UWAGA!

Strona, z uwagi na publikowane na niej treści, przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Black india Pale Ale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Black india Pale Ale. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 października 2014

„Dupek żołędny” z Warszawskiego Browaru Bazyliszek



Lubię piwa, do których uwarzenia użyto nietypowych składników. Uważam, że jest to jeden z kierunków, którymi podążać będzie piwowarstwo rzemieślnicze. Z resztą, piwo od zawsze kochało dodatki, ale to temat na osobną dyskusję. Gdy dowiedziałem się, że warszawski browar kontraktowy – Bazyliszek, zamierza uwarzyć piwo z dodatkiem żołędzi, wiedziałem, że na pewno będę musiał go spróbować. Browar ten lubi eksperymenty z niestandardowymi składnikami, dlatego śledzę ich poczynania z niemałą dozą ciekawości. Dla przypomnienia, browar ten uwarzył piwo z dodatkiem gruitu, lawendy, ziemniaków. W planach – piwo dyniowe.

Same żołędzie są jak najbardziej jadalne, ale zawierają dużo tanin, stąd cechuje je bardzo gorzki smak. Aby pozbyć się goryczy, należy gotować je i zmieniać wodę, dopóki nie ulega ona przebarwieniu. Sam smak tych owoców uważany jest za mdły. Owoce dębu zawierają dużo skrobi (40-50%), tłuszczów (około 35%), białek (8%), potasu, magnezu, błonnika i witamin z grupy B. Dawniej, zwłaszcza w okresie nieurodzajów, często sięgano po ten owoc. Podobno, żołędzie wracają do łask zwłaszcza wśród wegan i wegetarian. Z tego, co widziałem, łatwo dostępna jest mąka z żołędzi (jej wartość energetyczna wynosi 323 kcal/100 g). Z „dębowych orzechów” można tez zrobić napój podobny do kawy. Nowoprzybyli osadnicy do Ameryki Północnej niejednokrotnie sięgali po żołędzie jako surowiec piwowarski (obok oskoły i syropu klonowego), z uwagi na niedobory jęczmienia.

Dlaczego piszę tak o właściwościach owoców dębu? Piwo „Dupek żołędny” to Black IPA. Więcej szczegółów na jego temat podam nieco później, ale zmierzam do tego, że udało mi się ustalić, że żołędzie stanowiły 10% zasypu. Producent deklaruje goryczkę na poziomie 80 IBU. Zatem, z jednej strony – ciemne słody i szczodre chmielenie to potencjalne ryzyko, że obecność składnika może zostać praktycznie niewyczuwalna z uwagi na zdominowanie aromatu przez nuty palone i chmielowe. Z drugiej, skoro żołędzie cechuje duża taninowość, być może właśnie dlatego zdecydowano się pójść tą drogą, bo przy „desitce” lub „golden ale”, być może, efekt nie byłby najlepszy. Z tego, co pamiętam, browar pisał na swoim fanpage’u, że zmielenie żołędzi do postaci mąki było nie lada wyzwaniem. Swoją drogą, Bazyliszek deklarował, że zamierza stać się browarem rzemieślniczym i jest na dobrej drodze ku temu, bowiem zamierza warzyć swoje piwa tam, gdzie wcześniej warzył (być może jeszcze warzy) Browar Artezan, który szykuje się do przeprowadzki (lub już się przeprowadził).  

Sam jestem ciekaw, co mnie czeka, po przelaniu piwa do szkła i pierwszym łyku… Co do samego piwo jest to „żołędziowe IPA” (w wersji ciemnej). Zasyp piwa stanowiły: słód jęczmienny jasny, pale ale, pszeniczny ciemny, monachijski, Cara gold, diastatyczny, Carafa III special, Carafa III, żołądź warszawski (brzmi dość enigmatycznie). Do chmielenia użyto następujących odmian: Magnum, Tomahawk, Centennial, Amarillo, Chinook,  Simcoe, Motueka i Citra. Do fermentacji zastosowano szczep drożdży Wyeast 1272 American Ale II. Ekstrakt początkowy piwa wynosi 15,5 st. Blg, zawiera ono 6,1% alkoholu objętościowo i, jak już wspomniałem, jego goryczka ma wynosić 80 IBU.

Etykieta piwa, spójna z poprzednimi. Jest kolorowo, nieco surrealistycznie i z dystansem. Jednym będzie się podobać, a innym zapewne nie przypadnie do gustu. Mi taka trochę psychodeliczna kompozycja odpowiada.  


„Dupek żołędny” posiada czarną, nieprzejrzystą barwę. Piana jest ciemnobeżowa/jasnobrązowa, drobno- i średniopęcherzykowa, z pojedynczymi dużymi „bąblami”. Tworzy czapę, która jednak szybko staje się poszarpana – samo szkło, z którego piję nie sprzyja budowaniu się piany tak jak teku czy tulip. Piana raczej trwała, odznacza się na szkle. W zapachu, dominuje przede wszystkim żywiczna chmielowość. Owocowość bardzo wycofana. W tle nuty orzecha laskowego i gorzkiej czekolady. Smak zdominowany jest przez chmiel, który odznacza się żywiczna, długo i nieco zalegająca goryczką. Całości dopełnia nuta słodowa, przejawiająca się nutami orzechowo-czekoladowymi oraz nieznaczną kwaskowością, wnoszoną przez ciemne słody. Finisz goryczkowy, wytrawny i nieco ściągający. Być może to oznaka obecności żołędzi, albo, po prostu,zasługa ilości chmielu wsypanego do kotła zrobiła swoje. Wysycenie dwutlenkiem węgla na poziomie niskim, zgodnym ze stylem.


Powiem tak, nie dopatrzyłem się szczególnych oznak obecności żołędzi w tym piwie. Być może dają one o sobie znać na finiszu, który zdaje się być ściągający, łodygowo-garbnikowy, co może być następstwem tanin, zawartych w tych owocach. Ale to moja supozycja. Pewne obawy, o których pisałem na początku się potwierdziły, bowiem ilość chmielu i ciemne słody wyraźnie dominują smak i aromat piwa, przez co detekcja obecności niestandardowego składnika jest dla mnie niemożliwa (zwłaszcza, że nigdy nie smakowałem owoców dębu). Z drugiej strony, najnowszy wypust Bazyliszka to bardzo dobre Black IPA. Barwa zgodna ze stylem, aromat oraz smak w moim odczuciu także. Nie jest to idealistyczny obraz Black IPA, który objawiać ma się tym, że piwo jest ciemne, ale smakować ma jak jasne. W tym wypadku, ciemne słody są wyczuwalne w smaku i aromacie. Piwo nasuwa mi skojarzenia ze Śrupem z Browaru Szałpiw i w mniejszym stopniu z „Black Hope” i „Brown Foot” z AleBrowaru. Nie jest to BIPA plasująca się gdzieś na tej trudnej do wyznaczenia linii demarkacyjnej między tym stylem i American Stout’em, bowiem nie ma w niej wyraźnych akcentów palonych. W mojej ocenie, 80 IBU to nie puste przechwałki, bowiem piwo to posiada konkretnego, chmielowego kopa. Jest to pozycja o ograniczonej dostępności – najłatwiej kupić to piwo w konkretnych pubach w Warszawie – jednak warto jej spróbować jeśli gustuje się w Black IPA i lubi się solidną chmielowość. Tak sobie myślę, że być może jasna wersja IPA i z mniejszym udziałem chmielu, pozwoliłaby bardziej wyeksponować obecność żołędzi. W każdym razie, zostałem zainspirowany do kolejnego eksperymentu piwowarskiego. Jest ono pijalne – o ile lubi się piwa mocno chmielone.


W miarę ogrzewania się, staje się nieco męczące, pojawiają się nuty słodkawe dębowe (wanilia) i taninowość oraz garbnikowość, które wręcz kłują w język i sprawiają, że staje on kołkiem jak po pastylkach „Tantum Verde”. Dla jasności, piłem litr tego piwa. Stąd wniosek, by pić je w mniejszych ilościach (0,33 l) na raz i to raczej dobrze schłodzone. Pomimo ogrzania się piwa, do głosu nie dochodzą nuty alkoholowe. Myślę, e to tutaj dał znać o sobie ów, niestandardowy składnik. Piłem już sporo IPA różnej maści, ale jeszcze przy żadnej język kołkiem mi nie stawał. Piołun jest ściągający, ale nie aż tak. Bardzo ciekawe doświadczenie. Jak w „Randce w ciemno” – „Wybór należy do Ciebie”.  


PS: Dzisiaj to w ogóle jakiś taki dzień pod znakiem dębu – przelewałem piwo świąteczne na cichą i przygotowałem płatki dębowe, by wzbogacić smak tego piwa. Podczas gotowania pachniały nieźle i jestem naprawdę zadowolony z wciągnięcia tego składnika do receptury. Relacja z warzenia piwa świątecznego już wkrótce…

piątek, 13 grudnia 2013

Imperial Black z Buxton Brewery


Pozostajemy w klimatach angielskiego craftu. Wczoraj pisałem o „Undercurrent” z Siren Craft Brew, a tego wieczoru zamierzam skupić się na „Imperial Black” z Buxton Brewery.

Sam browar istnieje na rynku od 2008 roku. Informacje na jego temat (przynajmniej te, które udało mi się zdobyć) są bardzo szczątkowe. Zakład piwowarski, o którym mowa, na swej stronie skupia się na prezentacji danych stricte technicznych, czyli na przykład moc wytwórcza, rodzaj opakowań, do których rozlewane jest piwo, parametry warzelni, konkretne osoby i ich funkcje, etc. Roczna skala produkcji w tym browarze wynosi około 3 000 hektolitrów. Buxton Brewery zapowiada, że w najbliższym czasie zamierza zwiększyć produkcję z 40 baryłek tygodniowo do 100. Jedna brytyjska baryłka (BBL) to ~164 litry (baryłka amerykańska to 116 litrów). Przy zwiększeniu mocy produkcyjnej do 100 BBL tygodniowo – roczne wybicie browaru osiągnie około 8 500 hl. Browar na chwilę obecną oferuje 17 różnych piw będących w całorocznej sprzedaży. Browar w tym roku został wyróżniony nagrodą „Ratebeer Best” za jakość swoich produktów. Rok wcześniej, Buxton Brewery zdobył srebrny medal podczas imprezy „International Beer Challenge” w Londynie. W ramach poszerzania horyzontów, browar w Buxton kolaboruje z innymi podmiotami z tej branży.

„Imperial Black” to piwo wymykające się standardom. Z jednej strony, jest to Black India Pale Ale (lub jak wolą niektórzy India Black Ale tudzież Cascadian Dark Ale), a z drugiej, ze względu na zawartość alkoholu jest to Imperial India Pale Ale. Zapowiada to ciekawą kombinację smaków, pod warunkiem, że nie będzie ona przesadzona w żadną stronę. Butelka posiada raczej skromną etykietę, której tło stanowi zarys abstrakcyjnych kształtów wykonanych w skali odcieni szarości. Z etykiety dowiemy się jak piwo smakuje, ze jest niefiltrowane, nie pasteryzowane, w jakich warunkach je przechowywać, ale nigdzie nie podano składu. Inną rzucającą się w oczy rzeczą jest brak imiennego kapsla.

Dane szczegółowe:
Producent: Buxton Brewery.
Nazwa: Imperial Black.
Styl: Black India Pale Ale\Imperial India Pale Ale.
Alkohol: 7,5% obj.
Ekstrakt: nie podano.
Skład: nie podano, ale na pewno są to: woda, słody, chmiel i drożdże.
Filtracja: nie.
Pasteryzacja: nie.

Barwa: czarna, nieprzejrzysta, bez jakichkolwiek refleksów.
Piana: beżowa, kremowa, sztywna, zwarta, drobnopęcherzykowa, trwała, obficie krążkująca na szkle.
Zapach: dominuje palony słód i towarzysząca jemu kawowo-czekoladowa nuta, cytrusowy aromat chmielowy oraz lekka nuta alkoholowa. 
Smak: słodki, karmelowy z domieszką aromatów pochodzących od palonego słodu (kawa i gorzka czekolada) słodowość i ulepkowa słodycz dominują w smaku. Cytrusowo-żywiczna nuta chmielowa w żaden sposób nie jest jej w stanie skontrować. Wyczuwalna w smaku goryczka zdaje się mieć bardziej palone niż chmielowe podłoże. Finisz słodki i alkoholowy.  
Wysycenie: niskie.

Wielkie rozczarowanie… To nie jest udane Cascadian Dark Ale. Bardziej przypomina mi Foreign Extra Stout z uwagi na ulepkową słodycz, dominujące akcenty palonego słodu i akcent alkoholowy. Goryczki w nim niewiele, a całość dobitnie pogrąża intensywna nuta alkoholowa. Dlaczego tak o tym alkoholu? Piłem ostatnio Weihnachtsbocka o mocy 10,5% i nawet po ogrzaniu alkohol nie był nachalny ani nawet specjalnie wyczuwalny w smaku i zapachu, przez co ten świąteczny koźlak jest bardzo zdradziecki. Tu przy 7,5% obj. alkoholu, odnoszę wrażenie jakby w tym piwie było go znacznie więcej. Piwo pełne i treściwe, ale na pewno nie zbilansowane, czy wysoko pijalne. Pije się je dość topornie. W moim odczuciu niespecjalnie wpisuje się w ramy stylu, choćby ze względu na brak „chmielowego pazura”. Znacznie lepiej pachnie niż smakuje. Zapach w jego przypadku to „miłe złego początki”. Nie spisuje Buxton Brewery na straty, ale do tego piwa raczej już nie wrócę…  Albo kupiłem piwo z gorszej partii, albo mój gust jest skrajnie wysublimowany i nonkonformistyczny, ale to piwo niezbyt mi smakuje, bo jest po prostu za słodkie. Nie tego oczekiwałem…  

Moja ocena: 3/5. 


czwartek, 14 listopada 2013

Śrup z Browaru Szałpiw


Po bardzo dobrym „Kejtrze”, przyszedł czas na kolejne zwierzątko z wielkopolskiego browaru kontraktowego, znanego jako Browar Szałpiw. „Śrup” w gwarze wielkopolskiej to określenie konia. Najnowszy ale z Browaru Szałpiw jest piwem uwarzonym w stylu Cascadian Dark Ale, a jest to nic innego jak alternatywna nazwa oksymoronicznie brzmiącego stylu Black India Pale Ale. Sporo osób twierdzi, że CDA jest nazwą o wiele bardziej trafioną niż BIPA. Mnie BIPA w żaden sposób nie razi. Na co dzień sporo jest różnych nieprawidłowości językowych, takich jak np.: pleonazmy, że oksymoron w nazwie BIPA  w żaden sposób mnie nie drażni, czy oddziałuje na mnie w jakiś inny negatywny sposób.  

Etykieta stylistycznie nawiązuje do poprzednika. Inny jest kolor jej tła, jednak zarys głównego bohatera niczym się nie różni. Konik dzierży worek (pewnikiem z jakimś surowcem piwowarskim). Tradycyjnie już, studiując etykietę można poznać kilka słówek z gwary wielkopolskiej. Tym razem przeczytać można coś takiego: „Śrup, to jesta kóń co to nie wiedzieć na wiela jest stary, cołki dzień ciągnie helę z pyrkami za gorstke siana i tytkę haferfloków.”. W mowie polskiej brzmieć to będzie mniej, więcej tak: „Śrup to koń, którego wieku nie sposób określić, cały dzień ciągnie wóz z ziemniakami za garść siana i torebkę płatków owsianych”. A co to tytka haferfloków za tak długi i wyczerpujący trud? Biedny Śrup…



Nie ukrywam, że bardzo jestem ciekaw jak to piwo smakuje i czy to godny konkurent dla alebrowarowego „Black Hope”? W końcu, nie każdy polski browar ma piwo warzone w stylu BIPA w swej ofercie.

Dane szczegółowe:
Producent: Browar SzałPiw sp. z o.o. (warzone i rozlewane w Browarze Bartek w Cieślach).
Nazwa: Śrup.
Styl: Cascadian Dark Ale/Black India Pale Ale.
Ekstrakt: 15% wag.
Alkohol: 6% obj.
Skład: woda, słód pilzneński, słód monachijski, płatki owsiane, słód palony, chmiele: Chinook, Centennial, Citra; drożdże.
Filtracja: nie.
Pasteryzacja: nie.

Barwa: czarna, nieprzejrzysta, pozbawiona refleksów.
Piana: w kolorze kawy z mlekiem, bardzo zwarta, dość wysoka, o konsystencji bitej śmietany, mocno krążkująca na szkle.
Zapach: wszystkiego po trochu: cytrusy, żywica, kawa, palony jęczmień.
Smak: na początku uderza słodowość, która ustępuje miejsca nucie palonej, kawowo-czekoladowej, aby za chwilę dać pole do popisu cytrusowo-żywicznej goryczce. Goryczka średnia, ale długa i głęboka, nie zduszająca aromatów pochodnych od słodów.
Wysycenie: niskie.

Kapitalne, po prostu bardzo udane piwo. Godny konkurent dla „Black Hope”, co bardzo cieszy. Czarna barwa i beżowa, bardzo zwarta piana, bogaty aromat, który stanowi tylko zapowiedź tego, co stanie się z pierwszym łykiem. A wiedz, że będzie się działo. Smak jest bardzo rozbudowany i zróżnicowany. Pomimo mnogości akcentów w smaku tego ejla (słodowość, kawa, czekolada, chmielowa goryczka, cytrusy, żywica sosnowa), piwo jest bardzo zbilansowane i każdy z wymienionych komponentów zajmuje ściśle określone miejsce w bukiecie smakowym. Piwo treściwe, ale jednocześnie bardzo pijalne, wręcz sesyjne. Gratuluję udanego piwa. Czapki z głów i szacunek! „Śrupa” trzeba spróbować, bo to piwo wysokich lotów.

Moja ocena: 4,75/5.


czwartek, 5 września 2013

RedWillow Soulless


„Soulless” to Black India Pale Ale z angielskiego RedWillow Brewery. Browar ten został założony w 2010 roku w miejscowości Macclesfield, a jego  założycielami jest małżeństwo Caroline i Toby McKenzie. Toby McKenzie wcześniej zajmował się piwowarstwem amatorsko i w pewnym momencie swojego życia postanowił zająć się profesjonalnym i komercyjnym wyrobem piwa.

Sam browar na swojej stronie internetowej informuje, że najważniejsze jest dla niego jest tworzenie piw, które cechować powinna pijalność, a także wyrazisty i zrównoważony smak. Piwa oferowane przez browar posiadają ciekawe nazwy kończące się przyrostkiem „less”, co oznacza brak występowania danej cechy. W ofercie występuje piwo „Ageless” (ponadczasowe, uwarzone w stylu IPA), „Sleepless” (bezsenne, w stylu Amber Ale), „Faithless” (niewierne, uwarzone w wielu wersjach i stylach), etc. Dominują style typowe dla anglosaskiej kultury piwnej, jednak występują też piwa belgijskie (Blond, Saison). Wachlarz oferowanych produktów podzielony jest na piwa znajdujące w stałej sprzedaży, piwa sezonowe oraz markę „Faithless”, która jest prezentacją piwnych eksperymentów i wariacji głównego piwowara. Piwa „Faithless” dostępne są w mocno ograniczonych ilościach.

Jak już wspomniałem wcześniej, „Soulless” (bezduszny) to Black India Pale Ale. Na wybór tego piwa złożyły się dwie okoliczności. Po pierwsze od czasu degustacji „Black Hope” nie piłem żadnego piwa w tym stylu. Po drugie, nazwa piwa kojarzy mi się z jednym z moich lubionych utworów wykonywanych przez szwedzką kapelę „Grave”, tworzącą muzykę z nurtu określanego jako death metal. Kawałek, który mam na myśli zatytułowany jest „Soulless”.


Zbieg okoliczności sprawił, że kolorystyka teledysku oraz etykiety to czerń i biel. W centralnej części etykiety widnieje logo browaru oraz nazwa piwa. Poza tym zawarte informacje na jego są treściwe, ale lakoniczne.  

Dane szczegółowe:
Producent: RedWillow Brewery.
Nazwa: Soulless.
Styl: Black India Pale Ale.
Alcohol: 7,2 % obj.
Ekstrakt: nie podano.
Skład: woda, słód jęczmienny, słód pszeniczny, chmiele, drożdże.
Pasteryzacja: nie.
Filtracja: nie.

Barwa: czarna, nieprzejrzysta, pozbawiona jakichkolwiek refleksów.
Piana: beżowa, dość wysoka, składa się z pęcherzyków o małych i średnich rozmiarach, posiada „czapę”, trwała.
Zapach: dominują akcenty typowe dla amerykańskiego chmielu (cytrusy i żywica), do tego wyraźny akcent kawowy oraz aromat palonego jęczmienia.
Smak: bardzo złożony, nuty palone oraz kawowe, słodowość, przechodzące w wyraźnie zarysowaną goryczkę z intensywnym posmakiem cytrusów (zwłaszcza grejpfruta) oraz żywicy. Paloność przytłumia goryczkę pochodząca od chmielu. Finisz wytrawny i kawowo-chmielowy.
Wysycenie: średnie.

„Soulless” to zdecydowanie piwo z duszą. Posiada akcenty typowe dla piw ciemnych (przede wszystkim mocno wyczuwalną paloność i towarzyszący jej kawowy posmak). Jest to wytrawny ale o rozbudowanym smaku, który wzbogaca aromat amerykańskich odmian chmielu. Pomimo zawartości alkoholu powyżej 7% - nie jest on wyczuwalny w smaku i zapachu. Piwo wytrawne, treściwe, wysoko pijalne, nie posiadające wyczuwalnych wad takich jak dwuacetyl, DMS, guma balonowa, estry czy fuzle. Na pewno mniej goryczkowe od naszego rodzimego „Black Hope”, posiadające bardziej kawowy aromat. Jak dla mnie - pozycja godna uwagi.

Moja ocena: 4/5.