UWAGA!

Strona, z uwagi na publikowane na niej treści, przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Bogaty świat piw pszenicznych cz. 3

BELGIA
Belgowie także posiadają swoje piwa pszeniczne, przy czym tradycją piwowarską tego kraju jest wykorzystywanie pszenicy także w formie niesłodowanej (co w Niemczech jest zakazane).

Witbier/Biere Blanche
Tradycje warzenia belgijskich piw białych sięgają kilka wieków wstecz. Do ich warzenia, obok pszenicy, używano owoców oraz rożnych ziół dla nadania im charakterystycznego smaku. Nawet, gdy stosowanie chmielu rozpowszechniło się w Europie, w biere blanche, odgrywał on marginalną rolę (używano go z uwagi na właściwości bakteriostatyczne tej byliny). Z czasem, receptury ewoluowały, a realizacja ambicji kolonialnych europejskich państw przyczyniła się do upowszechnienia w Europie dotychczas nieznanych przypraw, które znalazły swoje zastosowanie także w tychże piwach. W nowoczesnej wersji witbiera, wykorzystuje się niesłodowaną pszenicę (ok. 50% zasypu), jasny słód pilzneński, a także można użyć niewielkiego dodatku owsa (do 10%). Dawniej, było to piwo fermentacji spontanicznej, a obecnie używa się drożdży dedykowanych do tego typu piw. Najważniejszymi przyprawami są kolendra i skórka gorzkiej pomarańczy curacao, ale nie są to jedyne przyprawy, jakich można użyć do nadania temu piwu jego charakterystycznego ziołowo-cytrusowego aromatu. Z powodzeniem można wykorzystać skórkę słodkiej pomarańczy, cytryny, limonki, kmin rzymski, rumianek, imbir, cynamon, kardamon, bądź anyż. Ważne jest, by smak piwa był zbilansowany. Chmiel użyty przy warzeniu „wita” też powinien uzupełniać jego charakter. Są to piwa lekkie, orzeźwiające. Posiadają jasną barwę, cechuje je mętność, wysokie nasycenie CO2 i bujna piana. Ekstrakt początkowy wynosi 11-12,5°P, a zawartość alkoholu - 4,5-5,5% obj.

Historia tego stylu nierozłącznie łączy się z marką Hoegaarden, uważaną za najsłynniejszego witbiera na świecie oraz postacią Pierra Celis’a, dzięki któremu biere blanche został wskrzeszony, po tym, gdy jeden z ostatnich browarów produkujących piwo białe został zamknięty w 1957 roku. Brouwerij Tomsin (bo o nim mowa) znajdował się w niewielkiej miejscowości położonej na wschód od Brukseli, która nazywa się Hoegaarden. Jeszcze na przełomie XIX i XX wieku w Brabancji, której stolicą jest miasto Leuven, warzono kilkadziesiąt różnych białych piw.


Jak już wspomniałem, historia witbiera splata się z postacią mleczarza i handlarza bydłem, który w pewnym momencie swojego życia postanowił przebranżowić się i zostać piwowarem. Piere Celis żył w latach 1925-2011 i to dzięki niemu biere blanche nie został zapomniany. Według opowieści samego P. Celisa o tym, że zaczął warzyć piwo zadecydował przypadek. Pewnego wieczoru popijał piwo ze znajomymi i jeden z nich zaczął rzewnie wspominać dawne czasy i piwo, jakie wtedy warzono. Dla Piere’a był to impuls, by powrócić do tradycji i uchronić ją przed zapomnieniem. Było to o tyle łatwe, że młody Piere często pomagał w browarze Tomsin i całość procesu wytwarzania piwa nie stanowiła dla niego żadnej tajemnicy. W 1966 roku Piere Celis uwarzył swoje pierwsze piwo. Był to okres kiedy prowadził już legalną działalność gospodarczą jako piwowar, ale nie dysponował jeszcze żadnym zapleczem lokalowo-sprzętowym, przez co pierwszą warkę uwarzył z pomocą ojca w stodole. W tym samym roku przy finansowym wsparciu ze strony ojca, Piere Celis zakupił nieczynny browar Tomsin, który nazwał De Kluis (Pustelnia) i w którym rozpoczął warzenie swojego witbiera. Interes kwitł do momentu, gdy dobrą passę przerwał pożar browaru w 1985 roku. Piere Celis niestety nie ubezpieczył go, przez co nie mógł liczyć na jakiekolwiek odszkodowanie. Pomoc zaoferowała duża spółka InterBrew, która obecnie działa na rynku jako InBev. Z pieniędzy tejże spółki dokonano odbudowy browaru, a sam Piere Celis miał w tym przedsięwzięciu 40% udziałów. Z czasem zostały one przez Celisa sprzedane, a on sam wyemigrował do Teksasu, gdzie założył Celis Brewery. Browar ten sprzedawał w Ameryce piwo o recepturze takiej jak Hoegardeen, ale pod nazwą Celis White. Na decyzję o odsprzedaniu udziałów i wyjeździe do Stanów Zjednoczonych w 1987 roku miał wpływ fakt silnego lobbingu ze strony InterBrew, by zmodyfikować recepturę piwa, tak aby piwo stało się bardziej masowe. Wielu znawców piwa uważa, że po 1987 roku jakość piwa z Hoegardeen pogorszyła się. Obecnie, wiele belgijskich browarów posiada w swojej ofercie biere blanche, a sam styl popularny jest także poza granicami Belgii. Rozwój piwowarstwa rzemieślniczego przyczynił się do eksperymentowania ze stylem, przez co chociażby na polskim rynku istnieją ciekawe wariacje dotyczące witbiera. Jedną z nich jest „Viva la Vita!” z Browaru PINTA, która określana jest jako imperial witbier, czyli piwo o nieco wyższym ekstrakcie i poza standardowymi przyprawami, jego aromat wzbogacony jest przez amerykańskie odmiany chmielu, wnoszące do smaku jeszcze więcej aromatu cytrusów i owoców tropikalnych, tak spójnych z aromatami znanymi z klasycznych wariantów tego stylu. Innym ciekawym przykładem jest piwo „Dwa Smoki” z Pracowni Piwa. Jest to witbier IPA, czyli relatywnie mocno chmielony Wit (jak na ten styl), co daje piwu dodatkowy pazur, choć skutecznie zakrywa, to z czego to piwo słynie (przynajmniej tak było z warką, którą piłem w sierpniu zeszłego roku). Piwa białe w stylu belgijskim cieszą się zainteresowaniem na Ukrainie, gdzie można znaleźć kilku przedstawicieli tego rodzaju piw na tamtym rynku np.: Oboloń Biłe


Lambic
Jest to bardzo ciekawy styl, w którym obok jasnych słodów jęczmiennych, 30-35% zasypu stanowi niesłodowana pszenica. Jest to piwo określane jako „piwo dzikie”, które fermentuje przy pomocy dzikich drożdży (Bretanomyces bruxellensis, Bretanomyces lambicus), a nie ich szlachetnych kuzynów (Sacharomyces cerevesiae). Jest to piwo fermentacji spontanicznej, której „sprawcami” są komórki drożdżowe obecne w powietrzu i przenikające do brzeczki, a nie gęstwa zadana przez piwowara. Dzikie drożdże nadają piwu winne posmaki i aromaty cierpkich owoców. Piwa warzone z ich udziałem są też bardziej wytrawne, ponieważ drożdże dzikie w odróżnieniu od ich szlachetnych kuzynów, fermentują także dekstryny. Historycznie piwa te warzone były w okolicach Brukseli, w dolinie rzeki Senny. Lambic warzono w okresie jesiennym, a następnie w browarze otwierano wszystkie okna, by do kadzi z brzeczką dostały się zarodniki dzikich drożdży, żeby rozpocząć fermentację alkoholową. Obok drożdży, do brzeczki przedostawały się inne mikroby (w tym bakterie kwasu mlekowego), przez co smak piwa jest bardzo kwaśny. Piwa nie warzono latem, ponieważ w owym okresie w powietrzu znajdowało się o wiele więcej zarodników mikroorganizmów, które nie były pożądane. Obecnie, rozwój mikrobiologii pozwolił na wyizolowanie szczepów belgijskich dzikich drożdży i można je kupić bez większego problemu w sklepach piwowarskich. Czysty lambic jest jasny, cierpki i wytrawny w smaku z silnymi aromatami owocowymi. Inną cechą tego piwa jest jego wysokie wysycenie dwutlenkiem węgla. Jest to piwo, w którym chmiel odgrywa marginalną rolę. Gęstość tego rodzaju piw wynosi od 8-15°P i zawartości alkoholu od 2-7% obj. Istnieje kilka wariantów tego piwa:
Geueze – kupaż piwa dojrzałego z młodym,
Faro – aromatyzowane kandyzowanym cukrem,
Kriek – lambic z dodatkiem wiśni,
Framboise – z dodatkiem malin,
Cassis – z dodatkiem porzeczek,
Pêche – z dodatkiem brzoskwiń.
Wielu nowoczesnym lambikom zarzuca się, że zatraciły dawny charakter. Nie są już tak kwaśne, a tradycyjne owoce zastępuje się egzotycznymi, co gorsza substytut owoców często stanowią syntetyczne syropy.


POLSKA
I Polacy mogą pochwalić się swoim piwem pszenicznym, chociaż dzisiaj nie jest produkowane w miejscu, z którego się wywodzi. Na szczęście, sytuacja w tej kwestii jest bardzo dynamiczna i wszystko wskazuje na to, że już niedługo piwo grodziskie, bo o nim mowa, powróci na rynek. Grodzisk Wielkopolski to niewielkie miasto położone w zachodniej Wielkopolsce. W historii tego miasta piwo odegrało znaczącą rolę. Pierwsze wzmianki o istnieniu browarów w Grodzisku pochodzą z 1426 roku, a pierwszy wiarygodny dokument dotyczący grodziskiego piwowarstwa, datowany jest na rok 1601. Był to statut cechu piwowarskiego, nadany przez Jana Ostroroga, właściciela miasta w owym czasie. Sam cech istniał do początku XIX wieku. Receptura piwa na przełomie wieków ulegała modyfikacjom i ta najbardziej znana, uważana za klasyczną, pochodzi z początku XX wieku. Szczyt popularności piwa grodziskiego przypadł na okres międzywojenny, kiedy to Zjednoczonymi Browarami Grodziskimi S.A., zarządzał Antoni Thum (1889-1951). W owym czasie, piwo z Grodziska Wielkopolskiego eksportowane było do 37 krajów i cieszyło się wielkim poważaniem. Zagranicznymi nabywcami tego piwa były kraje afrykańskie, bo ponoć dobrze znosiło tamtejszy klimat, a także państwa takie jak: USA, Chiny, czy Singapur. Antoni Thum planował rozbudowę browaru, by zwiększyć moce wytwórcze, jednak jego plany pokrzyżował wybuch II wojny światowej. Po wojnie, w 1950 roku browar został znacjonalizowany. W czasach socjalizmu piwo grodziskie nie odzyskało przedwojennego blasku. Nie było eksportowane, a sam browar borykał się z problemami finansowymi. Próbowano polepszyć sytuację browaru, wprowadzając do oferty nowe piwa, jednak na niewiele się to zdało. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych XX wieku, planowano rozbudowę i modernizację grodziskich zakładów piwowarskich, jednak ostatecznie plan ten nie został zrealizowany. W 1993 roku właściciel browaru w Grodzisku Wielkopolskim – Lech Browary Wielkopolski S.A. - podjął decyzje o zamknięciu zakładu w Grodzisku. Głównym argumentem w tej kwestii była nierentowność zakładu oraz zbyt kosztowny proces warzenia piwa grodziskiego. Ostatnie butelki z piwem grodziskim wyjechały z browaru w marcu 1994 roku.

Pomimo upływu dwudziestu lat niebytu piwa grodziskiego na rynku, nie zapomniano o nim. Sam styl cieszy się dość dużym zainteresowaniem. W Polsce i za granicą warzone są piwa na wzór grodziskiego oryginału. Niektóre z nich warzono na oryginalnych, grodziskich drożdżach. Perspektywa powrotu tego piwa na rynek jest bardzo budująca i napawa optymizmem. Wszak piwo grodziskie to piwowarski skarb Polski i jedyny rdzennie polski styl piwny. Z polskich przykładów piw nawiązujących do grodziskiego, podać można „A’la Grodziskie” z Browaru PINTA, czy „Imperial Grodzisz” z Browaru Artezan. Niedawno swoją wariację tego stylu wypuściła podkrakowska Pracownia Piwa, a piwo to zwie się „Smoked Cracow”. Z zagraniczny wypustów, ciekawa pozycja było piwo uwarzone przez browar Jopen z Haarlem.

Czym charakteryzowało się oryginalne piwo grodziskie?
Było to lekkie piwo o ekstrakcie początkowym wynoszącym 7,7°Blg. Zawartość alkoholu w tym piwie wynosiła circa 3% obj. W zasypie wykorzystywano 100%  jasnego słodu pszenicznego, wędzonego dębowym drewnem. Do fermentacji piwa używano własnego szczepu drożdży, a jeszcze innego do refermentacji w butelkach. Grodziskie było bardzo mocno gazowane, co powodowało problemy w postaci wypieniania się piwa po otwarciu butelki, a nawet zdarzało się, że ciśnienie osmotyczne rozsadzało szklane opakowania. Było to piwo pszeniczne, które było klarowane przy pomocy karuku (rybiego kleju), czyli sproszkowanych pęcherzy pławnych ryb z rodzaju jesiotrowatych. Zawarty w karuku kolagen, powodował, że wraz z białkami wytrącały się osady. Do piwa było dedykowane wąskie szkło na nóżce, rozszerzające się ku górze. Było to piwo o niezbyt wysokim poziomie goryczki (20-22 IBU), jednak sporo ludzi wspomina piwo grodziskie bardziej jako goryczkowe niż wędzone. Do produkcji piwa wykorzystywano słynną wodę grodziską.


STANY ZJEDNOCZONE
Za Oceanem, w latach 80-tych XX wieku, narodził się nowy styl piwny - American Wheat Pale Ale, zwany często Amercian Wheat. Do jego powstania przyczyniły się: wzrost popularności piwowarstwa rzemieślniczego w tym kraju oraz „boom” na piwa pszeniczne w Niemczech. Uznaje się, że pierwszym piwem uwarzonym w tym stylu było „Summer Beer” z Anchor Brewery, znajdującego się w San Francisco. Piwo uwarzono w 1983 roku z okazji piątej rocznicy powstania browaru, uważanego za jedną z ikon amerykańskiej piwnej rewolucji rzemieślniczej. Amerykańskie piwa pszeniczne różnią się pod kilkoma względami od swoich niemieckich kuzynów. Po pierwsze – do ich produkcji wykorzystuje się drożdże do piw ale, a nie specjalne szczepy do Weissbier, przez co ich smak jest znacznie mniej estrowo-fenolowy. Stosowana jest różna ilość słodu pszenicznego w zasypie (od 25-70%), ponieważ amerykańskie prawo nie stosuje takich obostrzeń jak przepisy niemieckie. W American Wheat znacznie bardziej akcentowana jest obecność chmielu, chociaż nie są to piwa szczególnie goryczkowa (15-30 IBU). Filtracja jest opcjonalna, ale często stosowana. Gęstość początkowa może wynosić od 9 do 13 Blg, a zawartość alkoholu od 4-5,5% obj. Jest to styl niezbyt popularny w Polsce, ale dobrym przykładem na rodzimym rynku jest piwo „Hey Now” z podkrakowskiej Pracowni Piwa. Zgodnie z założeniami stylu ma być o piwo lekkie, sesyjne i gaszące pragnienie w lenie gorące dni.       


Jak widać, piwo pszeniczne posiada niejedno oblicze, które najczęściej warunkuje tradycja jego wytwarzania. Wiele z nich to napoje o znacznie dłuższej historii niż najpopularniejszy w dzisiejszych czasach jasny lager. Niektóre z tych piw są bardzo łatwo dostępne, a inne nabyć można tylko w sklepach specjalistycznych. Część z nich ma się dobrze i cieszy ustabilizowaną pozycją na rynku, a przyszłość niektórych wydaje się niepewna. W wielu przypadkach gdyby nie ludzki upór, determinacja oraz wiara w powodzenie ratowania lub przywrócenia konkretnego stylu, niektóre piwa mogłyby na stałe zniknąć z piwnej mapy świata. Warto to docenić. Jeśli lubisz piwa pszeniczne, zachęcam do wybrania się do specjalistycznego sklepu piwnego i zaopatrzenia się w konkretnych przedstawicieli różnych odsłon piw na bazie pszenicy. Potem nie zostanie już nic innego jak delektować się ich smakiem. Czy to nie przyjemna forma zdobywania wiedzy?  

piątek, 24 stycznia 2014

Bogaty świat piw pszenicznych cz. 2



Inne niemieckie piwa pszeniczne, niemieszczące się w powyższej klasyfikacji, to Berliner Weisse i Gose. Są to trunki o silnie lokalnym i endemicznym charakterze, do których produkcji używa się surowców niespotykanych nigdzie indziej w Niemczech.

Berliner Weisse
Jest to piwo pszeniczne, o ekstrakcie początkowym wynoszącym 7-8°P, co czyni je bardzo lekkim (zawiera 2,5-3% alkoholu obj.). W skład zasypu piwa wchodzi od 25-50% słodu pszenicznego, resztę stanowi słód pilzneński. Nazwa piwa jest prawnie chroniona, przez co Berliner Weisse może być warzone tylko w Berlinie i jego bezpośredniej okolicy (analogicznie, jak piwo kolońskie). Do produkcji piwa wykorzystywane są bakterie kwasu mlekowego (Lactobacillus delbrückii), których szczep został wyizolowany w latach 30-tych przez Maxa Delbrücka (laureata Nagrody Nobla). Piwo z uwagi na swój kwaśny i cierpki smak spożywane jest najczęściej z dodatkiem syropów: owocowych (mit Schuss) albo ziołowym o smaku marzanki wonnej (Waldmeister). Piwo w Berlinie sprzedawane jest tylko w butelkach o pojemności 0,33l. Jest ono refermentowane i mocno wysycone dwutlenkiem węgla. Serwuje się je w naczyniach o kształcie pucharu, którego pojemność jest dwa razy większa niż butelki, po to, aby było wystarczająco dużo miejsca dla piany. Berlińczycy uważają to piwo za najlepiej gaszące pragnienie na świecie w letnie, gorące dni. Sama geneza powstania Berliner Weisee, owiana jest mgłą tajemnicy. Według jednej z teorii, jest to piwo, które powstało jako odpowiedź na modne w XVI wieku Halberstädter Broihans, które było kwaśnym i ciemnym piwem pszeniczno-jęczmiennym. Według innej, piwo powstało na skutek zderzenia się lokalnej tradycji piwowarskiej, ze zwyczajami przyniesionymi przez hugenockich imigrantów, którzy przybyli w okolice Berlina w XVI wieku, uciekając przed prześladowaniami religijnymi,  a w których tradycji piwowarskiej kwaśne piwa takie jak: lambic lub Flanders Red Ale, były głęboko zakorzenione. W 1809 roku, napoleońscy żołnierze okupujący Berlin mieli powiedzieć o tamtejszym piwie, że jest ono „szampanem północy”. W XIX wieku, piwo tego typu warzono w 700 browarach znajdujących się w Berlinie, a obecnie jego udział na rynku jest marginalny. Piwa pod marką Berliner Kindl Weisse warzone jest przez Berliner-Kindl-Schultheiss-Brauerei GmbH, należący do Radeberger Gruppe, której właścicielem jest koncern Dr Oetker.

Gose
Piwo pszeniczne wywodzące się z Saksonii. Jego tradycja sięga kilkaset lat wstecz. Podobnie do Berliner Wesisse, czy belgijskich piw fermentacji spontanicznej (lambic), jest to piwo kwaśne za sprawą bakterii kwasu mlekowego, wykorzystywanych przy fermentacji piwa, które przyprawiane jest dodatkiem kolendry i… soli. Zasyp piwa stanowił w wersjach pierwotnych w ponad 50% słód pszeniczny. Ekstrakt Gose waha się w granicach od 9 do 13,5°P, a alkohol – 3-5% obj. Nazwa piwa wywodzi się od rzeki Gose, przypływającej przez miasto Golsar, które jest kolebką tego piwa, jednak dziś to kwaśno-słone piwo jest bardziej utożsamiane z Lipskiem. Stało się tak na skutek zaszłości historycznych. Goslar było miastem, którego źródło dobrobytu stanowiły ulokowane w jego pobliżu kopalnie (srebra, miedzi, cynku i ołowiu). Działalność górnicza powodowała, że do wód rzeki Gose przedostawały się różne związki chemiczne, zmieniając smak wody na słony, co miało wpływ na smak piwa, zwłaszcza, że część wody przy warzeniu wyparowywała, wzmacniając tym samym słony posmak trunku. Poza tym, Goslar było ważnym ośrodkiem piwowarskim, cieszącym się dobrą sławą. W wieku XVIII miasto zaczęło podupadać na skutek kurczenia się zasobów naturalnych, które były dotychczasowym źródłem dobrobytu jego mieszkańców, przez co niektórzy piwowarzy przenieśli się do Lipska, w którym Gose było piwem powszechnie znanym i cenionym. Z danych historycznych wynika, że już od roku 1738, Gose warzone było w Lipsku. Lipskie Gose (Leipziger Gose) w szybkim tempie zdobyło pozycję dominującą na lokalnym rynku i w 1826 rada miejska w Goslar podjęła decyzję o zaniechaniu produkcji Gose w tym mieście. W okresie świetności tego piwa, czyli na początku XX wieku, w Lipsku działało około 80 karczm serwujących lokalny kwaśno-słony trunek i to właśnie dlatego nowożytne Gose zaczęto zwać Leipziger Gose, a przez to jednoznacznie kojarzyć z Lipskiem. Niestety, tragiczne dzieje XX-wiecznej Europy miały znaczący wpływ na los tego piwa i nieomal, doprowadziły do jego zniknięcia ze sceny piwowarskiej tego regionu. Szczęśliwym trafem, zawsze znalazł się ktoś pielęgnujący tradycję warzenia tego piwa oraz osoby chętne do nauki sztuki jego wyrobu, przez co piwo to nie zostało zapomniane. Obecnie, w Lipsku i Goslar warzeniem Gose zajmują się browary restauracyjne i rzemieślnicze. Receptury zostały zmodyfikowane, w stosunku do tych z początku ubiegłego wieku. Warto w tym miejscu wspomnieć o kilku ciekawostkach związanych z tym słonym piwem. Po pierwsze, kiedy zaczęto je butelkować, używano butelek o bardzo specyficznym wyglądzie. Były one płaskie, miały półkolisty kształt i wieńczyła je ponad 20 centymetrowa, zwężająca się ku górze szyjka. Piwo było refermoentowane w butelkach, a uwalniający się dwutlenek węgla podnosił drożdże ku górze, przez co komórki drożdżowe tworzyły naturalny korek (zamknięcia patentowe wprowadzono znacznie później). Barman, podając piwo w karczmie, jednym i płynnym ruchem pozbywał się drożdżowej czapy, która lądowała gdzieś na podłodze lokalu. Specyficznym toastem wznoszonym podczas picia tego piwa jest „Goseanna”, będąca parafrazą hebrajskiego słowa „Hosanna” znaczącego tyle co radość lub uwielbienie. Piwo podawane jest albo w pucharach, tak jak Berliner Weisse, lub w wysokich cylindrycznych naczyniach, przypominających swym kształtem kolońskie Stange. Swoją interpretację tego piwa w zeszłym roku przedstawił Browar Artezan. Można było skosztować tego piwa między innymi na zeszłorocznych Poznańskich Targach Piwnych.  

 Źródło: http://www.leipziger-gose.com/home.html

Warto spróbować też piw pszenicznych, które w ogóle wymykają się jakiejkolwiek klasyfikacji, ale mogą stanowić ciekawe uzupełnienie dla zgłębiania wiedzy na temat tego rodzaju piw.
Leikeim Steinweisse – o samym piwie kamiennym i Leikeim pisałem przy okazji Steinbier z tego browaru, ale bazującego na słodzie jęczmiennym. Co jest w tym piwie specyficznego? Opiera się ono na archaicznym sposobie jego wyrobu, polegającym na warzeniu go w drewnianych kadziach, co wiąże się z tym, że nie można używać wtedy ognia. Zatem, aby dostarczyć odpowiednią ilość ciepła do brzeczki, wrzucane są do kadzi z nią gorące kamienie. Wskutek tego, smak piwa mocno się karmelizuje a jego barwa staje się ciemniejsza. Po schłodzeniu się kamieni, były one usuwane z brzeczki, by po pewnym czasie znowu się w niej znaleźć, ponieważ na ich powierzchni, na resztkach cukru zaczynały namnażać się drożdże. W czasach dzisiejszych metoda ta nie jest powszechna z uwagi na duże nakłady czasu i pracy jakich wymaga.
Schlenkerla Rauchbier Weizen  pszeniczne piwo o bardzo silnym aromacie wędzonym, nasuwającym skojarzenia z wędzonymi wędlinami. Piwo bardzo specyficzne, albo się je polubi, albo już się do niego nie wróci. „There’s no other way” jak śpiewał zespół Blur.
Schneider-Weisse TAP5 Meine Hopfenweisse – koźlak pszeniczny, ale sowicie chmielony, przez co jest to piwo wymykające się spod sztywnych ram stylu. Treściwe, ze sporą ilością estrów i fenoli, okraszonych konkretną goryczką. Warte spróbowania. Łączy w sobie treściwość koźlaka z poziomem nachmielenia, którego nie powstydziłoby się niejedno India Pale Ale.  
Amerdinger Weißbierpils – nie piłem tego piwa, ale jako ciekawostkę, można o nim wspomnieć. Opatentowany przez wytwórcę sposób kupażu pilsa i weizena w proporcji 50/50. Sam jestem ciekaw jak takie połączenie smakuje, zwłaszcza, że można taki eksperyment wykonać samemu w domu. Nie liczyłbym na „bombowy” efekt i fajerwerki.

czwartek, 23 stycznia 2014

Bogaty świat piw pszenicznych cz.1

Pszenica to, obok jęczmienia, zboże, które towarzyszy ludziom, od kiedy tylko zaczęto warzyć piwo. Stosowali ją (a ściślej jej dziką odmianę – orkisz) Sumerowie, Babilończycy, Starożytni Egipcjanie. Z powodzeniem, wykorzystywali jej ziarno piwowarzy w średniowiecznej Europie. Obecnie, słód pszeniczny jest wykorzystywany jako integralny komponent wszelkiej maści piw pszenicznych lub stosowany jako dodatek w zasypie przy wyrobie wielu innych piw (np.: piwa kolońskiego, w którym zgodnie z Konwencją Kolońską może stanowić on do 10% zasypu). Istnieje kilka rodzajów słodów pszenicznych, które używane są do osiągnięcia konkretnych cech smakowo-zapachowych w gotowym piwie. Obok słodu pszenicznego, przy produkcji piw pszenicznych (ale nie tylko) może być wykorzystywane niesłodowane ziarno pszenicy, nadające piwu treściwości i bogatszego smaku, a także wpływające na mętność trunku. Niesłodowana pszenica daje znacznie gorsze efekty od ziarna tego zboża poddanego słodowaniu, a dodatkowo wymaga kleikowania.   

Jak już wspomniałem, słód pszeniczny odpowiada za treściwość w piwie, nadaje zbożowo-chlebowy posmak i aromat. Przy fermentacji większości piw pszenicznych wykorzystywane są specjalne szczepy drożdży, które podczas fermentacji produkują sporo estrów i fenoli, nadających tym piwom tak unikalny zapach i smak. O ile w przypadku innych gatunków piw dąży się raczej do minimalizacji obecności tych substancji w profilu smakowym, o tyle w piwach pszenicznych, stanowią integralny komponent bukietu zapachowo-smakowego. Fenole to przede wszystkim 4-winylogwajakol, który objawia się goździkowym zapachem i korzennym smakiem. Najistotniejszym z estrów jest octan amylu, odpowiadający za bananowy zapach i smak piwa. Innymi aromatami, będącymi produktami ubocznymi fermentacji alkoholowej mogą być: ananas, przyprawy korzenne, guma balonowa, kwaskowatość. Słód pszeniczny, w odróżnieniu od jęczmiennego, nie posiada łuski, dlatego filtracja piw pszenicznych jest z reguły trudniejsza. Brak łuski ma tę cechę, że przy wysładzaniu do filtratu nie trafia wiele garbników, co nie odbija się negatywnie na smaku piwa. Inną cechą pszenicy jest większa zawartość białek niż w przypadku jęczmienia, co bardzo dobrze wpływa na pienistość piwa. Dlatego często słodowana pszenica wykorzystywana jest w niewielkiej ilości w zasypie. Drugą stroną medalu jest fakt, że dodając pszenicę w tym celu, piwowar ryzykuje zaistnienie w piwie zjawiska zwanego „zmętnieniem białkowym”, objawiającym się obniżeniem poziomu klarowności piwa w niskich temperaturach, zanikające przy wzroście temperatury napoju. W przypadku piw pszenicznych, bujna piana to ważna cecha, obok niewyczuwalnej lub bardzo niskiej goryczki. Sam chmiel stosowany jest tylko jako naturalny konserwant, bowiem nie powinien wnosić do piwa zbyt wiele aromatu, by nie zakrywać cech tak typowych i pożądanych dla tych piw jak estry i fenole. Piwa pszeniczne są też z reguły wysoko nasycone dwutlenkiem węgla, co obok białek, dobrze wpływa na pienistość i nadaje im musującego charakteru.

W tym wpisie, chciałbym zaprezentować kilka wariantów piw pszenicznych oraz przedstawić ich krotką historię oraz charakterystykę. Od jakiegoś czasu, w Polsce obserwowany jest wzrost popytu na tego typu piwa, więc być może warto poświęcić kilka chwil, aby dowiedzieć  się więcej o ich typologii, cechach i konkretnych przykładach komercyjnych, dzięki którym osoby chcące wgłębić się w ten temat, będą mogły rozpocząć swoją wędrówkę po świecie piwa pszenicznego, któremu nie można odmówić różnorodności i wielowymiarowości.  

NIEMCY    
Wybór tego kraju jako pierwszego, nie jest przypadkowy. To tutaj warzy się i konsumuje najwięcej tego typu piw zwanych „Wezienbier” lub „Weissbier” (w skrócie „Weizen” albo „Weiss”). Pomimo, że kraj ten uważany jest za mekkę piw warzonych na bazie słodu pszenicznego, o tyle warto wspomnieć krótko o historii tego rodzaju piw, która nie zawsze była dla nich łaskawa, a sami Niemcy nie zawsze mogli się nimi cieszyć, tak jak dziś.  

Historia Weissbier nierozerwalnie połączona jest z Bawarią, bo właśnie stąd wywodzi się ten trunek w wersji znanej obecnie. W średniowieczu piwowarzy bawarscy (ale nie tylko) do produkcji piwa używali pszenicy, jęczmienia i mieszanek ziół zwanych gruit (więcej na ten temat można poczytać tutaj). Zioła w gruicie miały bardzo różny wpływ na zachowanie ludzi pijących piwo z ich udziałem (często były to rośliny o działaniu psychoaktywnym). Poza tym, w owych czasach pszenica stosowana była do wypieku chleba, a wszelkie kaprysy pogody, wojny, szkodniki powodowały, że często panował deficyt tego zboża. Wskutek tego, już w 1447 roku rada miasta Monachium zadecydowała o zakazie stosowania pszenicy przy warzeniu piwa. W roku 1516, bawarski książę Wilhelm IV wydał edykt znany jako Reinheitsgebot, w którym wymieniono składniki, które należało stosować przy wyrobie piwa. Były to: woda, jęczmień i chmiel. Jęczmień  nie był wykorzystywany w piekarnictwie, przez co nie „marnowano” cennej pszenicy, a chmiel posiada działanie uspokajające w odróżnieniu od wielu składników zawartych w Grutbier (np.: krwawnik znany ze swoich halucynogennych właściwości). Inną zaletą chmielu są jego właściwości konserwujące (piwa z dodatkiem chmielu były trwalsze od Grutbier. – patrz też piwowarstwo kolońskie). O istnieniu drożdży nikt wtedy jeszcze nie wiedział, dlatego nie figurują one w wykazie surowców piwowarskich, dozwolonych przez książęcy edykt. I tu zaczyna się cała opowieść…  

W roku 1520, książę Wilhelm IV udzielił przywileju warzenia piwa pszenicznego szlacheckiemu rodowi Degenberg, zamieszkującemu okolice Schwarzach, ówczesne pogranicze bawarsko-czeskie. Do dziś można zastanawiać się, na ile podyktowane to było łaską władcy, a na ile troską o zasoby skarbca, bowiem książę czerpał z tego tytułu znaczące profity. W roku 1567 przywilej został potwierdzony, ale renegocjowano warunki rozliczenia się wasala z suwerenem na korzyść tego drugiego. Renegocjacja warunków polegała na zwiększeniu opłat z tytułu posiadania monopolu na wyrób piw pszenicznych, dzięki któremu ród Degenbergów żył w dostatku. W 1602 roku zmarł bezpotomnie ostatni przedstawiciel rodu posiadającego wyłączność na warzenie piw pszenicznych, przez co prawa do wyrobu tych piw przeszło bezpośrednio do rąk suwerena. Książę bawarski Maksymilian Wittelsbach postanowił sprowadzić do Monachium mistrza piwowarskiego Siegmunda Bettla, który pracował dla Degenbergów. Trzy lata później (1605), otwarto pierwszy browar warzący piwo pszeniczne w Monachium, a z biegiem czasu browary książęce warzące „białe piwo” znajdowały się w większości bawarskich miejscowości. W szczytowym okresie popularności tego typu piwa, dochody z tytułu ich produkcji stanowiły circa 30% wpływów w budżecie księstwa i to dzięki zyskom ze sprzedaży białych piw, książę bawarski był w stanie zorganizować armię przeciwko protestanckim Szwedom w czasie wojny trzydziestoletniej (1618-1648). Wiek XVIII to okres, w którym piwa pszeniczne stopniowo tracą swoją popularność na rzecz piw jęczmiennych. W 1798 roku rodzina Wittelsbachów zezwoliła szlachcie wyrabiać piwa z udziałem słodu pszenicznego, gdyż książęce browary zwane „białymi” upadały ze względu na stale malejący popyt na produkowane przez nie piwo. W 1812 roku tylko dwa bawarskie browary warzyły piwa na bazie słodu pszenicznego. Bardzo ważnym wydarzeniem, które miało miejsce w sąsiednich Czechach, ale wkrótce jego skutki zaczęły się rozprzestrzeniać na inne rejony Europy, było powstanie piwa pilzneńskiego (pilznera). W tym samym czasie, w Wiedniu opracowana została receptura innego piwa dolnej fermentacji – lagera wiedeńskiego. Bawarscy piwowarzy chcąc nadążyć za modą na jasne i klarowne piwa, opracowali takie style piwne jak Helles, czy niemiecką odmianę pilznera. Innym ważnym wydarzeniem było wynalezienie maszyny chłodniczej przez Carla von Linde (1873), będące kamieniem milowym dla browarnictwa, ponieważ dzięki tego typu urządzeniu, browary mogły one warzyć swoje piwa przez cały rok, a nie tylko w okresie jesienno-zimowym. Aparatura chłodząca była tez istotna dla nowofalowego wtedy piwa dolnej fermentacji, ponieważ wyeliminowana została główna przeszkoda dla leżakowania tego typu piw, które wymaga niskich temperatur.  

W 1856 roku Georg Schneider odkupił od korony prawo warzenia piw pszenicznych, które dla władców bawarskich wydawało się już czymś zupełnie bezwartościowym. Schneider nie tylko wskrzesił piwo pszeniczne, ale także założył dynastię piwowarów, której kolejne pokolenie w dniu dzisiejszym zajmuje się rodzinnym interesem. W 1872 roku, Georg Schneider i jego syn (też Georg) odkupili od księcia bawarskiego ostatni książęcy browar i założyli własny „Weisses Bräuhaus G. Schneider & Sohn”. Skutki tego, czego dokonali członkowie tej rodziny, odczuwalne są do dziś. Nie tylko uratowali oni piwo pszeniczne od zapomnienia, ale udowodnili, że Weizenbier może mieć różne oblicza.  Jednak na prawdziwy renesans „piwa białego” trzeba było jeszcze poczekać kilka dekad, bowiem „boom” na tego typu piwa zaczął się w latach 80-tych XX wieku. Jeszcze dekadę wcześniej piwa pszeniczne stanowiły około 3% rynku i kojarzone były z emerytami, pijącymi to piwo z uwagi na  jego reklamowane właściwości zdrowotne. Od lat 70-tych minionego stulecia, zauważalne stało się coraz większe zainteresowanie młodych Niemców piwami pszenicznymi, co przyczyniło się do ugruntowania pozycji Weissbier na rynku w następnej dekadzie. Ze względu na implikacje historyczne, Weissbier cieszy się większą popularnością na południu Niemiec. Na północy  tego kraju dominują pilznery, jednak i tam nie ma problemu z napiciem się piwa pszenicznego.

Według niemieckiego prawa, za piwo pszeniczne może być uważane takie, którego zasyp stanowi przynajmniej w 50% słodowane ziarno pszeniczny. Są piwa, przy produkcji których słód pszeniczny stanowi i 80%, jednak z uwagi na brak łuski w tymże ziarnie i potencjalne problemy z filtracją, niewiele browarów decyduje się na Az tak wysoki udział pszenicy względem jęczmienia.

Obecnie piwa pszeniczne w Niemczech występują w następujących wariantach:
Weissbier/Hefe-Weizen – jasne piwo pszeniczne, mętne, o jasnozłotej barwie. Jego gęstość początkowa wynosi od 11-13° Plato, a zawartość alkoholu – 4,5%-5,5% obj. Piwo pozbawione chmielowej goryczki z wyczuwalnym bananowo-goździkowym aromatem, choć w zależności od konkretnego piwa, każdy z tych dwóch komponentów może być inaczej eksponowany. Molwy jest cały szereg innych aromatów estrowych i fenolowych.  Piwo warzone w tym stylu, powinno odznaczać się białą i bujną pianą. Obecne w piwie drożdże powodują, że jest ono mętne. Ich obecność dodatkowo nadaje piwu cierpkości i przyprawowości. Część z nich unosi się w piwie, a część znajduje się na dnie butelki w postaci osadu. Przed przelaniem do kufla, osad drożdżowy na dnie butelki jest wstrząsany i mieszany, by jego całość trafiła do szkła.
Dobrym przykładem tego typu piwa jest Franziskaner Hefe-Weizen, Meisel’s Weisse Original, czy Weihenstephan Original.


Kristalweizen – to filtrowana wersja piwa Hefe-Weizen. Cechuje je klarowna barwa. Poza tym zapach i smak są podobne jak w wersji niefiltrowanej. Piwa tego typu cieszą się dużą popularnością wśród młodych Niemców.
Przykłady: Schneider TAP2 Meine Kristall, Tucher Kristall Weisse


Dunkelweizen – warzony jest tak samo jak Hefe-Weizen. Różnica polega na tym, że w zasypie stosowane są ciemniejsze słody (np.: monachijski i/lub wiedeński, słody karmelowe, a w niewielkiej ilości - palone), przez co w smaku i aromacie wyczuwalne są nuty karmelowe i melanoidynowe, wzbogacające smak piwa. Akcenty palone nie są pożądane. Ten typ piwa posiada nieco większą gęstość początkowa od 11 do ok. 14° Plato, a zawartość alkoholu jest zbliżona do jasnej wersji piw pszenicznych. Wniosek stąd taki, że piwa te są trochę płyciej odfermentowane, a co za tym idzie – słodsze i pełniejsze.
Przykłady: Erdinger Weissbier Dunkel, Kapuziner Weissbier Schwarz.



Weizenbock (koźlak pszeniczny) - to najmocniejsza odsłona piw pszenicznych. Zgodnie z niemiecką nomenklaturą koźlaków „jęczmiennych” (Bock, Doppelbock i Esibock), analogiczna sytuacja panuje pośród koźlaków pszenicznych, przy czym każdy podtyp otrzymuje przyrostek „Weizeen-”. Piwa tego typu to fuzja smaku Dunkelweizena i tego, co charakterystyczne dla koźlaków (karmelowość, aromat ciemnych, suszonych owoców, melanoidyny oraz wyczuwalny akcent alkoholowy). Za koźlaka uznawane jest piwo o ekstrakcie początkowym minimum 16°P, a koźlaka podwójnego – 18°P. Są to mocne piwa i stężenie  zawartość alkoholu zaczyna się w nich od 7% obj. wzwyż. Jeszcze inną kategorią jest Eisbock (Weizeneisbock), który podczas leżakowania jest zamrażany, a lód zbierany jest z powierzchni piwa, w wyniku czego otrzymuje się jeszcze mocniejszy, słodszy i bardziej esencjonalny trunek z mocą powyżej 10% alkoholu. Według jednej z legendy do odkrycia tego typu piwa doszło przypadkiem w browarze w miejscowości Kulmbach, gdy zmęczona po całodziennej pracy załoga nie zabrała z dworu beczek w piwem. W wyniku mrozu piwo zmarzło, a wściekły piwowar kazał podwładnym za karę wypić niezamarzniętą część trunku. Okazało się, że otrzymane w ten sposób piwo było bardzo pyszne i tak oto przekuto porażkę w sukces. Najsłynniejszym Weizenbockiem jest z pewnością „Schneider-Weisse TAP6 Unsere Aventinus” z browaru Weisses Bräuhaus G. Schneider & Sohn. Zgodnie z niemiecką nomenklaturą jest to Weizendoppelbock (ekstrakt: 18,5% wag, alkohol: 8,2% obj.), którego receptura została opracowana w 1907 roku przez zarządzającą browarem Matyldę Schneider (wdowę po Georgu III). Piwo to było odpowiedzią na coraz popularniejsze koźlaki dubeltowe, warzone tylko z użyciem słodów jęczmiennych. Piwo to uważane jest za ikonę stylu (moim zdaniem, zasłużenie), a jego ponad stuletnia obecność na rynku, świadczy o tym, że był to „strzał w dziesiątkę”.  Na polskim rynku ciekawą interpretacją stylu jest Weizenbock z Browaru Kormoran. 

sobota, 18 stycznia 2014

„Hermes” i „Afrodyta” – kolejne piwa z panteonu Browaru Olimp

Browar Olimp nie próżnuje. Po „Prometeuszu” i „Herze”, pora na kolejne piwa nazwane imionami bogów, czczonych przez starożytnych Greków. Afrodyta była boginią piękna, płodności, miłości, pożądania, opiekunką małżeństw. Modliły się do niej kobiety oraz marynarze. Według wierzeń nie miała ojca i matki, a zrodziła się wychodząc z morza. Rzymskim odpowiednikiem Afrodyty była Wenus. Z kolei Hermes, był posłańcem bogów, patronem kupców, podróżnych, a także złodziei. Według wierzeń, to on miał doprowadzać dusze umarłych do wrót Hadesu. Jego rzymskim odpowiednikiem był Merkury. Niektóre wersje mitów utrzymują, że Hermes i Afrodyta byli rodzeństwem, a co więcej – parą kochanków. Z ich kazirodczego związku miał narodzić się syn Hermafrodyta. Zauroczona w nim nimfa Salmakis, gdy wpadł w jej objęcia podczas kąpieli, poprosiła bogów, aby trwale ich połączyli, przez co zamieszkali w jednym ciele, posiadającym cechy męskie i żeńskie. Jak na olimpijskich bogów przystało, wyżej wymieniona para bogów była nad wyraz chutliwa i rozwiązła. To pewnie nie przypadek, że Wenus i Merkury to sąsiadujące ze sobą planety Układu Słonecznego…

Etykiety piw utrzymane są w tej samej konwencji. Każda przedstawia postać bóstwa w typowej dla niego sytuacji. Afrodyta wynurza się z morza, a Hermes gdzieś biegnie. Kolorystycznie tez bardzo podobnie. Nie jest źle, ale Afrodyta bardziej swym wyglądem przypomina jakąś Słowiankę, a Hermes w tym kasku wygląda jak pomagier jakiegoś majstra.

„Hermes”
Piwo w stylu American Pale Ale, chmielone amerykańskimi odmianami: Centennial i Amarillo oraz nowozelandzką – Nelson Sauvin. Dobre APA nie jest złe, tak więc jestem ciekaw, co będzie po otwarciu butelki. Piwo zdecydowanie na lato, ale zimą też wypić je można. Trunek z założenia ma być lekki, orzeźwiający i sesyjny z wyczuwalną nutą chmielową. Ma to być ale chmielony o wiele mocniej na aromat niż na goryczkę. Często przy wyrobie tego typu piwa stosuje się „dry-hopping”, czyli chmielenie na zimno. Dzięki temu zabiegowi nie wzrasta goryczka, ale piwo zyskuje bardzo intensywny zapach i posmak chmielu (typowy dla konkretnej odmiany). Ten styl to „zamerykanizowana” wersja pale ale wywodzącego się z Anglii (English Pale Ale), spopularyzowane prze piwną rewolucję rzemieślniczą, która zaczęła się w USA na początku lat 80-tych XX wieku. Zawartość alkoholu w tego typu piwach waha się od 4% do 6% obj. Poziom chmielenia tego piwa jest zbliżony do górnych wartości goryczki w pilznerach (30-45 IBU), tak więc nie jest to jakiś „chmielowy demon”, ale też nie jest tak „ugłaskane” jak Mild. Czy „Hermes” spełnia te założenia? Czy okaże się drugim „Pacific Pale Ale”? Przekonajmy się.

Dane szczegółowe:
Producent: Browar Olimp (warzone i rozlewane w browarze należącym do firmy PPHU Jamard w Bierzwiennej Długiej-Kolonii).
Nazwa: Hermes.
Styl: American Pale Ale.
Ekstrakt: 12,1% wag.
Alkohol: 4,8% obj.
Skład: woda, słody (pale ale, monachijski, pszeniczny), chmiele (Nelson Sauvin, Amarillo, Centennial), drożdże Safale US-05.    
Pasteryzacja: tak.
Filtracja: nie.
IBU: 32.


Barwa: złoto-pomarańczowa, mętna, z dużą ilością pływających drobinek (chmieliny?).
Piana: biała, wysoka, drobnopęchrzykowa, trwała. Wyraźnie oblepia szkło.
Zapach: słodowy z aromatem biszkoptu, wyczuwalny słód pszeniczny. Owocowa chmielowość, przejawiająca się aromatem owoców tropikalnych, winogron, cierpkich owoców (agrest, porzeczka). Wyczuwalne drożdże.
Smak: Pierwszy plan to chlebowa słodowość, która szybko zostaje zdominowana przez chmielową owocowość i goryczkę. Chmielowość jest cierpka, wyraźna i średniointensywna, a także nieco łodygowa. Długa i lekko zalegająca. W smaku wyczuwalne są aromaty pochodne od drożdży.
Wysycenie: średnie.

„Hermes” okazuje się być całkiem przyzwoitym przedstawicielem stylu, ale tylko przyzwoitym. Może nie jest to taka cytrusowa bomba jak „King Of Hop” z AleBrowaru, czy „Pacific Pale Ale” z Browaru Artezan, ale w mojej ocenie, jest to napitek godny uwagi. Mam też wrażenie, że nie wykorzystano w nim pełni potencjału odmiany Nelson Sauvin, tak jak np.: w piwie „Kipling” z Thornbridge Brewery, gdzie owocowość pomimo lekkości piwa jest naprawdę bardzo dobrze zarysowana. Inne użyte odmiany też dają bardzo dobre efekty. Ejl ten jest na pewno sesyjny, zbilansowany pomiędzy słodowością i aromatem chmielowym. Goryczka w tym piwie jest wyraźna, ale nie agresywna, co wpisuje się w ramy stylu. Pachnie ciekawie i dobrze smakuje. Zachęca do kolejnych łyków. Wersja butelkowa wydaje mi się smaczniejsza od beczkowej, której aromat i smak zdawał mi się być znacznie uboższy. Gdyby w piwie było więcej cytrusów, na pewno by na tym sporo zyskało. Myślę, że to dobry kierunek, w jakim kroczy Browar Olimp. Drobinki w piwie mogą wydać się nieestetyczne, zwłaszcza tym, którzy niedawno „przesiedli się” z idealnie kalrownych lagerów na piwa niepoddawane procesowi filtracji. Pomimo wszystkich uwag i zastrzeżeń i tak życzyłbym sobie, żeby na Woodstocku zamiast Carlsberga, polewali „Hermesa”. Gdyby tak popracować nad recepturą, to rezultaty przy kolejnych warzeniach mogą być na pewno lepsze.

Moja ocena; 3,25/5.


„Afrodyta”
Jest to witbier według receptury Krzysztofa Juszczaka. Podczas Poznańskich Targów Piwnych zakupiłem jedną butelkę Belgian Blond o nazwie „Złoto Olbrachta” według receptury tego piwowara i wypiłem je z nieudawaną przyjemnością. Miałem trochę obaw przy zakupie, bo piwa z Browaru Staromiejskiego Jan Olbracht nie zawsze wychodziły, tak jak planowano, ale ten Blond był naprawdę dobry. O samym stylu witbier pisałem przy okazji degustacji piwa „Hoegaarden”. Receptura tego piwa łączy w sobie tradycję i nowofalowość. Z jednej strony są tutaj ingrediencje, które w „Witku” znaleźć się muszą, ale są też składniki, które określiłbym jako nietypowe (np.: płatki ryżowe).   


Dane szczegółowe:
Producent: Browar Olimp (warzone i rozlewane w browarze należącym do firmy PPHU Jamard w Bierzwiennej Długiej-Kolonii).
Nazwa: Afrodyta.
Styl: Witbier.
Ekstrakt: 12,1% wag.
Alkohol: 5,1% obj.
Skład: woda, słody (pilzneński, pszeniczny), dodatki niesłodowane (orkisz, płatki jęczmienne, płatki ryżowe) chmiele (Motueka, Clauster, Nelson Sauvin), inne składniki (kolendra, skórka cytryny, skórka pomarańczy), drożdże piwowarskie.
Pasteryzacja: tak.
Filtracja: nie.
IBU: 16.


Barwa: złota, mętna, widoczne są pływające w piwie drobinki.
Piana: biała, drobnopęcherzykowa, wysoka, trwała. Mocno oblepia szkło.
Zapach: przede wszystkim owocowy (owoce tropikalne, z których prym wiodą: cytryna i pomarańcza), estry, brak ziołowości. W tle aromat zbożowy. Drożdżowa nuta korzenno-przyprawowa. W miarę ogrzewania się piwa, coraz wyraźniejsza staje się nuta pszeniczna i towarzyszące jej fenole (banan, ananas).
Smak: słodki, słodowo-zbożowy z wyczuwalną owocowością, która go bardzo dobrze wzbogaca i uzupełnia. Owocowość to smak słodkich i cierpkich owoców tropikalnych (wyczuwalna przede wszystkim są: cytryna i pomarańcza). Brak nuty ziołowej, pochodzącej od kolendry, czy chmielu użytego na aromat lub przy chmieleniu „na zimno”. Finisz słodki, owocowo-drożdżowy. Im piwo cieplejsze, tym wyraźniejsza jest nuta pszeniczna i bananowo-ananasowe fenole.
Wysycenie: średnie, odpowiednie.

Bardzo przyjemny witbier. Na wskroś owocowy. Owocowość na tyle intensywna, że trudno mi określić, które aromaty pochodzą od użytych skórek pomarańczy i cytryny, które od chmielu, a które to fenole i estry wprowadzone podczas fermentacji przez drożdże. Dominuje aromat cytryny i pomarańczy, ale na drugim planie wyczuwalne są akcenty innych owoców (banan, ananas). Piwo jest słodkie, ale nie ulepkowe. Posiada wyraźny smak i ładną pianę, której niestety nie oddaje fotografia. Wysycenie na odpowiednim poziomie, nie wpływa negatywnie na pijalność. Trunek bardzo wysoko pijalny i orzeźwiający. Na letnią porę będzie bardzo dobrą propozycją. Ciekawe piwo spod egidy Olimpu, może nie boskie, ale na pewno warte uwagi.

Moja ocena: 3,5/5.



Podsumowując, zaprezentowane piwa reprezentują zupełnie dwa różne bieguny odczuć smakowych, co determinują style, w jakich je uwarzono. O ile „Hermes” jest goryczkowy, o tyle „Afrodyta” jest słodka. W obydwu piwach przewijają się nuty owocowo-cytrusowe, ale o zupełnie różnych profilach, wynikających z użytych surowców w recepturach. Pomimo boskich konotacji, dość daleko im do boskości i okrzyknięcia ich ikonami stylu, ale uważam je za krok w dobrą stronę. „Afrodyta” jako witbier, wypada bardzo dobrze na tle rodzimych produktów reprezentujących ten styl. Nad „Hermesem” można by jeszcze trochę popracować, aby goryczka była jeszcze bardziej owocowa. Jest dobrze, a może być na pewno lepiej… Trzymam kciuki za Browar Olimp, bowiem piwem „Prometeusz Wet Hopping” udowodnili, że wiedzą, co to znaczy nauka na własnych błędach, a jak wiadomo, nie mylą się tylko ci, którzy nic nie robią. Pytanie brzmi: na ile „Hermes” może skanibalizować  „Prometeusza”?. Było, nie było, Nelson Sauvin przy wykorzystaniu pełnych możliwości tego chmielu, czy chmiele jankeskie, mogą skutecznie odwrócić uwagę klientów od piwa chmielonego rodzimą Sybillą. Przynajmniej, tak mi się wydaje, że taki scenariusz może być możliwy.  

czwartek, 16 stycznia 2014

„Samuel Smith's Nut Brown Ale” z Samuel Smith Old Brewery



Nie chcąc być tendencyjnym, postanowiłem skierować swoją uwagę w kierunku czegoś innego niż style piwne obfitujące w goryczkę, cytrusy, etc. Podczas mojej ostatniej wizyty w „Centrali Piwnej”, zaciekawiło mnie piwo „Samuel Smith's Nut Brown Ale” z angielskiego browaru Samuel Smith Old Brewery. Lubię brytyjskie ale, a butelka tego piwa wygląda bardzo efektownie, więc decyzja o jego zakupie została podjęta bez żadnego wahania się i bicia z myślami.

Brown Ale to styl, który swoją świetność przeżywał w XVIII wieku. Wpływ na to miał fakt wykorzystywania do produkcji piwa przede wszystkim słodów ciemnych (brown malts). Historyczne wersje tego piwa cechowały się umiarkowaną chmielowością i wysokim ekstraktem początkowym (od 15 do ponad 22 stopni Plato). W XIX wieku zaczęto na szeroką skalę wykorzystywać jasne słody (pale ale) jako słody bazowe w zasypie (nawet takich gatunków piwa jak stout czy porter), przez co Brown Ale został prawie zapomniany. Poza tym, piwa jasne zaczęły wypierać te ciemniejsze z rynku, a w XIX wieku brytyjski ale musiał też zacząć konkurować z nowym typem piwa – lagerem. 

Na początku XX wieku (1902) londyński piwowar o nazwisku Thomas Wells Thorpe wypuścił na rynek piwo Manns Brown, które miało być w zamierzeniu „najsłodszym piwem w Londynie”. Opracowanie receptury wynikało z frustracji tego piwowara względem wszechobecnych „goryczkowego IPA”,” niesmacznego Mild Ale”, wszelakiej maści porterów o „winnym smaku”. Intencją twórcy piwa było stworzenie trunku, który można by mieszać z piwami takimi jak Mild, czy Bitter. Piwo to było jednak o wiele słabsze od wersji pierwotnych sprzed 100 lat (2,8% alk. obj.), a w zasypie znalazły się słody: pale ale, crystal, pszeniczny i palony. Piwo chmielone było odmianą Target. Do dzisiaj słód pale ale odgrywa kluczowa role w tego rodzaju piwach, co różni je od Brown Ales z XVIII wieku.

Lata 20-te i 30-te XX stulecia były okresem, kiedy Brown Ale cieszył się sporą popularnością, jednak po II wojny światowej ich konsumpcja, z co za tym idzie – produkcja, znacznie spadły i dziś stanowią niewielką część oferty rynkowej.

Brown Ale poza Wielką Brytanią jest warzony w Stanach Zjednoczonych. Do rozpowszechnienia tego stylu piwa w tym kraju, przyczyniła się „piwna rewolucja rzemieślnicza” z lat 80-tych XX wieku. W jej wyniku, pojawiło się zainteresowanie piwowarów domowych oraz małych browarów stylami klasycznymi, alternatywnymi dla tych, które dominowały wtedy na rynku. Źródłem inspiracji był angielski Brown Ale, ale Amerykanie uczynili to piwo mocniejszym i bardziej goryczkowym. Obecne wersje są łagodniejsze od tych sprzed 30 lat zarówno w kontekście ABV, jak i IBU.

Wyróżnia się trzy typy Brown Ale:
American Brown Ale – o charakterystycznym aromacie amerykańskich odmian chmielu, cechujące się wyraźną cytrusowością. Najbardziej goryczkowe z wszystkich odmian. Barwa od ciemnobrązowej do prawie czarnej. Może być klarowne, a w wersjach ciemniejszych – nieprzejrzyste. Ekstrakt: 11-14% wag. Alkohol: 4,3-6,2% obj. 
Northern English Brown – jaśniejszy, o niższej treściwości i mniej chmielony od wersji amerykańskiej. Zawartość ekstraktu: 10-13% wag. Alkohol: 4,1-5,4% obj. Charakteryzuje się przejrzystą barwą w różnych odcieniach brązu.
Southern English Brown – ten wariant jest słabszy i słodszy od wersji północno-angielskiej. Kolorystycznie ciemniejszy, zbliżony do ABA. Ekstrakt: 8-10,5% wag. Zawartość alkoholu: 2,8-4,1% obj. Nazywany też „London Style Brown”.  

Samuel Smith's Nut Brown Ale” warzony jest przez Samuel Smith Old Brewery. Browar ten znajduje się w hrabstwie Yorkshire, w miejscowości Tadcaster. The Old Brewery został założony w 1758 roku. Samuel Smith w 1847 roku odkupił go od rodziny Hartley’ów, z myślą o swoim synu Johnie, który założył później John Smith’s Brewery. W 1886 roku bratanek Johna – Samuel Smith odziedziczył po nim browar, przemianowując go na Samuel Smith Old Brewery. John Smith’s Brewery został przeniesiony nieopodal (zakład zlokalizowano po drugiej stronie ulicy), a interesem tym zajął się wujek Samuela – William Smith. O ile John Smith’s został wykupiony przez spółkę Courage, która należy do Heinekena, o tyle Samuel Smith Old Brewery do dziś jest niezależny. Granicą między dwoma browarami jest ulica Centre Lane.

Browar Samuel Smith’s do dziś wykorzystuje konie oraz powozy do dostarczania piwa do pubów najbliższej okolicy (pubów zaopatrywanych w piwo przez ten browar jest ponad 300). Dostawy odbywają się 5 dni w tygodniu. Browar czerpie wodę z własnej studni głębinowej sięgającej 26 metrów pod powierzchnią ziemi.  Studnia ta zaopatruje browar w wodę od 1758 roku. W browarze wykorzystywany jest nieprzerwanie ten sam szczep drożdży od XIX wieku, a sama fermentacja odbywa się w kamiennych zbiornikach wykonanych z płyt łupkowych, nadających piwom unikalny aromat. W ofercie tego podmiotu znajdują się piwa typowe dla brytyjskiej kultury piwnej (pale ale, brown ale, IPA, stout, porter), a do tego: lager, piwa owocowe i cidery.


Samo piwo posiada bardzo ładną etykietę. Folia aluminiowa na szyjce nadaje mu charakteru produktu z górnej półki. Na kontretykiecie zawarto informacje o kilku szczegółach dotyczących produkcji piwa (woda ze studni, specjalne kadzie, etc.). Według producenta, przemyślana receptura oraz specyfika procesu produkcyjnego tego piwa nadają mu wytrawny, orzechowy aromat i smak (posmak buczyn, migdałów i orzechów włoskich). Zamieszczono także propozycje łączenia piwa z potrawami tradycyjnymi oraz bardzo egzotycznymi (między innymi: kuchnia tajska, chińska). 


Dane szczegółowe:
Producent: Samuel Smith Old Brewery.
Nazwa: Samuel Smith's Nut Brown Ale.
Styl: Brown Ale (Northern English Brown).
Ekstrakt: nie podano.
Alkohol: 5% obj.
Skład: woda, słód jęczmienny, drożdże, cukier trzcinowy, chmiel, palony jęczmień, mech irlandzki, dwutlenek węgla.
Pasteryzacja: brak informacji, ale najprawdopodobniej tak (brak osadu drożdżowego, świadczącego o refermentacji).
Filtracja: nie (klarowane przy pomocy mchu irlandzkiego).

Barwa: miedziana, klarowna.
Piana: jasnożółta, wysoka, o różnej wielkości pęcherzykach, dość szybko opada i redukuje się do cienkiej warstewki.
Zapach: słodowy, karmelowy, wyczuwalny aromat ciemnych owoców, nuta orzechowa, lekka paloność i estry.
Smak: nie tak słodki jak zapach, początek słodowy, lekka nuta palonego jęczmienia, minimalna słodycz, bakalie (ciemne suszone owoce i orzechy), nuta gorzkiej czekolady, akcent chmielowy, bardzo subtelny. Finisz wytrawny, delikatnie ściągający (nuta garbnikowa).   
Wysycenie: niskie, w kierunku średniego.

Uważam to piwo za smaczne. Smak jest trochę wodnisty, jak na mój gust. Z uwagi na dużą wytrawność, brakuje tutaj trochę pełni i treściwości (z uwagi na niewielką ilość cukrów resztkowych), ale piwo rekompensuje to bogactwem aromatu i bukietu smakowego. Poza aromatami pochodzącymi od słodu, takimi jak: subtelna nuta karmelowa, aromat ciemnych suszonych owoców, lekka paloność, akcent czekoladowy (jedynym mankamentem jest lekka nuta garbnikowa obecna na finiszu), wyczuwalne są też górnofermentacyjne estry i mocno wycofany akcent chmielowy. Piwo pije się lekko i przyjemnie. Jest średnio treściwe i gładkie. Wysycenie na poziomie nieco wyższym niż standardowe, ale pomimo dodatkowego nagazowania piwa dwutlenkiem węgla, jest bardzo przyjemne i nie przesadzone, co nie wpływa negatywnie na jego pijalność. Ładna klarowna barwa i dość ładna piana, choć jej duże pęcherze wyglądają niezbyt estetycznie. W porównaniu z innymi Brown Ale, jakie miałem okazję pić, na pewno jest ciekawsze w smaku niż „Wychwood Hobgoblin”, czy „Newcastle Brown Ale”. W porównaniu z polskim „Plan-T” z Pracowni Piwa, jest troszkę wodnisty i na pewno mniej palony. Ogólne wrażenia – jak najbardziej pozytywne. Polecam. To nie jest pozycja dla Hop Heads,  ale w ramach poszerzania „piwnych horyzontów”, warto po nie sięgnąć.  

Moja ocena: 3,75/5.