UWAGA!

Strona, z uwagi na publikowane na niej treści, przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thornbridge Brewery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thornbridge Brewery. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 lutego 2014

„Bracia” z Thornbridge Brewery

Pierwsze na blogu piwo, które na łamach serwisu internetowego Ratebeer.com osiągnęło wynik 100/100, co w skrócie znaczy tle, co: „warto zakręcić się wokół tego tematu”. Czy zasłużenie? Już nie mogę się doczekać, aby się o tym przekonać. Dostałem je w prezencie od mojej drugiej połówki, której wspomniałem pewnego razu, że muszę to piwo kiedyś spróbować. I tym, pięknym sposobem, „Bracia” znalazło się w moim podręcznym składziku. Z browarem Thornbridge Brewery spotkałem się już kilkakrotnie, dlatego wiem, że ich piwa s a godne uwagi. O poprzednich doświadczeniach w tej materii możecie poczytać tutaj.      

Sama nazwa piwa odnosi się do mocnego napoju alkoholowego, który znany był w Europie już w Epoce Żelaza. Nie wiadomo wiele na jego temat poza tym, że wyrabiano go najprawdopodobniej z miodu i zbóż. Na pomysł uwarzenia współczesnej wersji tego archaicznego piwa wpadł główny piwowar browaru Thornbridge Brewery – Stefano Cossi, po lekturze książki „Del Vino d’Orzo” (wino jęczmienne) autorstwa Filippo Maria Gambari, której tematyka dotyczyła piw dawnych i odkryć archeologicznych związanych z piwowarstwem sprzed wielu setek a nawet tysięcy lat wstecz. Jak twierdzi Martyn Cornell, wiele słów wskazuje na powiązanie bracia ze światem piwa, np.: „braggot” (napój wytwarzany z miodu, zbóż ziół, wywodzący się z Wysp Brytyjskich i popularny w czasach średniowiecznych oraz nowożytnych, do czasu gdy w 1711 roku nakazano w Anglii warzenie piw tylko z udziałem słodów i chmielu, które obłożono specjalnymi podatkami), „brasserie”, co w języku francuskim oznacza browar. Innym poparciem tej tezy są niektóre słowa w języku walijskim odnoszące się do słodu, słodowania czy warzenia piwa. 

Co do samego piwa, jest to mocne i ciemne ale, do uwarzenia którego użyto siedmiu różnych słodów (Maris Otter, Brown, Monachijski, Dark Crystal, Czekoladowy, Black, a także Peated – wędzony torfem), dodatków niesłodowanych (palonego jęczmienia i pszenicy), pięciu odmian chmielu (Target, Pioneer, Hallertau, Northern Brewer i Sorachi Ace) oraz miodu kasztanowego, który został wybrany z pasieki należącej do Onelii Pin i znajdującej się na północy Włoch. Sam miód posiada słodko-gorzki smak i ciemną barwę, które mają w zamierzeniu pozostawać w harmonii z resztą surowców użytych do wyrobu tego piwa. Według producenta jest to mocny ale o bogatym smaku, cechujący się jedwabistością i silnym aromatem miodu kasztanowego, któremu towarzyszą nuty czekolady, cappuccino, lukrecji, orzechów laskowych i lekki torfowy finisz. „Bracia” warzone jest cztery razy w roku w ograniczonych ilościach, a refermantacja sprawia, że nigdy nie smakuje tak samo.

Z zewnątrz wygląda bardzo ładnie. Na etykiecie w tle widnieje zarys budynku (Thornbridge Hall). Zawarto sporo informacji na temat piwa, etymologii jego nazwy, składu i specyfiki, co przy jego cenie na pewno jest dobrym posunięciem. Kolorystyka jest utrzymana w kolorze kawy z mlekiem i mlecznej czekolady. Bardzo efektownie to wygląda, nadając produktowi dystyngowanego charakteru i podkreślając jego wyjątkowość. Czas przekonać się, jak ów napitek smakuje.

Dane szczegółowe:
Producent: Thornbridge Brewery.
Nazwa: Bracia.
Styl: Strong Ale.
Ekstrakt: nie podano.
Alkohol: 10% obj.
Skład: woda, słody jęczmienne (Maris Otter, Brown, Munich, Dark Crystal, Chocolate, Black, Peated), palony jęczmień, pszenica, chmiele (Target, Pioneer, Hallertau, Northern Brewer, Sorachi Ace), miód kasztanowy, drożdże.
Filtracja: nie.
Metoda utrwalenia: refermentacja (piwo przydatne do spożycia do lutego 2018 roku).     

Barwa: czarna, nieprzejrzysta.
Piana: brązowa, zbita, drobnopęcherzykowa, trwała, wysoka, redukuje się do kilkumilimetrowego dywanika i nieznacznie oblepia szkło.
Zapach: dominuje nuta ziemisto-torfowa, lekka kawowa paloność, gorzka czekolada, śliwki, karmel, orzechy, wyczuwalny lekki akcent alkoholowy.
Smak: słodki, pełny, bardzo „stoutowy” z ciekawą nutą podobną do whisky stoutów, w których kawowa paloność miesza się z akcentami wprowadzanymi przez słody wędzone torfem (ziemistość, smolistość, lekki aromat przypalonej instalacji elektrycznej). Równolegle wyczuwalne aromaty karmelu, toffi, śliwek, orzechów i jeszcze jedna słodka nuta (najprawdopodobniej lukrecja). Wyczuwalny akcent czekoladowy. Goryczka chmielowa o ziołowym charakterze przewija się w tle, ale jest bardzo subtelna. Alkohol wyczuwalny, ale jak na ten woltaż, jest raczej wycofany. Finisz pełny, słodko-gorzki, przy czym źródłem goryczki jest tu paloność i nuta torfowa.
Wysycenie: niskie.

Piwo miażdży. Jego smak i aromat to prawdziwa różnorodność i bogactwo poszczególnych składowych, które razem tworzą zgraną i spójną całość uwieńczoną efektem synergii. Jest to piwo złożone, kompleksowe i wielowymiarowe, o konsystencji oleistej, typowej dla piw bardzo mocnych. Napitek do sączenia, a nie picia dużymi haustami. W piwie tym sporo jest elementów charkterystycznych dla stoutu, a także nuty przypominające porter bałtycki (karmel i śliwki). Piwo jest słodkie, pełne i bardzo treściwe. Jak na swoją moc, pijalne i nie męczące. Trunek przemyślany, nieprzekombinowany, dostarczający wielu wrażeń konsumentowi. Całej sytuacji pikanterii dodaje fakt, że tak jak wiele mocnych piw, które są refermentowane – na każdym etapie leżakowania smakuje inaczej. Jest to piwo nietypowe, przeznaczone raczej dla świadomych konsumentów trunku z pianką, którzy cenią sobie wielowymiarowość i pełny, złożony smak. Może to być dobra propozycja prezentu, albo napitek na jakąś wyjątkową okazję. Cena tego piwa nie należy do najniższych (ponad 40 złotych za butelkę o pojemności 500 ml), ale uważam, ze warte jest tych pieniędzy, bo konsument w zamian otrzymuje produkt naprawdę niebanalny. Jest takie powiedzenie, według którego „apetyt rośnie w miarę jedzenia”, a w tym przypadku objawia się to tym, że od teraz moja uwaga skupi się na innych piwach z Thornbridge Brewery, które są swego rodzaju „kolekcją rozmaitości” i wyrózniają je etykiety, przypominające tę z „Bracia”. Piwa, które mam na myśli to „Double Scotch”, „Raspberry Stout” i „Sour Brown”. Mam czas, jestem cierpliwy, a co do degustowanego piwa – polecam, zwłaszcza miłośnikom piw ciemnych, poszukiwaczom nowych wrażeń i osobom lubiącym piwa słodkie, tudzież tym, nieprzepadającym za piwami goryczkowymi takimi jak na przykład American India Paale Ale. Warto.


Piliście? Jestem ciekaw, jakie są Wasze wrażenia?  

środa, 2 października 2013

Kölsch w praktyce


Jak nietrudno zauważyć, na blogu na dobre zagościł temat piwa kolońskiego. Wszystkiemu oczywiście winny jest zbieg okoliczności. Degustację, którą zamierzam umieścić w tym wpisie planowałem zrobić dwa tygodnie temu, ale gdy trafiłem na stronę Kölner Brauerei-Verband i jeszcze trochę podrążyłem temat, doszedłem do wniosku, że warto napisać parę słów o historii tego piwa i o kolońskim piwowarstwie. Jak mówi stare porzekadło „co się odwlecze, to nie uciecze” i dzisiaj postanowiłem zdegustować dwa piwa w tym stylu.  Jedno z nich to „rodowity Kolończyk”, a drugie to angielska interpretacja stylu uwarzona przez Thornbridge Brewery (bardzo jestem ciekaw, jak im to wyszło).  



Szczerze, nie próbowałem jeszcze nigdy Kölscha. O tym stylu było głośno w Polsce, w 2011 roku, kiedy to piwo kolońskie receptury Jana Szały zdobyło tytuł Grand Championa na Festiwalu Birofilia w Żywcu. Mam dość ambiwalentne uczucia. Po pierwsze ciekawość, bo nigdy wcześniej nie miałem styczności z tym piwem, po drugie – pewne obawy, z opisu stylu piwnego można wnioskować, że to nic specjalnego, po prostu delikatne i zwykłe piwo, w żaden sposób nie zapisujące się w pamięci (jakby to powiedzieli niektórzy „piwni sekciarze” – „wieje nudą”). Michael Jackson pisał o tym piwie, że jest chmielone na poziomie niższym od przeciętnego europejskiego lagera – można jeszcze mniej? Może to już gruit? Przekonajmy się zatem, jak Kölsch smakuje…

Früh Kölsch
Palma pierwszeństwa w tym porównaniu przypadła marce piwa objętej Konwencją Kolońską, czyli Kölschowi „z krwi i kości”. Piwo warzone jest browarze Cölner Hofbräu P. Josef Früh KG, którego założycielem był Peter Josef Früh. Browar powstał w 1904 roku. Otwarcie browaru odbyło się w atmosferze skandalu, ponieważ wielu osobom nie podobał się fakt, że browar mieści się niedaleko kolońskiej katedry. Krytyka wobec właściciela i sceptycyzm względem jego przedsięwzięcia szybko minęły. Pierwsze 40 lat istnienia browaru to szereg niepowodzeń: I Wojna Światowa, śmierć założyciela w 1915 roku (interes przejęła żona - Gertruda Früh), inflacja z lat 20-tych XX wieku, wielki kryzys lat 1929-1932 oraz II Wojna Światowa. Po zakończeniu wojny browar należący do kolejnych pokoleń rodziny szybko zaczął produkcję piwa z uwagi na niewielką skalę zniszczeń obiektu i infrastruktury. Cölner Hofbräu warzył nie tylko swoje piwo, ale także dla innych browarów, które znacznie bardziej ucierpiały z powodu działań wojennych, zwłaszcza bombardowań. Od lat 60-tych XX wieku firma zaczęła przekształcać się z małego browaru w duże i nowoczesne przedsiębiorstwo. Zaczęto butelkować produkowane przez nie piwo, zwiększono skalę produkcji, a oprócz działalności browarniczej, poszerzono ofertę o usługi gastronomiczne. W roku 1976 roczna produkcja browaru przekroczyła 100 000 hektolitrów. W latach1985-1987 wybudowano nowy browar, usytuowany na obrzeżach miasta, w którym obecnie odbywa się całość produkcji. W dawnym browarze przy katedrze mieści się restauracja oraz hotel.

Etykieta piwa kolorystycznie koresponduje z herbem Kolonii. Czerwony kolor w jej górnej części i biały na dole. Całość otoczona jest złotym pierścieniem. Umieszczone na górze etykiety trzy korony to symbol związku miasta z trzema królami, których relikwie znajdują się w kolońskiej katedrze od 1164 roku. Szyjkę butelki zdobi czerwona krawatka z trzema koronami oraz nazwą marki. Butelkę zdobi też imienny kapsel. Kontretykieta informuje o składzie, tradycji związanej z piwem z browaru, który założył Peter Josef Früh oraz o zgodności z Reinheitsgebot.

Dane szczegółowe:
Producent: Cölner Hofbräu P. Josef Früh KG.
Nazwa: Früh Kölsch.
Styl: Kölsch/piwo kolońskie.
Ekstrakt: nie podano.
Alkohol: 4,8% obj.
Skład: woda, słód jęczmienny, chmiel.
Pasteryzacja: tak.
Filtracja: tak.

Barwa: słomkowa, klarowna, typowa dla niemieckich pilsów.
Piana: śnieżnobiała, średniopęcherzykowa, średniowysoka, niezbyt trwała, redukująca się do cieniutkiej warstewki na powierzchni piwa. Piana nie tworzy korony ani nie odznacza się na szkle.  
Zapach: słodowy, typowy dla jasnych słodów, do tego wyczuwalny aromat siarkowy jaki występuje czasem w niemieckich pilsach, przypominający zapach zaraz po odpaleniu zapałki. Estry niewyczuwalne, podobnie aromat chmielowy. W zapachu wyczuwalne piętno „wielkoprodukcyjne”, z którym często można zetknąć się pijąc piwa z dużych browarów.    
Smak: tutaj jest lepiej – wyczuwalna wyraźna słodowość w towarzystwie aromatu skórki chleba i ziaren zboża, w smaku wyczuć można posmak słodko-kwaśny (jabłka) i niewysoką, ale wyczuwalną ziołową goryczkę na finiszu. Goryczka o dziwo jest całkiem trwała i jej posmak pozostaje w ustach po przełknięciu. Smak i finisz wytrawne.  
Wysycenie: powyżej średniego, perliste.

Ogólne wrażenie po pierwszym spotkaniu z tym stylem piwa oceniam pozytywnie. Na ślepiej próbie zdecydowanie powiedziałbym, że jest to niemiecki pils. Piwo o średniej pełni i zdecydowanie niedostarczające nadzwyczajnych doznań smakowych, ale na pewno nie jest niesmaczne. Rześkie i orzeźwiające, dobre na każdą porę roku (a szczególnie latem). Miłym zaskoczeniem jest wyraźny, choć stonowany, chmielowy akcent. Ku mojemu zaskoczeniu, piwo o wiele lepiej smakuje niż pachnie. Dobre przed, w trakcie i po posiłku. Warto spróbować.
Moja ocena 3,75/5.  



Tzara

O tym browarze pisałem przy okazji degustacji piwa „Halcyon”. Piwo nawiązuje do stylu, ale z uwagi na unijne regulacje prawne, producent opisuje je jako „Köln Style Beer”. Z opisu na kotnretykiecie wynika, że jest ono warzone i fermentowane jak ale, ale leżakowane jak lager. Na etykiecie znajduje się wizerunek Flory, trzymające ręce nad głową. Tło posiada barwę rubinu zmieszanego ze szkarłatem. Całość otacza złota obwódka, której kolor występuje też na krawatce. Piwo posiada dedykowany kapsel. Kontretykieta przybliża konsumentowi specyfikę piwa kolońskiego oraz informuje o składzie, a także samym producencie i jego podejściu do warzenia piwa. 

 

Zastanawiałem się, skąd pomysł na nazwę „Tzara”? Napisałem maila do Thornbridge Brewery i odpisali mi, że w momencie, gdy ich piwo kolońskie dojrzewało w tankach, otwierali pub, który nazwali „Dada”. Nazwa pubu to jednocześnie słowo, od którego wywodzi się nazwa kierunku w sztuce, pochodzącym z początku XX wieku, a którego sukcesorem był surrealizm. Tristan Tzara był jednym z inicjatorów tego nurtu, jednym z najznamienitszych działaczy oraz to jemu przypisuje się autorstwo nazwy dla tego awangardowego okresu w sztuce. Tristan Tzara w żaden sposób nie był związany z Kolonią.   


Dane szczegółowe:
Producent: Thornbridge Brewery.
Nazwa: Tzara.
Styl: Kölsch/piwo kolońskie.
Ekstrakt: nie podano.
Alkohol: 4,8% obj.
Skład: woda, słodowany jęczmień (Extra light Gemran Pils, Cara pils), pszenica, chmiele (Perle, Tettnanger, Mittelfrüh – zapewne chodzi o odmianę Hallertauer Mittelfrüh), drożdże (Kölsch).
Pasteryzacja: tak.
Filtracja: tak.

Barwa: słomkowa, opalizująca.
Piana: biała, niezbyt wysoka, o średniej wielkości pęcherzykach. Niezbyt trwała, redukująca się prawie do zera, krążkuje na szkle.
Zapach: słodowy, z wyczuwalną, trawiastą nutą chmielową.  
Smak: sprawia wrażenie lekko wodnistego, wyczuwalna słodowość, wyczuwalne kwiatowo-owocowe posmaki górnofermentacyjne, a wszystko na finiszu przykrywa przyjemna ziołowa, chmielowa goryczka, która nie jest wysoka i trwała, jednak bardzo dobrze wyczuwalna i równoważąca akcent słodowy.  
Wysycenie: niskie.

Mankamentem tego piwa jest lekko wodnisty smak. Sprawia wrażenie zachowawczego i niezdecydowanego. Plusem jest czysty słodowy posmak, lekka estrowość i wyraźnie zaakcentowana chmielowa goryczka o ziołowym profilu. W tym piwie nie występuje nieprzyjemny akcent siarkowy, jak w przypadku poprzenika. Mniejsze wysycenie (lokalne piętno) może mieć tylu samo entuzjastów, co przeciwników. W porównaniu z rodowitym przedstawicielem stylu z Kolonii, German Ale z Thornbridge Brewery wypada bardzo przyzwoicie. Piwo lekkie, orzeźwiające, wpisujące się w założenia stylu. Mankamentem jest cena – jedna butelka Tzara to dwie butelki Früh Kölsch. Niemniej, warto spróbować, chociaż myślę, że w porównaniu z resztą oferty tego browaru, Tzara wypada blado.
Moja ocena: 3,75/5.



Tytułem podsumowania:
Kölsch to styl, z którym warto się zetknąć z uwagi na mocno endemiczny charakter. Występują też wersje spoza Kolonii, które nazywane są Kolsch bądź na inne sposoby, ale warto zetknąć się z piwem z samego źródła, zwłaszcza, że każdy koloński browar stara się, by jego piwo wyróżniało się na tle innych. Uważam moje pierwsze zetknięcie się z tym piwem za udane i chętnie sięgnę po innych reprezentantów stylu, gdy nadarzy się okazja. Wśród dwóch przetestowanych piw trudno wyłonić zwycięzcę, ponieważ każde z piw posiadało zalety oraz wady i pewnie zestawienie cech obydwu marek z jednoczesną eliminacją ich wad dałoby produkt finalny, który byłby bardzo dobry. Piwa reprezentujące ten styl nie dostarczają nadzwyczajnych doznań sensorycznych ze względu na jego założenia, ale z uwagi na surowce wykorzystywane do produkcji oraz sam jej proces nie jest to piwo, które mogłoby się wydać dziwnym i szokującym dla piwnych konsumentów, zwłaszcza tych na niższym poziomie doświadczania, w porównaniu na przykład ze światem piw belgijskich.  

wtorek, 27 sierpnia 2013

Halcyon z Thornbridge Brewery.

W kolejce piw do zdegustowania czeka sobie od zeszłego tygodnia „Halcyon” (łacińska nazwa mitycznego ptaka oraz drapieżnych ptaków zwanych łowcami występujących w Afryce i Azji, będącymi krewniakami naszego zimorodka). Drugiego „ptaszka” z tego browaru, a mianowicie „Wild Swan” (dzikiego łabędzia) skosztowałem podczas zeszłotygodniowego warzenia weizenbocka. Producent nie podał  zawartości ekstraktu na etykiecie, ale woltaż piwa (Wild Swan) wynosił 3,5% obj.,  przez co mniemam, że poziom ekstraktu oscylował w okolicy 9-10 Blg. Piwo zaskoczyło mnie na plus, bo spodziewałem się czegoś wodnistego i lekkiego, jak na przykład szwedzkie piwo „Norrlands Guld”, przeznaczonego na rynek krajowy, a tutaj miłe zaskoczenie… Piwo posiadało bardzo wyraźny smak opiekanych słodów, a do tego okraszone było bardzo przyjemną cytrusowo-żywiczną goryczką. Rozbudziło to we mnie chęci do zetknięcia się z IIPA z Thornbridge Brewery.

Sam browar powstał w 2005 roku w miejscowości Bakewell w Anglii. Browar znajduje się w prywatnej posiadłości Thornbridge Hall, której historia sięga kilku wieków wstecz. W początkowym okresie istnienia browaru, jednym z piwowarów był Martin Dickie, który w 2007 roku opuścił to przedsięwzięcie, by rozpocząć swój własny projekt – BrewDog.

Historia tego browaru pokazuje, że wykwalifikowana kadra oraz (zgodnie z jego mottem) „innowacja, pasja i wiedza” to klucz do sukcesu. Głównym założeniem producenta jest warzenie tradycyjnego brytyjskiego ale w różnych wariantach, ale z użyciem nowoczesnej technologii. W ofercie browaru znaleźć można tez style piwne „zaimportowane” z kontynentu.

W ciągu ośmiu lat istnienia Thornbridge Brewery wybudowano drugi browar (Riverside, w 2009 roku), by zwiększyć produkcję, a także rozdzielić podstawowe zadania obydwu obiektów (w Thornbridge Hall warzone są tradycyjne ejle zacierane infuzyjnie, które często dojrzewają tam w beczkach, a w Riverside dokonuje się kontroli systemu jakości produkcji, eksperymentuje z recepturami, procesem technologicznym, wykonuje się rozlew, etc.). Od czasu powstania Thornbridge Brewery, piwa spod tego znaku otrzymały ponad 200 wyróżnień, medali i dyplomów na konkursach krajowych oraz o randze międzynarodowej.

Na etykiecie widnieje wizerunek rzeźby Flory (rzymskiej bogini roślinności), znajdującej się w ogrodach Thornbrifge Hall. Sama nazwa odwołuje się do mitycznego Halcyona, zimorodka, który według wierzeń starożytnych Greków był ptakiem mogącym wzbudzać i uciszać sztormy na morzach. Całość szaty graficznej to dobrze dobrana kolorystyka (złoto i lazur), prezentująca się w bardzo kunsztowny sposób. Na „kontrze” browar przybliża konsumentowi kilka informacji na swój temat oraz wyprodukowanego przez siebie piwa. Szyjkę butelki zdobi złota krawatka zawierająca logo browaru, a dodatkowo piwo posiada dedykowany kapsel z logiem producenta, spójny kolorystycznie z kontretykietą.



Dane szczegółowe:
Producent: Thornbridge Brewery.
Nazwa: Halcyon.
Styl: Imperial India Pale Ale.
Ekstrakt: brak danych.
Alkohol 7,4% ABV.
Skład: woda, słodowany jęczmień, pszenica, chmiele, drożdże.
Filtracja: nie.
Pasteryzacja: tak.

Barwa: jasnozłota, mętna, bardziej przypomina piwo pszeniczne niż IIPA.
Piana: wysoka, zwarta, ziarnista, tworzy koronkę, trwała i mocno krążkująca na szkle.
Zapach: zdominowany przez amerykański chmiel, czyli cytrusy, mango, żywica sosnowa, a w tle nuta alkoholowa.
Smak: aromat słodu jęczmiennego z posmakiem biszkoptu, do tego wyczuwalny zbożowy aromat pszeniczny, lekki akcent ziołowo bananowy, który bardzo szybko przykrywa chmiel zza Oceanu Atlantyckiego, co skutkuje owocowo-żywicznym aromatem i sporą goryczką. Goryczka cechuje się intensywnością, głębią i trwałością. Jest wysoka, ale bardzo przyjemna, aromatyczna. W tle od początku aż do końca przewija się nuta alkoholowa.
Wysycenie: niskie.

Tytułem podsumowania; „Halcyon” to udane IIPA, o wyraźnej słodowej podbudowie i intensywnym aromacie chmielowym. Barwa piwa jest za jasna jak na ten styl i może wprawić w błędne przeświadczenie, że piwo może być wodniste i nieudane. Nie dajcie się zwieść. Zapach piwa to przede wszystkim chmiel i alkohol, ale smak to słód i wyraźna pszenica (która na pewno nie pozostaje bez wpływu na barwę piwa oraz bujną pianę), a także solidna dawka chmielu owocująca intensywną goryczką z towarzyszącymi jej aromatami typowymi dla odmian chmielu z USA. Jak dla mnie, jest to jedno z najlepszych IIPA, które piłem. W moim odczuciu lepsze od legendarnego Torpedo z browaru Sierra Nevada. Piwo godne uwagi, ze względu na smak i wysoką pijalność jak na wysoką zawartość alkoholu (7,4% obj.). Polecam!

Moja ocena: 4,5/5.

P.S. Czuję, że piwa z tego browaru zagoszczą (jeśli nie na blogu), to na pewno w mojej lodówce.