czyli I.P.A. z „podkręconymi parametrami” – więcej ekstraktu, chmielu i alkoholu niż w klasycznym I.P.A., czy stylu A.I.P.A..

         Etykieta piwa stworzony jest w iście punkowym stylu. Z resztą sami twórcy browaru nie ukrywają, że BrewDog to taka punkowa rewolucja w piwowarstwie. Nie uznają bowiem kompromisów, ani utartych konwenansów. Przeważają kolory biały i ciemnopopielaty. Logo i nazwa piwa przypominają napisy na murach tworzone przez zbuntowanych nastolatków. Właściwie  chyba wszystkie etykiety BrewDoga wyglądają podobnie. Gdy wczytamy się w treści zawarte na etykiecie, właściwie wiele się nie dowiemy. Poczytamy o punkowym charakterze browaru i jego piw oraz, że należy wyrzucić do rowu „piwny mainstream”. Przez piwny mainstream rozumiem podział na style piwne, bogato zdobione opakowania i zapewne konwenansów związanych z piwem (punk nie lubi schematów i norm). Z drugiej strony etykiety poczytać można o ilości wysłodowanych ziaren, komórek drożdżowych i 4 odmianach chmielu. Jak dla mnie te informacje nic nie wnoszą. Nie podano też informacji o zawartości ekstraktu. Zawartość alkoholu w piwie wynosi 9,2% objętości.

Najważniejsze informacje:

Producent: BrewDog

Nazwa: Hardcore I.P.A.

Styl: Imperial India Pale Ale

Ekstrakt: nie podano

Alkohol: 9,2% obj.

Opakowanie: butelka, 330 ml

Skład: słód, woda, drożdże, chmiel.

         Piwo o miedziano-bursztynowej barwie. Mętne o jasnobeżowej pianie, która jest niezbyt trwała, grubo pęcherzykowa i pozostawia ślady na szkle. Zapach złożony – wyczuwalny silny akcent chmielowy, do tego występują aromaty owocowe, lekka żywiczność i nuta alkoholowa. W smaku mocny akcent alkoholowy. Do tego dochodzi lekka słodycz i intensywna goryczka, którą jednak przytłumia akcent alkoholowy. Alkohol osadza się na języku i podniebieniu powodując uczucie ciepła. Odczucie to nie jest specjalnie przyjemne. W tle lekka słodycz. Akcenty owocowe obecne w zapachu, w smaku są niewyczuwalne. Piwo jest pijalne, ale na pewno nie sesyjne. Wysycenie na niewielkim poziomie.

         Piwo mnie rozczarowało. Być może lepiej było rozpocząć przygodę z BrewDog’iem przy pomocy Punk i.P.A.? Jak dla mnie mankamentem jest wysoka zawartość alkoholu, która bardzo mocno tłumi inne akcenty smakowe (w tym chmiel), a które obecne są w zapachu piwa. Piwo jest pijalne, jednak pije się je dość opornie. Spodziewałem się znacznie większego hardcore’u w związku z chmielem niż z etanolem. Pomimo niezbyt udanego pierwszego spotkania z wyrobami tego szkockiego browaru, myślę, że na tym piwie moja przygoda z BrewDog’iem się nie zakończy z uwagi na szeroki asortyment, jaki oferowany jest przez ten podmiot. Jakie piwa polecacie na następne spotkanie ze Szkotami z Aberdeenshire?


        Ocena: 4/5.