UWAGA!

Strona, z uwagi na publikowane na niej treści, przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.

piątek, 12 września 2014

Piwo i ja, czyli wpis numer dwieście



W oczekiwaniu na surowce piwowarskie, niezbędne do zaplanowanego przeze mnie eksperymentu, postanowiłem w dwusetnym wpisie napisać kilka słów o sobie oraz historii mojego piwnego hobby.

Nazywam się Maciej Hus, pochodzę i mieszkam w Nowym Tomyślu, mieście, w którego historii dużą rolę odegrał chmiel (tutaj), a także z największego kosza wiklinowego na świecie (wpisanego do Księgi Rekordów Guinessa). Na co dzień pracuję jako kierownik jakości w akredytowanym laboratorium. Obok piwa, moimi zainteresowaniami są: stare kino, ciężkie brzmienia (death i black metal), jestem także zdeklarowanym molem książkowym. Poza tym interesuję się też trochę astronomią i uwielbiam gotować. Moimi skrytymi marzeniami jest, by zostać kiedyś sokolnikiem i maszerem (psie zaprzęgi).

Chciałbym w tym miejscu poświecić też kilka słów temu, co różni mnie od wielu osób. Tą subtelną różnicą jest moja niepełnosprawność, będąca następstwem niedorozwoju obydwu oczu. W praktyce wygląda to tak, że widzę około kilka procent tego, co normalnie widząca osoba (najwyraźniej widzę tylko w promieniu około metra ode mnie). Siedząc w szkole w pierwszej ławce nie widziałem tego, co było napisane na tablicy. Często zdarza mi się na coś wpaść, coś rozdeptać, etc. Pomimo rozwoju medycyny, za wiele nie da ie w tym temacie zrobić (okulary też nie pomagają). Taka sytuacja. Pewnym pokłosiem tego stanu rzeczy są niewychwycone literówki we wpisach, błędy interpunkcyjne, nienajlepszej jakości zdjęcia (robię je sam, bo cenię sobie niezależność). Miałem chodzić do szkoły specjalnej dla niedowidzących, ale po tym, gdy opanowałem alfabet łaciński w wieku pięciu lat rodzice zrobili wszystko bym trafił do publicznej placówki oświatowej (w szkołach specjalnych uczy się alfabetu Braille’a, który się niezbyt przydaje w życiu). Reszta potoczyła się sama (łącznie z maturą, tytułem magistra, półrocznym pobytem we Wrocławiu w ramach programu MOST, czteromiesięcznym Erasmusem w Finlandii, etc). Nie będę robił tu „Rozmów w toku” lub innego „Dlaczego ja?”, ale dwoma myślami chciałbym się z Wami podzielić. Po pierwsze, życie nauczyło mnie, że z uwagi na ograniczenia zdrowotne nie zawsze chodzi o to, by wygrać. Często samo wzięcie udziału w konkretnym przedsięwzięciu jest już swego rodzaju wiktorią. Po drugie, niepełnosprawność to też stan umysłu (stan wolicjonalny; nie traktuję jej jako upokorzenia od losu, ale jako źródła motywacji – „ja nie dam rady?”).     

Prawie jak cukiernik czyli uczę się pod okiem Finek piec pulla


A co to piwa i jego miejsca w moim życiu… Trudno jest mi jednoznacznie ustalić, kiedy zacząłem się nim interesować. Pisząc o zainteresowaniu, mam na myśli zdobywanie wiedzy na jego temat oraz bycie jego świadomym konsumentem. Smakowało mi już wtedy, zanim mogłem je jeszcze legalnie kupić. Lubiłem kupować marki, których dotychczas nie piłem, jednak z dzisiejszego punktu widzenia, wiem że wiele by to nie wniosło do dalszej piwnej edukacji. Myślę, że pierwszym przełomem był wyjazd na studia do Poznania. W poznańskich marketach i sklepach monopolowych wybór był szerszy niż w moim, rodzinnym Nowym Tomyślu. Można było posmakować importów z wielu europejskich krajów oraz polskich piw, innych niż te najbardziej znane marki. Ciekawą ofertę posiadał swego czasu Piotr i Paweł (lata 2006-2008), bowiem było tam sporo piw belgijskich, niemieckich, angielskich, jednak biorąc pod uwagę ograniczony budżet studenta oraz braki w piwnej edukacji, część z tych piw na jakiś czas była poza spektrum moich zainteresowań.

Kolejną przełomową datą, był dla mnie 26 październik 2007 roku, kiedy wraz z Gazetą Wyborczą ukazała się broszurka „Tyskie Vademecum Piwa”. Po jej przeczytaniu coś się we mnie zmieniło i zacząłem nieco bardziej interesować się tym, co piję, etc. Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Kilka miesięcy później dostałem w prezencie książkę Leszka Ruma pod tytułem „Ilustrowany leksykon piwa”. Z niej dowiedziałem się też wielu różnych ciekawych rzeczy między innymi o tym, że istniała taka odmiana chmielu jak chmiel tomyski.

W 2009 roku, po moim powrocie z Finlandii, na Głogowskiej otwarty został sklep „Piwa świata”, który istnieje do dziś. Tak się złożyło, że przez kilka miesięcy mieszkałem 200 metrów od tego sklepu, ale w życiu nie można mieć wszystkiego, i byłem w takiej sytuacji jak wiele młodych osób kończących studia – przede wszystkim ograniczone fundusze, zatem część oferty sklepu była dla mnie niedostępna. Tę dostępną, przestudiowałem od deski do deski.

W 2010 roku wróciłem w rodzinne strony i piwne hobby zostało na jakiś czas zahibernowane. Zmiana pracy, remont mieszkania i jego doposażenie trwale oderwały mnie od myślenia i czytania o piwie (w innym kontekście niż jego spożywanie). Wiedziałem, że w rodzinnych stronach będzie kiepsko z wyborem i marzyłem po cichu, by można było piwo zamawiać przeze Internet, bo gdy już stanąłbym na nogi po wszystkich inwestycjach, z chęcią skorzystałbym z tego rodzaju usług.

Tak na dobre, wszystko zaczęło się w 2012 roku. Zacząłem wtedy czytać i śledzić piwne blogi, miałem okazję skosztować najnowszych wypustów pierwszych browarów kontraktowych (do dziś pamiętam szok po pierwszym łyku „Ataku chmielu”), zamówiłem po raz pierwszy piwo przez Internet (bałem się tego, w jakim stanie będzie zawartość paczki po doręczeniu jej przez kuriera – okazało się, że niepotrzebnie), natknąłem się na vloga prowadzonego przez Kopyra. W ogóle, to tego dnia, kiedy zacząłem oglądać materiały wideo na blog.kopyra.com, dostałem maila z wiadomością, że laboratorium, w którym pracuję, uzyskało akredytację PCA. Potraktowałem to jako dobry omen.


 A po spacerku...

W końcu i ja wpadłem na pomysł, by założyć własnego bloga. Stało się to 28 listopada 2012 roku, jednak na skutek kilku wydarzeń losowych, zacząłem na nim publikować od lutego 2013 roku. W czerwcu owego roku dostałem na urodziny zestaw do domowego warzenia piwa i to był najlepszy prezent, jaki dostałem (obok komputera, który był prezentem komunijnym – 1994 rok, wtedy każdy wolał rower górski albo zegarek CASIO).

Co do bloga, przez pierwszych kilka miesięcy było tam sporo recenzji, a ambitniejsze teksty stanowiły znaczną mniejszość. Od stycznia tego roku, postanowiłem odwrócić proporcje. W mojej rozpisce jest kilkadziesiąt pomysłów na wszelakie wpisy, a wielu z tych napisanych styczniu nie udało mi się jeszcze zrealizować, bo w głowie ciągle kiełkują nowe propozycje wpisów. Feedback z Waszej strony jest zawsze mile widziany. Co Wam się podoba, a co byście zmienili, etc. Vox populi vox Dei.

Jeżeli chodzi o mój domowy browar. Na początku tego roku przeszedłem z puszek do zacierania. Następny „poziom wyżej”, to zabawa z płynnymi drożdżami. Na pewno zamierzam warzyć sporo piw eksperymentalnych, bo piwowarstwo dla mnie to przede wszystkim przyjemność i zabawa. Dodatkowo, na pewno będę warzył także piwa w konkretnych stylach, tak by ćwiczyć i doskonalić swój wasztat. Czy będę startował w konkursach? Na razie zbyt wcześnie, by na to pytanie odpowiedzieć. Na pewno z czasem spróbuję swoich sił i  na tym polu.

Dlaczego piwo? Cenię je za różnorodność, mnogość stylów i smaków. Interesuje mnie wiele aspektów z nim związanych od sensoryki po piwowarstwo, historię piwowarstwa i poszczególnych stylów, lokalne tradycje piwowarskie, piwa egzotyczne, etc. Czytam sporo fachowej literatury (książek i opraowań) na jego temat i uważam ją za niezastąpione źródło informacji. Jest to tez taka specyficzna dziedzina, w której moja niepełnosprawność zdaje się nie mieć znaczenia. Owszem, balingometr ma małą podziałkę i odczytuję wynik używając lupy, czasem pewne różnice w barwie są dla mnie trochę trudne do uchwycenia (gdy chodzi o odcień),  ale tutaj liczą się i inne zmysły, które funkcjonują u mnie bez zarzutu (przede wszystkim smak i węch). Myślę, że osoba niewidoma mogłaby być też warzyć piwo, ale to temat na osobną dyskusję.

Co dalej? Nie wiem. Na pewno blog i domowe warzenie. Szafka nocna ugina się pod stosem materiałów, a w browarze jesień jest już rozplanowana. Kilkanaście skrzynek butelek czeka. Kusi mnie, żeby wyjść z moją pasją do ludzi, tak jak robią to twórcy bloga Piwomani, by pokazać, że piwo to coś więcej niż jasny lager, a także, że można je bez większych trudności robić samemu w domowym zaciszu.

Tak to wszystko pokrótce wygląda. Mam nadzieję, że się nie nudziliście w czasie lektury. Cieszcie się życiem i tym, co macie. Wasze zdrowie! Dzięki, że jesteście. Bez Was ten blog nie miałby racji bytu.

A jakie są Wasze piwne historie?    

Polska to stan umysłu. Na dworze prawie -30 st. C., a zjadłoby się kiełbasę z ogniska (smażenie na patelni to taki banał) :) (Laponia, grudzień 2008) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz