UWAGA!

Strona, z uwagi na publikowane na niej treści, przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą India Pale Ale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą India Pale Ale. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 sierpnia 2014

Książka dla Hop Head’ów



Ostatnimi czasy czytam sporo książek wydanych przez Brewers Publications, działającego w ramach amerykańskiego stowarzyszenia skupiającego branżę browarniczo-piwowarską  (Brewers Association). Wszystkie książki przeczytane do tej pory z tej serii były dla mnie cennymi źródłami rzetelnych informacji oraz, przede wszystkim, przyjemną lekturą, uzmysławiającą, że sporo jeszcze przede mną do odkrycia. Jedynymi obwarowaniami z nimi związanymi to znajomość języka angielskiego oraz pewna ogólna wiedza na temat procesu warzenia piwa, ponieważ niejednokrotnie autorzy wychodzą z założenia, że skoro ktoś sięga po ich książki, to coś już w życiu z piwem miał do czynienia.

Książka, o której chcę Wam opowiedzieć nosi tytuł: „IPA: Brewing Techniques, Recipies and Evolution of India Pale Ale”. Autorem tejże publikacji jest Mitch Steele. Autor w 1984 roku otrzymał tytuł magistra z zakresu technologii fermentacji, jest piwowarem domowym, pracował już w kilku różnych browarach (zarówno tych dużych oraz znacznie mniejszych). Aktualnie jest głównym piwowarem w browarze Stone Brewing Co. (od 2006 roku), w którym odpowiada za proces warzenia piw oraz ich rozlew. W owym okresie moc produkcyjna browaru została zwiększona czterokrotnie. Jego ulubiony styl piwny to India Pale Ale w rożnych odsłonach.

Owa książka to – według mnie – pozycja obowiązkowa dla wielbicieli IPA. Znaczna większość tej publikacji skupia się na historii i ewolucji tych mocno chmielonych ejli wywodzących się z Anglii. Autor przytacza wiele historycznych danych, przy okazji zachowując zasadę złotego środka, dzięki czemu czytelnik wiele się dowiaduje, jednak sposób przekazania wiedzy jest bardzo precyzyjny i interesujący, przez co lektura tej książki jest bardzo przyjemna i nie nuży. Można dowiedzieć się z niej o tym, czym różniła się w smaku IPA z XIX wieku od wersji tego piwa znanych nam w dniu dzisiejszym, o tym jak produkowane na eksport piwa zmieniły angielski rynek krajowy, w jakich krajach warzono IPA poza Anglią i o tym, że chmiel Cascade zrobił taką zawrotną karierę przez przypadek. W trakcie jest wędrówki przez wieki i dekady dowiemy się wiele o konkretnych browarach warzących tego rodzaju piwa, technikach produkcji charakterystycznych dla poszczególnych okresów oraz wpływu czynników zewnętrznych na rynek piwny w krajach, gdzie warzono IPA i jaki miało to wpływ na produkcję tego piwa. Autor prezentuje też rolę jaką IPA odegrało w amerykańskiej piwnej rewolucji czyli ekspansji piwowarstwa rzemieślniczego.

Poza bardzo dobrze udokumentowaną historią tego stylu, dowiemy się w trakcie dalszej lektury o występujących dzisiaj wariacjach piw, które łączy wspólny mianownik – IPA w naziwe.  

Innym aspektem, omówionym w książce jest rozdział poświęcony temu, jak uwarzyć IPA w domowym zaciszu, co należy wziąć pod uwagę na każdym etapie wyrobu tego rodzaju piwa czyli jaki powinien być zasyp, jak nachmielić takie piwo (w grę wchodzi także chmielenie na zimno) oraz które szczepy drożdży piwowarskich sprawdzą się najlepiej. W dalszej części książki znajduje się sporo receptur, w których zasyp podawany jest procentowo, a wszelkie miary zawarto zarówno w jednostkach stosowanych w krajach anglosaskich, jak i tych w układzie SI.

Uzupełnieniem tej publikacji są załączniki prezentujące dane na temat wybranych piw w stylu IPA z okresu XIX i XX wieku, a także informacje na temat jak czytać dawne receptury piwowarskie – głównie pod kątem użytych jednostek miar i wag. Całość wieńczy solidna bibliografia, która może okazać się cennym źródłem informacji dla osób czujących niedosyt po lekturze tej książki lub po prostu chcących jeszcze trochę bardziej „wgryźć się” w temat.

Pomimo 300 stron tekstu, udało mi się ją przeczytać w kilka dni, bowiem z uwagi na język, interesujące treści oraz fakt, że lubię IPA, jej lektura jest bardzo przyjemna i pochłania bez reszty. Myślę, że nie trzeba być piwowarem domowym lub nie wiadomo jakim geekiem, ponieważ autor stara się objaśniać każdy etap produkcji piwa – czym jest, na czym polega i jaki jest jego cel. Moim zdaniem, jeśli lubisz IPA to warto zajrzeć do tej książki, by dowiedzieć się z niej nieco więcej na temat tego stylu piwnego w porównaniu z tym, co można znaleźć w ogólnodostępnych źródłach internetowych. Poza tym, nieuchronnie nadchodzi ten czas w roku, kiedy aura coraz rzadziej nastraja do wychylania nosa z domowego zacisza…     


     

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rye IPA, czyli mariaż żyta z India Pale Ale

Podczas przedświątecznej gorączki zakupów, nabyłem dwa piwa, które postanowiłem opisać w jednym wpisie. Nie chodzi tutaj o wskazanie, które z nich jest lepsze, czy gorsze. Mam tu na myśli małe zestawienie tematyczne dwóch piw, będących różnymi wariacjami Rye IPA. Samo RIPA to nowofalowy gatunek piwa, jeden z wielu owoców amerykańskiej rewolucji rzemieślniczej z lat 80-tych XX wieku. Klasyczna wersja piwa żytniego, znana jako Roggenbier, na przełomie wieków mocno straciła na popularności, a poza tym samo żyto jest kłopotliwym surowcem piwowarskim. o czym pisałem tutaj. Dziś słody żytnie chętnie wykorzystywane są przez browary rzemieślnicze. Rye IPA to fuzja stylu American Rye Ale i  (American) India Pale Ale, czyli jesto to kombinacja żytniej treściwości i  oleistości oraz wyraźnego, chmielowego pazura. 

W moim „zestawieniu tematycznym” udział wezmą: „ŻytoRillo” z Browaru PINTA, z którym miałem okazję zetknąć się podczas Poznańskich Targów Piwnych. Pamiętam, że bardzo mi smakowało i było naprawdę mocno goryczkowe. Jest to Rye IPA w wariancie ciemnym (Black Rye IPA). Drugim piwem jest Emelisse Smoked Rye IPA (wędzone żytnie IPA) z holenderskiego browaru rzemieślniczego Bierbrouwerij Emelisse.

Browar ten, istnieje od 2005 roku i znajduje się w miejscowości Kamperland, położonej na północny-zachód od Antwerpii. Na stronie producenta, niewiele dowiemy się o nim samym, ale na uwagę zasługuje szeroki wachlarz warzonych przezeń piw. Od lekkich po ciężkie, górno- i dolnofermentacyjne. Jest w czym wybierać. Browar posiada moce produkcyjne rzędu 2000 hektolitrów rocznie, ale zamierza się rozbudowywać. Eksportuje swoje piwa do kilku krajów (w tym pozaeuropejskich) i ma na swoim koncie już kilka prestiżowych nagród. Będzie to moje pierwsze spotkanie z produktami z tego zakładu piwowarskiego.

Piwa łączy użycie słodu żytniego. W piwie z Holandii stanowi on 20% zasypu, a w polskim – 30%. Wszelkie detale dotyczące obydwu produktów postanowiłem zestawić w tabeli, ponieważ obydwoje producenci nie skąpią informacji na temat swoich piwa, a jak pamiętamy, jest to zgodne z Duchem Kraft.

Nazwa:
Smoked Rye IPA
Żytorillo
Producent:
Bierbrouwerij Emelisse bv
Browar PINTA sp. z o.o.
Styl:
Smoked Rye IPA
Black Rye IPA
Ekstrakt: (% wag.)
15
14
Alkohol (% obj.)
6,2
5,3
Skład:
Woda, słody (w tym żytni i wędzony Weyermann), chmiel, drożdże.
Woda, słody (Weyermann® pale ale, żytni, monachijski typ II, słód palony Carafa® Special typ II), chmiel Amarillo, drożdże  Fermentis S-04.
Użyte chmiele:
Cascade i Simcoe
Amarillo
Goryczka (IBU):
55
68
Metoda utrwalenia:
Refermentacja
Pasteryzacja
Filtracja:
Nie
Nie
Temperatura serwowania (wg producenta)
8 st. C.
9-11 st. C.
  
Emelisse Smoked Rye IPA
Opakowanie tego piwa to butelka o pojemności 330. Zdobi ja skromna i ascetyczna etykieta w piaskowym kolorze, typowa dla całej gamy produktów z tego browaru. Podane informacje nie są aż tak bogate jak w przypadku „ŻytoRillo”, ale nie jest najgorzej. Część informacji podana jest w kilku językach Czarny kapsel. Nie ukrywam, że potencjalna mnogość doznań smakowych, napawa mnie bardzo optymistycznie.

Barwa: brązowa, zmętniona.
Piana: niska, biała, zwarta, trwała, utrzymuje się w postaci kilkumilimetrowego dywanika, Pomimo niezbyt bujnego rozmiaru, mocno krążkuje na szkle.
Zapach: dominują wędzonka i chmielowy aromat cytrusowo-żywiczny. Wyczuwalny aromat żyta i wyraźna nuta słodowa.
Smak: od początku króluje mięsna wędzoność, do której dochodzi aromat chmielowy, objawiający się aromatami owoców tropikalnych i drzew iglastych. W miarę ogrzewania się piwa, aromat chmielowy zaczyna przykrywać aromaty wędzone. Goryczka wyraźna i przyjemna, ale jak na IPA zdaje się być zbyt niska, co może być zasługą „przepychanki” w bukiecie z aromatem wędzonym. Finisz chmielowo-wędzony. Goryczka nie jest zalegająca. Poza tandemem mięsno-owocowym, wyczuwalna jest wyraźna słodowość, z mocno wyczuwalną karmelowością, która jest trochę za wysoka i męcząca.   
Wysycenie: średnie.

Ciekawa pozycja. Wielowymiarowe piwo z efektownie zachowaną równowagą pomiędzy chmielowością i aromatem słodu wędzonego. Goryczka mogłaby być wyższa. Wartość IBU (55) wydaje się być podaną trochę na wyrost. Prawdopodobne jest, że podano wartość w jaką celował browar przy warzeniu piwa, a nie tą rzeczywistą, którą poznaje się poprzez analizę laboratoryjną gotowego piwa. Piwo jest pijalne, ale karmelowa słodycz jest trochę męcząca i obniża pijalność. Brak niepożądanych aromatów. Miłośnikom piw wędzonych i amerykańskich chmieli oraz piwoszom/piwoszkom ciekawym nowych doznań – polecam.

ŻytoRillo
Nietypowa nazwa piwa pochodzi o dwóch użytych do jego uwarzenia składników: słodu żytniego i odmiany chmielu Amarillo. Etykieta, podobnie jak w przypadku „Apetytu na życie”, zawiera kłosy i ziarna żyta. Tonacja tła jest ciemna, korespondująca z barwą samego napitku. Paleta barw na etykiecie (brązowa i pomarańczowa w różnych odcieniach) kojarzy mi się z jesienią (nomen omen, piwo miało premierę 16 listopada 2013 roku). Ilość informacji na etykiecie jest znacznie bogatsza niż w przypadku poprzednika. Podano pełny skład, a także propozycje potraw i przekąsek, z którymi można łączyć to piwo (miękkie kozie sery, curry, burgery wołowe). Butelkę wieńczy firmowy kapsel.

Barwa: czarna, nieprzejrzysta, bez refleksów.
Piana: szaro-beżowa, wysoka, zbita, sztywna, drobnopęcherzykowa, obficie krążkuje na szkle i pozostaje do końca w postaci centymetrowego kożucha.
Zapach: paloność, kawa, gorzka czekolada, orzechy, owoce tropikalne i drzewa iglaste.
Smak: aromaty słodowe (palony, kawowy, czekoladowy, orzechowy), po których nadchodzi solidna doza goryczki. Chmielowość objawia się aromatem owocowo-żywicznym, a sama goryczka jest wysoka, intensywna, głęboka, długa i zalegająca. Finisz chmielowo-palony.   
Wysycenie: niskie.

Pozycja zdecydowanie dla miłośników piw mocno goryczkowych. Bardzo rozbudowany aromat słodowy, który uzupełnia bardzo ostry i dotkliwie drapiący chmielowy szpon (bo pazur w tym przypadku byłby eufemizmem). Piwo treściwe i oleiste, ale – jeśli goryczka nie stanowi bariery dla konsumenta - bardzo pijalne, a wręcz sesyjne. Posiada piękną i bujną pianę, a niski poziom nasycenia dwutlenkiem węgla korzystnie wpływa na pijalność tego piwa. Jak dla mnie, jeden z najlepszych wypustów PINTY.


Podsumowując, obydwa piwa są pozycjami ciekawymi i godnymi uwagi. Łączy je wspólny mianownik w postaci uwarzenia ich jako Rye India Pale Ale, jednak każde z nich prezentuje zupełnie inne oblicze tego rodzaju piw. „Smoked Rye IPA” z Emelisse to niezbyt goryczkowa IPA, której smak cechuje udana kombinacja chmielowości i aromatów wędzonych. Z kolei piwo w PINTY jest połączeniem bogactwa smaku typowego dla piw ciemnych oraz chmielowego szpona (pazur w tym przypadku byłby eufemizmem). Każde z tych piw z uwagi na swój smak jest produktem niszowym i adresowanym do konsumentów o ściśle określonych preferencjach smakowych lub osób lubiących eksperymentować. Gdybym miał wybrać jedno z tych piw, postawiłbym na „ŻytoRillo”. Nie wynika to z ksenofobii czy szowinizmu, ale z uwagi na kryterium cenowe (co może być istotne na kilka dni przed wypłatą), większą dostępność i fakt, że wydaje mi się smaczniejsze oraz bardziej drapieżne niż trochę ugrzeczniony ejl z Holandii. Zrezygnowałem z ocen punktowych, by w przyszłości skupić się na opisie oraz zasugerowaniu dla kogo konkretne piwa mogą być odpowiednie.  

sobota, 26 października 2013

Ekipa z Browaru Bojanowo


Piątek, piatęczek, piątunio… I nieodparta chęć osuszenia kufla. Wczoraj będąc na szkoleniu zakupiłem kilka piw, które, przynajmniej teoretycznie, powinny być zgodne z „duchem craftu”. Ale zanim zajmę się nimi, w kolejce czekają piwa, które ostatnio przywiózł mi brat. Dzisiaj gośćmi na blogu będą dwa piwa z Browaru Bojanowo. 

Browar w Bojanowie został w 1881 roku zbudowany przez Franza Junke. Bojanowski browar był przez swojego właściciela rozbudowywany oraz modernizowany przez całe jego życie. Apogeum rozbudowy i unowocześniania przypadło na pierwszą dekadę XX wieku, kiedy rozbudowane kotłownię, słodownię oraz leżakownię. W owym czasie zainstalowano w browarze maszyny parowe oraz prądnice napędzające maszynerię browaru. Rozbudowę kontynuowano do końca I wojny światowej. Po jej zakończeniu oraz na mocy ustaleń Traktatu Wersalskiego, Bojanowo znalazło się w granicach Polski.

W 1928 roku umarł Franz Junke, a własności przejęła jego żona Ida Junke. Zarządcą browaru został Jerzy Stampe, który zarządzał nim do 1938 roku. W owym roku browar został zakupiony przez spółkę poznańskich restauratorów, którzy bojanowskie piwo serwowali w swoich restauracjach oraz zaopatrywali w nie inne lokale gastronomiczne w Poznaniu. W czasie okupacji browarem zarządzała administracja niemiecka, a po zakończeniu II wojny światowej, browar powrócił do przedwojennych właścicieli. Nie nacieszyli się oni długo odzyskaną własnością, ponieważ w roku 1949 browar został upaństwowiony. W 1950 roku utworzono Bojanowskie Zakłady Piwowarsko-Słodownicze w Bojanowie. W skład tego zrzeszenia browarów weszły zakłady piwowarskie z rejonu Wielkopolski i Dolnego Śląska (w tym browar z Grodziska wielkopolskiego, który włączono do struktur Bojanowskich Zakładów Piwowarsko-Słodowniczych w 1960 roku). W latach 50-tych XX wieku dokonano kolejnych udoskonaleń bojanowskiego zakładu piwowarskiego, dzięki czemu jego moce produkcyjne wzrosły do 100 000 hektolitrów w skali roku. W 1971 roku Bojanowskie Zakłady Piwowarsko-słodownicze rozwiązano, a bojanowski browar włączono do grupy Wielkopolskich Zakładów Piwowarskich w Poznaniu. W 1979 roku produkcja w browarze przekroczyła 100 000 hektolitrów.

Problemy dla Browaru Bojanowo zaczęły się w latach 90-tych. Reguły kapitalistycznego rynku oraz chęć dużych graczy, by „wymieść” ze sceny tych mniejszych spowodowały, że wiele małych browarów popadało w kłopoty, nie mogąc sobie poradzić z konkurencją. Browar w Bojanowie w 1999 został postawiony przez Kompanię Piwowarską (sukcesora Zakładów Piwowarskich) w stan  likwidacji, a potem w stan upadłości. Browar w 2001 roku kupił pewien łódzki biznesmen, który warzył w nim piwo, przekazywał browar do kolejnych, tworzonych przez siebie spółek, a nieefektywne zarządzanie doprowadziło do zaprzestania produkcji piwa „Szwejk” w 2006 roku. Nie pomogło nawet to, że w browarze zatrudniony był czeski piwowar Otto Dworsky, o którym niektórzy twierdzili, że jest utalentowany, a inni zarzucali mu że nie zna się na swojej pracy. Faktem jest, że w okresie kryzysu, poprzedzającym zamknięcie browaru, piwa z Bojanowa nie cieszyły się dobrą sławą wśród piwoszy. Browar został w zeszłym roku odkupiony przez Marka Jakubiaka, posiadacza browarów w Ciechanowie oraz we Lwówku Śląskim. Browar w Bojanowie rozpoczął produkcję latem tego roku. Dotychczas w browarze uwarzono dwa piwa a docelowo ma być w nim produkowane 5-6 jego rodzajów. Początkowa moc wytwórcza browaru będzie wynosić od kilku do kilkunastu tysięcy hektolitrów rocznie, ale docelowo ma to być 100-120 tysięcy hektolitrów w skali roku. Marek Jakubiak pokazał, że wie co robi w przypadku Ciechana i Lwówka, dlatego trzymam kciuki za jego kolejny projekt.

Tak wyglądają etykiety obydwu bojanowskich piw:



Etykiety jakie są, każdy widzi. Mi podobają się średnio, ale znając życie, pewnie z czasem zostaną zmienione. Najprawdopodobniej, na razie dla browaru istotne jest to, jak jego piwa zostaną przyjęte przez rynek. Szkoda, że w składzie obydwu piw nie podano użytych odmian chmielu.
       
BOJAN WIELKOPOLSKIE

Dane szczegółowe:
Producent: Browar Bojanowo (Jakubiak Browary Regionalne sp. z o.o.).
Nazwa: Bojan Wielkopolskie.
Styl: jasne pełne.
Ekstrakt: 12,1% wag.
Alkohol: 5,0% obj.
Skład; woda, słód jęczmienny, chmiel.
Filtracja: tak.
Pasteryzacja: nie.

Barwa: ciemnozłota, lekko opalizująca.
Piana: biała, niska, nietrwała, średniopęcherzykowa.
Zapach: słodowy, wyczuwalny aromat skórki chleba oraz herbatniki, obecny dwuacetyl, a także DMS o zapachu kukurydzy z puszki.
Smak: uderza metaliczność, towarzysząca od samego początku aż do finiszu. Smak słodowy, z towarzyszącym posmakiem masła oraz gotowanych warzyw. Aromat chmielowy niewyczuwalny.
Wysycenie: średnie w stronę wysokiego.

„Bojan Wielkopolskie” to niczym nie zaskakujące piwo, które pewnie wielu zwabi na haczyk regionalizmu i tradycji piwowarskich w regionie. Pijalne, nie jest nużące, pije się je dobrze, ale nie dostarcza szczególnie zapadających w pamięć doznań smakowych. Piwo, jakich na polskim rynku już trochę jest. Nie jest wodniste, posiada wyraźną słodowość, ale sprawia wrażenie trunku zachowawczego i niezdecydowanego. Ani w tą, ani w tamtą. Dobre piwo do kiełbasy z grilla, ale na pewno nie jest to trunek na specjalne okazje. Produkt z tych, o których zapomina się zaraz po wypiciu. Obecność DMSu i metaliczność dają się we znaki. Ja kukurydzę wolę w tajskim curry, a nie w piwie, a metal powinien wylewać się z głośników, a nie z butelki. Wierzę, że to pierwsze „śliwki-robaczywki” i z czasem będzie lepiej.

Moja ocena: 3,5/5.



BOJAN BLACK IPA

Piwo, które dotknęła fala krytyki, bo pomimo informacji, że jest to Black IPA, nie jest ono czarne, a jego barwa jest miedziano-brunatna. Zdarza się… Mój stout też posiada lekki „syndrom bojanowski”, bo do końca czarny nie jest. Wskazany rebranding, bo nad tematem wypadałoby się pochylić. Poza tym, „haters gonna hate”.

Dane szczegółowe:
Producent: Browar Bojanowo (Jakubiak Browary Regionalne sp. z o.o.).
Nazwa: Bojan Black IPA.
Styl: India Pale Ale.
Ekstrakt: 14% wag.
Alkohol: 6% obj.
Skład; woda, słody jęczmienne (monachijski, pale ale, karmelowy), chmiel.
Filtracja: tak.
Pasteryzacja: nie.

Barwa: przejrzysta, brunatno-miedziana i stąd ta krytyka, bo do BIPA niepasująca.
Piana: beżowa, niska, średniopęcherzykowa, nietrwała, pomimo swej niepozorności bardzo mocno odznacza się na szkle.
Zapach: chmielowy, z wyczuwalna słodowością oraz aromatem karmelowym. W tle nuty palone.
Smak: chlebowo-karmelowy, z minimalnym akcentem palonym oraz wyraźną nuta metaliczną. Całość szybko zostaje skontrowana i zdominowana przez wyraźną i całkiem intensywną goryczkę. Jest ona trawiasta z lekkim akcentem ziołowym, wysoka, długa i nieco zalegająca. Smak piwa, w moim odczuciu, wpisuje się w charakterystykę stylu jeżeli chodzi o brytyjską wersję IPA.  
Wysycenie: niskie.

Bardzo przyjemne piwo, zwłaszcza dla osób lubujących się w goryczkowych odmianach „trunku z pianką”. To oblicze „Bojana” znacznie bardziej trafia w moje gusta. Cieszy fakt, że piwo jest smaczne, w przystępnej cenie oraz, ze jego dostępność nie będzie ograniczona, tak jak w przypadku piw z wielu niewielkich browarów. Biorąc pod uwagę, że wybicie bojanowskiego browaru ma zostać kilkukrotnie zwiększone w perspektywie najbliższych lat. Pijalne, o zdecydowanym, chmielowym smaku. Trochę przeszkadzać może nuta alkoholowa, której obecność nasila się, gdy piwo ulega podgrzaniu. Podoba mi się to, że pomimo wysokiej goryczki, inne składowe bukietu smakowego są też dobrze wyeksponowane. Oby więcej takich piw.

Moja ocena: 4,25/5.



Podsumowanie:
Obiecujący początek. Piwo jasne pełne (Bojan Wielkopolskie) nie powala, ale też nie odrzuca. To pewnie krok w stronę konsumentów piwa lubujących się w tego typu piwach. Jest to kolejny lager, który niewiele wnosi na piwnym rynku, a w mojej ocenie to wabik na spragnionych czegoś regionalnego (Wielkopolska to duży region i potencjalny rynek zbytu). „Black IPA” z Bojanowa nie jest czarne, ale na pewno posiada smak, który rekompensuje ten mankament i, co najważniejsze, przypomina IPA z Wysp Brytyjskich. To drugie piwo uważam za znacznie ciekawsze. Ciekaw jestem kolejnych piw, jakie zostaną w bliższej albo dalszej perspektywie uwarzone w Bojanowie. Dobrze by było, gdyby było to produkty wyróżniające się, a nie kolejne lagery, no chyba że dobry pils zostałby tam uwarzony, najlepiej imperialny. W piwa smakowe też bym raczej nie celował, poza Coffee Stoutem. Niemniej, bojanowski debiut uważam za udany.  

P.S.: Dane o historii browaru zaczerpnąłem z Browar.biz. W wątku przedstawiono skany kilku historycznych etykiet z tego browaru.  

środa, 31 lipca 2013

O niejasnym związku India Pale Ale i biurokracji, czyli Burocracy IPA



W Internetach sporo dzisiaj pisze się o tym, że dzień jutrzejszy będzie już trzecim z kolei International IPA Day. Nie wiem, czy jutro uda mi się ów „dzień święty święcić”, ale postanowiłem zrobić sobie przynajmniej wigilię tego dnia, a przy okazji uczcić setnego „lubisia”, który dziś przyłączył się do grona czytelników „No to… po piwku!”.

Dzisiejsze spotkanie odbędzie się z piwem z włoskiego browaru rzemieślniczego Brewfist, którego kolaboracyjny Caterpillar pojawił się kilka tygodni temu na blogu. Wspomniany wcześniej American Pale Ale wzbudził raczej mieszane uczucia, a jak będzie z bohaterem dzisiejszego wieczoru?

Intryguje mnie dlaczego piwo posiada nazwę „Burocracy”? Właściwie byłoby, gdyby nazwa tego piwa pisana była „Bureaucracy”. Być może jest to lapsus językowy polegający na tym, że jeśli zamiast „u” wstawimy „i” (mam na myśli stronę fonetyczną), to otrzymamy „beerocracy” czyli „rządy piwa”. Z drugiej strony może jest to po prostu nazwa dedykowana wszystkim instytucjom, którym włoski browar musi przedstawić stosowne dokumenty, przez co biurokracja i „szarpanie się” z nią staje się ujemnym aspektem pracy piwowara w każdym kraju? Nie udało mi się znaleźć odpowiedzi na to pytanie, dlatego snuję domysły… Sama nazwa piwa przypomina mi wykłady z socjologii na studiach, na których prowadzący omawiał ciekawą teorię biurokracji według Maxa Webera.

Co do etykiety, nie rozumiem, co jej twórca miał na myśli. Jak dla mnie jest to dość kiczowate i podchodzące pod surrealizm, bądź realizm magiczny zestawienie motywów, co kojarzy mi się z takimi książkami jak „Nienasycenie” Witkacego, czy narkotyczne „Drzwi percepcji” Aldousa Huxleya. Jakoś tak właśnie ta etykieta kojarzy mi się z narkotycznymi wizjami, wywołanymi przez silne środki psychoaktywne o działaniu halucynogennym. Całość utrzymana w ostrej, jaskrawej kolorystyce, zdominowanej przez czerwień, zieleń i błękit, do czego dochodzi kilka tęczowych akcentów. Na pierwszym planie męska postać z uniesioną dłonią, która zlewa się z pięścią z logo browaru. Jakoś tak, tandetnie… W tle widnieją miejskie zabudowania. Klimat jak w filmach Davida Lyncha albo książkach Haruki Murakamiego – jest dziwnie, niejasno, oniryzm przeplata się z surrealizmem. Do mnie to nie trafia. Z resztą oceńcie sami.






Druga sprawa to sposób podania składu na „kontrze” – jak na piwo rzemieślnicze jest on bardzo lakoniczny, zbliżony swą maniera bardziej do piw koncernowych, przynajmniej w tych przypadkach, gdy koncern zdecyduje się na ujawnienie nieco większego Rabka tajemnicy niż lakoniczne „zawiera słód jęczmienny”. Owszem, oddać należy, że na stronie internetowej producenta uzyskać można nieco więcej informacji na temat piwa (w tym składu), ale ja jestem zdania, że takie rzeczy powinny znajdować się na kontretykiecie, gdy potencjalny klient chce dowiedzieć się jak najwięcej o produkcie, który planuje zakupić.

Dane szczegółowe:
Producent: Brewfist.
Nazwa: Burocracy.
Styl: India Pale Ale.
Ekstrakt: 14,9 Plato.
Alkohol: 6,0% obj.
Sklad: woda, słody jęczmienne (Maris Otter, Crystal, wiedeński, monachijski), chmiele (Magnum, Amarillo, Cascade, Montueka), drożdże.
Filtracja: nie.
Pasteryzacja: tak.
IBU: 52.

Barwa: mętna, miedziana. Pod światło widoczne są perliste pęcherzyki dwutlenku węgla, których jest sporo jak na piwo górnej fermentacji. Poza tym widoczne jest sporo drobinek osadzających się  na dnie oraz pływających sobie swobodnie w piwie.
Piana: w kolorze ecru, obfita, wysoka, składająca się przede wszystkim z drobnych pęcherzyków, krążkuje na ściankach naczynia, trwała, po opadnięciu pozostaje w postaci cienkiego kożuszka.
Zapach: słodowy z towarzyszącymi akcentami chleba tostowego i biszkoptu, chmielowy aromat, który jest bardzo urozmaicony: ziołowo-przyprawowy oraz owocowy (morele, pomarańcze, grejpfruty) z lekkim dodatkiem żywicznym.  
Smak: trochę wodnisty z wyczuwalną słodowością szybko przechodząca w chmielowy aromat. Goryczka średnia, ziołowo-żywiczna z nieznacznym akcentem owocowym (bardziej intensywnym w zapachu). Jest bardzo przyjemna i długa. W tle lekko pikantna nuta drożdżowa. W miarę ogrzewania się piwa coraz bardziej wyczuwalny staje się aromat alkoholowy.
Wysycenie: wysokie.

Udane IPA w nowatorskiej wersji (z użyciem chmielu pochodzącego z trzech różnych kontynentów). Smak piwa jest bardzo dobrze zbalansowany pomiędzy słodowością i nutą chmielową, jednak wydaje się dość płytki, jak na piwo o ekstrakcie podchodzącym pod 15 Plato (15% wag.). Goryczka posiada bardzo złożony aromat dzięki zastosowaniu tak szerokiej gamy odmian chmielu. Piwo posiada bujną pianę, której mógłby mu pozazdrościć niejeden pszeniczniak, co jest efektem wysokiej karbonizacji. O ile w przypadku piany daje to bardzo pokazowy efekt, o tyle w przypadku smaku wysokie wysycenie jak na IPA jest dość męczące. Wraz ze wzrostem temperatury piwa, wzrasta tez udział akcentu alkoholowego w jego smaku, co owocuje rozgrzewającym i gorzko-cierpkim posmakiem na finiszu. Piwo godne uwagi, ale nazwanie go „ikoną stylu” byłoby sporą przesadą. Poza tym nie należy do najtańszych…  

Moja ocena: 3,75/5.