UWAGA!

Strona, z uwagi na publikowane na niej treści, przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.

wtorek, 20 września 2016

Horner Bier

Niedawno przeczesując Internet w poszukiwaniu informacji o piwach historycznych (choć cisza na blogu trwa, nadal zgłębiam ten temat) natknąłem się na kilka wzmianek o Horner Bier, które opisywano jako ulubione piwo Wolfganga Amadeusza Mozarta (1756-1791). Postanowiłem zebrać je wszystkie do kupy i podzielić się tą ciekawostką z Wami. Nie będzie to elaborat obfitujący w szczegóły, bowiem materiał źródłowy jest raczej skromny, niemniej myślę, ze warto o tym wspomnieć.

W kanonie „Bei der Hitz im Sommer eß ich” (W letnim upale posilam się) można natknąć się na następujący fragment: „Ich nehm Limonade, Mandelmilch, / auch zu Zeiten Horner Bier; / das im heißen Sommer nur.” (Zamawiam lemoniadę i mleko migdałowe a czasami piwo z Horn, jednak tylko w upalnym lecie). Autorstwo tego dzieła przez długi czas przypisywano Wolfgangowi Amadeuszowi Mozartowi, jednak w drugiej połowie XX wieku za prawdziwego autora uznano Vaclava Trnkę (1739-1791), po tym jako udowodniono, że w 1804 roku na skutek błędu wydawcy dzieła Trnki zostały przypisane Mozartowi.

O piwie z Horn wspomina sam Karl Balling (1805-1868), który miał swój wkład w rozwój nowoczesnego piwowarstwa. Horn to niewielkie miasto oddalone o około 90 km na północny zachód od Wiednia. Horner Bier było piwem owsianym o jasnej barwie, które według opisu Ballinga miał cechować także musujący charakter i duże zmętnienie. Było ono popularne w XVII i XIX wieku zwłaszcza w Wiedniu. Wiadomo też, że w innych regionach Austrii także warzono piwa owsiane (np.: w Karyntii).
    
Z innych źródeł można się dowiedzieć, że napój ten produkowano z wykorzystaniem słodu owsianego suszonego na powietrzu a nie w piecu. Przy wyrobie tego napitku stosowano małe ilości chmielu. Znajdują się w nich także wzmianki o tym, że piwo to było kwaśne, a do jego zakwaszania używano kamienia winnego (wodorowinianu potasu zwanego inaczej tartarusem).  Horner Bier był porównywany do niemieckiego piwa znanego jako Broyhan.  

Czym jest ów kamień winny? To sól kwasu winowego powstająca podczas fermentacji wina. Posiada formę małych kryształków. Stosowany jest on w przemyśle spożywczym jako przeciwutleniacz i regulator kwasowości (posiada symbol E366). Związek ten uważany jest za bezpieczny, jednak w większych dawkach posiada działanie przeczyszczające.

Alistair Reece (Velky Al) na swoim blogu podaje propozycje parametrów takiego piwa:
  • OG - 1.032 (8 st. Plato)
  • FG - 1.004 (1 st. Plato)
  • ABV - 3.7%
  • IBU - 8
W jego rozważaniach co do ewentualnej receptury proponuje dodatek słodu jęczmiennego do zasypu oraz zakwaszenie piwa bakteriami kwasu mlekowego. Niestety temat ten nie został przez niego rozwinięty.  

Czy uwarzenie takiego piwa ma sens? Moim zdaniem – i tak i nie. W warunkach domowych jest to jak najbardziej możliwe. Piwo wyrabiane wyłącznie na słodzie owsianym to rzecz wykonalna, choć wymagająca pewnych modyfikacji – zwłaszcza schematu zacierania i proporcji wody do słodu (więcej na ten temat można przeczytać tutaj). Piwo będzie posiadało specyficzny smak. Metodą prób i błędów będzie należało dojść do optymalnej ilości kwaśnego winianu potasu, aby uzyskać pożądany poziom kwaśności. Produkt ten bez problemu można nabyć w internetowych sklepach. Warto pamiętać o tym, że owies jest o wiele mniej wydajny niż jęczmień, dlatego będzie trzeba użyć większej ilości słodu niż w przypadku jęczmiennego cienkusza.

O ile piwo to nie powinno być większym problemem dla piwowara domowego (pomijając cenę surowców), o tyle trudno jest mi sobie wyobrazić komercyjną warkę takiego piwa.  Powód tego jest prosty: wysoka cena i niska wydajność słodu owsianego. Owsiany cienkusz byłby na pewno drogi, a po drugie – zamieszczenie na etykiecie informacji o użyciu kamienia winnego przez browar rzemieślniczy mogło by wywołać kolejną niepotrzebną branżową gównoburzę, do których wszyscy już przywykliśmy…  

Zainteresowanym tematem owsa jako surowca piwowarskiego polecam tekst sprzed dwóch lat:




Rzekomy wielbiciel piwa z Horn (źródło: Wikipedia)

Bibliografia:

Evan Rail: „From the Archives: On Balling, Mozart, and Oat Beers Where the Sun Don’t Shine”, http://www.beerculture.org/2009/08/20/from-the-archives-on-balling-mozart-and-oat-beers-where-the-sun-dont-shine/,


Andreas Krennmair: „Horner Bier”, http://dafteejit.com/2016/01/horner-bier/,


Alistair Reece: „Get Horner”, http://www.fuggled.net/2011/10/get-horner.html,


 http://www.niam.pl/pl/produkty/3393-e336_winiany_potasu

poniedziałek, 23 maja 2016

Beer & Food Festiwal 2016

W miniony weekend w stolicy Wielkopolski miała miejsce druga edycja imprezy „Beer & Food Festiwal”. W zeszłym roku nie udało mi się na nią dotrzeć, jednak na tegorocznej edycji chciałem się pojawić zachęcony wieloma pozytywnymi opiniami na temat BFF 2015. Relacje z piwnych imprez nie goszczą na mym blogu często, bowiem ze względów zdrowotnych nie mam w sobie wielkiego ducha obieżyświata. Niemniej, jeśli już się gdzieś wybieram, to lubię podzielić się z Wami moimi wrażeniami.



Lokalizacja
Wydarzenie miało miejsce w Starej Rzeźni przy ulicy Garbary. W roku 1900., kiedy obiekt ten oddano do użytku były to opłotki grodu nad Wartą, a dziś jest to praktycznie ścisłe centrum miasta. Miejsce to jest dobrze skomunikowane z wieloma częściami Poznania, a i dla przyjezdnych korzystających z usług PKP, czy innych przewoźników, łatwo było dostać się do Rzeźni bezpośrednimi połączeniami autobusowymi i tramwajowymi jadącymi spod dworca. Nigdy wcześniej nie byłem w Starej Rzeźni, ale przyznam, że miejsce to zrobiło na mnie dobre wrażenie. Lubię takie klimaty surowych i opuszczonych budynków, gdzie pełno jest rozmaitych zakamarków. Dzień był bardzo ciepły, a we wnętrzach budynków panował przyjemny chłód. Organizatorzy zadbali o to, aby ubarwić i udekorować miejsce tegorocznego BFF.

Ludzie
Frekwencja dopisała. Zapewne złożyły się na to następujące czynniki: pozytywny odbiór zeszłorocznej edycji, zainteresowanie konsumentów tego rodzaju imprezami, dobra promocja, a także łaskawa aura. Na miejscu byliśmy od około południa do 18:30 i wyraźnie było widać jak uczestników przybywa. Gdy opuszczaliśmy Starą Rzeźnię, przed wejściem stała długa kolejka po bilety wstępu na BFF. Podobało mi się to, że poza piwnymi maniakami było tam sporo ludzi, którzy nie byli pasjonatami piwa. Przychodziły całe rodziny, by spędzić tam weekend. To bardzo dobre, bo sukces piwnej rewolucji leży w docieraniu do coraz to szerszego grona odbiorców. Gdy opuszczaliśmy festiwal było już tam dla mnie trochę za tłoczno i zbyt gwarno…

Jedzenie
Organizatorzy zadbali o to, aby odwiedzający BFF nie wyszli z niego głodni. Oferta gastronomiczna była bardzo szeroka. Obok hamburgerów i frytek można było skosztować pity, pizzę, hot-dogi, kuchnię meksykańską, dania z Bliskiego i Dalekiego Wschodu i inne. Do nabycia była także kawa, lemoniady, lody i gofry. Nie mam dużego rozeznania jeśli chodzi o „żarcie na kółkach”, ale wyraźnie było widać, że wszystkie cieszyły się podobnym zainteresowaniem. Z rzeczy, których próbowałem, najbardziej smakował mi hamburger „Special” z Burgs Chef, który przygotował specjalną wersję kanapki na BFF. Oprócz standardowych składników, zawierał on także nachos oraz gorący sos serowy na bazie „piwa IPA” (zapomniałem zapytać po jakiego przedstawiciela stylu sięgnięto). Zapach jedzenia ze stoisk był wszechobecny i nad wyraz kuszący.

Strefa Chill-Out przed zapełnieniem się.

Piwo
Najważniejszą rzecz zostawiłem na sam koniec. Oferta piw była szeroka. Wystawiało się kilkanaście browarów. Oczywistą rzeczą było, że na pewno nie zabraknie podczas BFF browarów z Wielkopolski. Obecne były: Browar Setka, Browar Golem, Browar Szałpiw, Browar Chmielarium, Browar Kingpin, czy Browar Fortuna. Przyjechało także kilka browarów, które miały bliżej lub dalej do Poznania. Zjawiły się także: Browar Nepomucen, Browar Profesja, Doctor Brew, Browar Jan Olbracht, PiwoWarownia. Browar PINTA, Browar Maryensztadt (a oni mieli daleko) i inni. Takie stawiennictwo świadczy tylko o tym, że branża dostrzega potencjał tego przedsięwzięcia. Tradycyjnie dobrą robotę zrobiły puby i sklepy specjalistyczne, które wystawiały się na festiwalu, bowiem dzięki nim oferta piw była jeszcze bogatsza np.: Fermentownia sprzedawała trunki Pracowni Piwa i wybrane piwa Browaru Artezan. Proponowany konsumentom wachlarz piw był zdominowany przez rodzime wypusty, choć można też było bez problemu nabyć importy np.: belgijską klasykę, piwa z Czech, Niemiec, etc. Przeważały piwa lekkie, adekwatne do aktualnych okoliczności przyrody. W trakcie imprezy skotłowałem trochę piw i muszę, ku mojej uciesze, przyznać, że trzymały one poziom. Nie natknąłem się na żaden wypust, który byłby ewidentną skuchą, choć uważam się za osobnika bardzo liberalnie oceniającego pite przeze mnie piwa – uważam, że szukanie wad na siłę psuje całą przyjemność degustacji.

Zakochana para popija browara

Moimi faworytami okazały się następujące piwa – (kolejność przypadkowa):

Oatmeal Stout” (Browar Nepomucen) – lekki w odbiorze, ale bardzo pełny i okrągły dzięki dodatkowi płatków owsianych i płytkiemu odfermentowaniu. Wyraźne nuty kawy, czekolady, przyjemna goryczka pochodząca od palonego jęczmienia, która skutecznie kamufluje obecność cukrów rezydualnych, przez co piwo jest bardzo pełne. Jest ono ciemne jak listopadowa noc z bujną i zwartą pianą. Świetna robota.

Bamber” (z wiśniami) z Browaru Szałpiw –wersja uwarzona specjalnie na BFF. Sam „Bamber” bardzo mi swego czasu smakował, a ciekaw byłem jak będzie smakować w połączeniu z wiśniami. Okazało się, że może wyjść z tego smaczne piwo. W smaku i aromacie wyczuwalne były wiśnie, które przybrały słodką, kompotową postać, bardzo dobrze współgrającą z typowymi dla bawarskich piw pszenicznych nut goździków i bananów. Trunek bardzo owocowy i pijalny.

Szemesz” (Browar  Golem) – sesyjne IPA o ekstrakcie początkowym wynoszącym 10 st. Blg i zawartości alkoholu poniżej 4% obj. Jest to SMASH, czyli trunek przy którego produkcji użyto tylko jednego rodzaju słodu i wyłącznie jednej odmiany chmielu. W tym przypadku sięgnięto po słód wiedeński i chmiel Chinook. Piwo jak na swój ekstrakt okazało się nad wyraz pełne, a wiedeński wniósł do niego nuty ciastek i skórki chleba, spychając chmielowość nieco na dalszy plan. Zatem, cytując klasyka „goryczka mogłaby być nieco wyższa”, jednak i tak uzyskano bardzo fajny efekt i ciekawą propozycję na cieplejszą część roku.

Cudowne rozmnożenie” (Pracownia Piwa) – interpretacja piwa grodziskiego, którą wypuszczono w wersji 7,7 st. Plato, a nachmielono po amerykańsku. Jako wielki miłośnik Grodzisza nie mogłem sobie odmówić skosztowania tego piwa. Uważam je za udane, a przynajmniej za zgodnie z moim wyobrażeniem. Wędzoność grała w nim pierwsze skrzypce, a gdzieś w tle pałętała się cytrusowość. Sytuacja taka miała miejsce i w smaku oraz w aromacie. Nie było tak, że chmielu sypnięto bez opamiętania i z trudem wyczuwało się wędzoność. Piwo bardzo pijalne, a także zawierające wyraźniejszą wędzonkę niż „Piwo z Grodziska”.

Godnymi uwagi były też piwa z Browaru Setka, a przede wszystkim konkretnie nachmielony pilzner o nazwie „Redneck”. Życzyłbym sobie, aby niejedno polskie piwo z IPA w nazwie posiadało taki poziom goryczki. Wytrawne, lekkie, z wyczuwalnymi nutami cytrusów i żywicy. Tak trzymać.

Ale żeby nie było tak słodko, to dodam do tej beczki miodu łyżkę dziegciu. Spróbowałem „Yellow Sub” z Doctor Brew i stwierdzam, że o ile samo piwo nie było złe, o tyle ta mieszanka niemieckich chmieli z butów nie wysadza i promowanie jej jako substytutu dla Amarillo to, moim zdaniem, robienie piwowarów w trąbę. Ani nie było tam smaczków typowych dla odmiany Amarillo, a sama goryczka była ciężka, nieco zalegająca i łodygowa. Patrzyłem na piwo pod kątem użytego blendu i według mnie Yellow Sub to bardziej marketingowy bełkot niż rzeczywisty potencjał.

Tak było po 18-ej.


Cieszę się, że w tym roku nic nie stanęło mi na przeszkodzie i miałem szansę spędzić  z ekipą kilka godzin na Beer & Food Festiwal. Imprezie, która z pewnością na stałe wpisze się do kalendarza piwnych wydarzeń w Wielkopolsce. Było dużo dobrego i smacznego piwa, mnóstwo szamy i sporo pogodnych oraz roześmianych ludzi. Do zobaczenia za rok!

Wbrew logice i trendom, piję sobie z plastiku...