UWAGA!

Strona, z uwagi na publikowane na niej treści, przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.

piątek, 4 lipca 2014

Chłodnica zanurzeniowa – czy warto w nią zainwestować?



Nie chcąc być tendencyjnym, postanowiłem zamieścić wpis z kategorii „piwowarstwo domowe”. Z uwagi na okres letni mój domowy browar nie pracuje, jednak jesienią planuję „ofensywę piwowarską” i rozpoczęcie przygody z drożdżami płynnymi.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: kończymy gotować brzeczkę, zakręcamy palnik i pojawia się następująca kwestia – jak to teraz schłodzić? W przypadku warzenia z ekstraktów wystarczy dolać zimnej wody, potrzymać fermentor w chłodnym miejscu i można zadać drożdże (przynajmniej ja stosowałem taką praktykę). Jednak jeśli warzymy z zacieraniem, to pozostajemy z pełnym garem gorącej brzeczki. Można poczekać aż brzeczka się sama schłodzi, ale jest to proces dość czasochłonny. Stosuje się tez praktykę polegająca na przetrzymywaniu fermentora z gorąca brzeczką w wannie, jednak ta metoda sprawdza się chyba tylko wtedy gdy jest się singlem. Poza tym, też jest długotrwała.

Dlaczego szybkie schłodzenie brzeczki nastawnej jest takie istotne? Po pierwsze, ryzykujemy DMS (dwumetylosiarczek, którego obecność objawia się aromatem gotowanych warzyw i uznawana jest za wadę – więcej o tym związku możecie poczytać tutaj), który tworzy się podczas gotowania, ale jednocześnie ulatnia się. DMS może pochodzić od słodu (zwłaszcza pilzneńskiego lub być rezultatem infekcji bakteryjnej. W gorącej brzeczce, która się nie gotuje związek ten nadal się wytwarza, ale ulatnia się w ograniczonej ilości (w literaturze przedmiotu zalecane jest intensywne gotowanie brzeczki i nie zakrywanie kotła pokrywką w czasie gotowania). Za bezpieczną granicę uznaje się temperaturę brzeczki poniżej 80 st. C, ponieważ wtedy DMS nie jest już wytwarzany z białek, które się w niej znajdują. Druga sprawa to chmiel i rozpuszczanie się kwasów goryczkowych (alfa-kwasów). Jeśli brzeczka ma się schłodzić sama z siebie, to należy liczyć się z tym, że chmiel dany na aromat da więcej goryczki niż aromatu z uwagi na długą ekspozycję na wysoką temperaturę. Trzecim zagrożeniem jest rosnące ryzyko infekcji w miarę obniżania się temperatury brzeczki. Gdy jej temperatura jest niższa niż 60 st. C staje się ona podatna na działanie niepożądanych mikroorganizmów. Szybkie chłodzenie to też koniec pracy piwowara, bo pałeczkę przejmują drożdże. Ich zadaniem jest też zdominowanie środowiska brzeczki, by zminimalizować możliwości rozwoju innych niepożądanych mikrobów takich jak dzikie drożdże czy bakterie.

Planując rozpoczęcie warzenia piwa z procesem zacierania, widziałem, że tego rodzaju sprzęt mi się przyda. Czytałem na piwo.org o tym, że do chłodzenia brzeczki można używać albo chłodnicy zanurzeniowej albo płytowego wymiennika ciepła. Jednak ta druga opcja wydała mi się mniej atrakcyjna, ponieważ forumowicze narzekali, że sprawia problemy przy czyszczeniu i sterylizacji. Nie jestem uzdolniony technicznie, dlatego takową chłodnicę postanowiłem zakupić. Jej koszt to około 160 PLN. Wykonana jest z kwasoodpornej stali, a jej powierzchnia jest karbowana.

Plusem tego urządzenia jest to, że nie zajmuje wiele miejsca (mieszkam w bloku, więc to ważna rzecz), nie wymaga specjalnego traktowania przed użyciem. Myjemy ją przed i po każdym zanurzeniu w garze z brzeczką, a najłatwiej jest ją sterylizować poprzez włożenie jej do kotła na 15-20 minut przed końcem gotowania. Najważniejsza jest jednak jej skuteczność. Chłodzi 20 litrów brzeczki w kilkanaście minut do temperatury około 20 st. C. Jak na razie warzę piwa górnofermentacyjne, dlatego lagerowe przedziały temperatur mnie (póki co) nie interesują. Podczas chłodzenia mieszam brzeczkę w kotle, by jeszcze bardziej wspomóc ten proces.  

Należy pamiętać o tym, że w sklepach piwowarskich kupimy tylko chłodnicę, a o podłączenie jej do sieci wodociągowej musimy zadbać sami. Z racji takiej, że żaden ze mnie majsterkowicz i fakt, że mieszkam w bloku (czytaj – nie kombinuj nic przy rurach jeśli się nie znasz), postanowiłem skorzystać z usług znajomego hydraulika, który też bawi się w domowe alkohole. Zamontował mi trójnik pod zlewem i przy warzeniu, podłączam chłodnicę do tegoż trójnika, a potem tylko odkręcam zawór z zimną wodą. Po znajomości nie policzył robocizny, ale koszt materiałów (rurki, wężyki, przyłączki, etc) i dojazdu wyszedł ponad 100 PLN. Warto mieć to na uwadze. Podobnie rzecz wygląda z wymiennikiem ciepła.

Podsumowując, uważam, że chłodnica zanurzeniowa to ten rodzaj sprzętu piwowarskiego, który wart jest przemyślenia i zakupu. Wymaga pewnych nakładów finansowych, jednak w zamian otrzymujemy spore ułatwienie i oszczędność czasu, którego wymagałoby schłodzenie brzeczki bez pomocy sprzętu chłodzącego. Jest łatwa w użyciu i eksploatacji, a jedyne co należy wykonać po jej zakupie to podłączenie jej do ujęcia z bieżącą wodą. Dzięki niej, po schłodzeniu brzeczki, zlaniu jej do fermentora i zadaniu drożdży pozostaje jedynie czekać aż usłyszymy znajomy i przyjemny bulgot z rurki fermentacyjnej… 

Pierwsze zanurzenie "na sucho" :)

4 komentarze:

  1. public_enemy4 lipca 2014 10:37

    Ile wody zużywa na minute?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od strumienia wody, ale pewnie od kilku do kilkunastu litrów. Nie odkręcam zaworu na maksa, a poza tym mieszam nią brzeczkę, ale kilkadziesiąt litrów idzie na to jak nic.

      Usuń
  2. I głębiej w las tym więcej zakupów trzeba robić :) Rozważam właśnie zakup chłodnicy. Wcale mi się to nie uśmiecha, ale wygląda na to, że nie ma wyjścia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem warto mieć chłodnicę. Dzięki niej w 20-30 minut można schłodzić brzeczkę do temperatury zadania drożdży. Przelać do zdezynfekowanego fermentora i po pracy. Chłodzenie w wannie trwa o wiele dłużej. Kolejny zakup w planach - mieszadło magnetyczne. :)

      Usuń