UWAGA!

Strona, z uwagi na publikowane na niej treści, przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich.

czwartek, 4 września 2014

„Happy Crack”



W moim składzie znajduje się kilkanaście butelek nowości, wypuszczonych na rynek przez browary rzemieślnicze i kontraktowe, dlatego postanowiłem, że niektóre z nich trafią i na bloga. Spokojnie, nie skończyła mi się wena i  zapewniam Was, że nie będę od teraz zalewał Was tylko i wyłącznie recenzjami zdegustowanych przeze mnie piw. Po prostu, czasem trzeba, zwłaszcza, gdy na rodzimej scenie piwowarskiej mamy „premierowy zawrót głowy”.  

Na pierwszy ogień idzie kolaboracyjne piwo, będące owocem współpracy Browaru PINTA oraz podkrakowskiej Pracowni Piwa. Jego nazwa – „Happy Crack” – nawiązuje do nazw dwóch piw, stanowiących wcześniejsze wypusty obydwu tych browarów („Happy End” – eksportowa wersji „Końca świata” czyli sahti uwarzonego przez Browar PINTA oraz „Crack” – American Stout z Pracowni Piwa). Jest to piwo, które twórcy określili jako black sahti (o samym sahti pisałem nieco więcej tutaj). Do jego uwarzenia użyto ciekawej kombinacji słodów (ciemnego, wędzonego oraz żytniego), gałęzi i owoców jałowca, a także pędów sosny. Zapowiada się ciekawie.

Nie wiem dlaczego, ale od kiedy napisałem tekst o parowaniu metalu i piwa, cały czas „Happy Crack” chodził mi po głowie, bo jakoś tak wydaje mi się dobrym tematem dla miłośników black metalu. Sahti to styl piwa, który pochodzi z Finlandii (a każdy metalowiec wie, że skandynawski „black” jest najlepszy), las to częste źródło inspiracji dla kapel wykonujących ten nurt muzyki i sama barwa piwa komponuje się z tym podgatunkiem metalu. Takie tam luźne dygresje… Niemniej, kusi mnie to piwo niczym sam diabeł.

Etykieta tego piwa to najlepszy wyraz poczucia humoru jego twórców, co z resztą widać na załączonym poniżej obrazku:


„Happy Crack” to według opisu na kontretykiecie: „pół litra horroru w stylu Black Sahti”. Piwo uwarzono i rozlano w Browarze na Jurze w Zawierciu. Jego ekstrakt początkowy wynosi 19,1% wag., a zawartość alkoholu – 8,0% obj. W skład jego zasypu wchodzą: słód pale ale, żytni, wędzony jęczmienny, Carafa® Special Typ II. Do chmielenia użyto amerykańskiej odmiany Amarillo, a innymi, wykorzystanymi dodatkami były, wspomniane już wcześniej, pędy sosny, a także owoce i gałęzie jałowca. Fermentację przeprowadzono przy pomocy fińskich drożdży piekarskich. Owe, kolaboracyjne sahti jest piwem pasteryzowanym i niefiltrowanym. Zatem pomimo ascetycznej etykiety, z „kontry” można się całkiem sporo o nim dowiedzieć.


No to… po piwku!

Barwa trunku nie jest idealnie czarna. Jego kolor to bardzo ciemny brąz, przypominający ten z piwa „Brown Porter”, które swego czasu uwarzył Browar Artezan. Barwa jest mętna i nieprzejrzysta. Piana jest bardzo rachityczna i właściwie po nalaniu piwa, pomimo nalewania z wysoka, szybko się ulatnia. Nawet nie zdarzyłem się dobrze przyjrzeć jej fakturze, ale z uwagi na jej nietrwałość, myślę, że nie ma to większego znaczenia. Jej kolor to ciemny beż przechodzący w brąz. W zapachu dominuje czekoladowość i lekka nuta palona, wyraźny aromat surowego ciasta, akcent bananowy, wędzony i żywiczny. Alkohol w aromacie niewyczuwalny, mimo, że piwo piłem w temperaturze nieco niższej od pokojowej. Wędzoność mocno wycofana, aromat chmielu Amarillo praktycznie niewyczuwalny. W smaku pierwsze skrzypce grają nuty nadane przez ciemny słód (gorzka czekolada, kawa), ale szybko do głosu dochodzi wędzonka, co nadaje piwu bardzo rozbudowany wachlarz i nasuwa mi pewne skojarzenia z wypustami De Molena („Hemel & Aarde” i „Bloed, Zweet & Tranen”) oraz z „Krukiem”. Po słodach do głosu dochodzi reszta komponentów, przez co wyraźna jest nuta znana po części z kiełbasy jałowcowej oraz podobna do tej z „Alba Scots Pine Ale”. W smaku też wyczuwalne są efekty pracy drożdży piekarskich w postaci aromatu surowego ciasta, zaczynu oraz nuty bananowe (znane dobrze choćby stąd). Na finiszu wyraźna jest żywiczność oraz akcent alkoholowy, jednak jak na ten woltaż jest on uzupełnieniem bukietu i poza lekkim rozgrzewaniem w przełyku nie daje o sobie znać w inny, nieprzyjemny sposób. Wysycenie znikome. 


Podsumowując, moim zdaniem czarne sahti, będące owocem kolaboracji PINTY i Pracowni Piwa horrorem nie jest, bowiem trunek ten uważam za bardzo pijalny, ciekawy i na pewno udany. Cechuje go bogaty aromat i smak, w którym jest wszystkiego po trochu (poza chmielem Amarillo), przez co jest ono złożone, wielowymiarowe i wręcz oleiste, jeżeli chodzi o konsystencję, czego zasługą jest na pewno użyty słód żytni oraz sosnowe pędy. Piwo to bardzo mocno przypomina wędzony porter lub  dymiony stout (ale taki mniej palony). Jego pienistość jest nikła, ale biorąc pod uwagę składniki, których użycie na pewno nie poprawiłoby piany oraz nikłe wysycenie, to nie ma się czemu dziwić. Myślę, że brak obecności chmielu Amarillo nie wychodzi piwu na złe, bowiem nie przykrywa tego, co do piwa wnoszą słody, drożdże, jałowiec i sosna. Moim zdaniem, całość bardzo dobrze się komponuje, alkohol nie wpływa negatywnie na pijalność tego trunku (jest go tam 8%), a sam napitek pomimo niecodziennych ingrediencji i wysokiej –jak na piwo –  zawartości alkoholu zaskakuje pijalnością, o ile lubi się w piwie posmak wędzony oraz paloność. Ciekawe, co rodowici Finowie powiedzieliby na taki eksperyment? „Happy Crack” nie wydał mi się słodki jak Pine Ale od Braci Williams, który był wręcz ulepkowy. Udane piwo, które polecam każdemu, kto lubi piwa niecodzienne, eksperymentalne i udziwnione. Takie trunki zapadają w pamięć bez względu na to, czy smakowały pijącemu, czy też nie. Za to przecież kochamy „scenę kraft”, prawda?

P.S.: jak dla mnie – „Happy Crack” jednak lepiej będzie pasować do kategorii folk metal.  

8 komentarzy:

  1. Które zespoły fińskie sa takie dobre? Bo ja ostatnio odkrywam japoński metal-i całkiem dobrze się bawię :)
    javiki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z japońskich kapel kojarzę tylko Sigh. Z Finlandii pochodzą m.in.: Amorphis, Children of Bodom, ...Amd Oceans, Korpiklaani, Impaled Nazarene, Nigtwish, Tarja Turunen (była wokalistka Nightwish), Ensiferum, Katra, Wintersun. Jest tego trochę, do tego Apocalyptica. W ogóle, Finowie lubią tego rodzaju muzykę.

      Usuń
    2. Z fińskiego black metalu polecam Sargeist prawdziwa perła. Jest chłód, śnieg i noc, a przy tym odrobina melodyki.

      Usuń
    3. Marcin, zakręcę się wokół tematu. Generalnie fiński metal zawsze wydawał mi sie bardziej melodyjny niż ten ze Szwecji czy Norwegii (poza Dimmu Borgir).

      Usuń
  2. Tarja założyła własny zespół?-nie wiedziałem. Muszę na Youtube poszukać:) Zresztą kilku nie znam:)
    javiki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Tarja nie występuje już w Nightwish i to ładnych parę lat. Teraz chyba Floor Jansen jest tam na wokalu (wcześniej śpiewała w After Forever). Myślę, że to te najciekawsze zespoły z Krainy Tysiąca Jezior, co więcej bardzo zróżnicowane stylistycznie - od gotyckiej melodyjności po death metalową siekę. :) Obczaisz na YT i będzie gitara. A z Kraju Kwitnącej Wiśni co byś polecał?

      Usuń
  3. Ja na razie zafascynowałem się ...Baby Metal :) normalnie te dziecięce głosiki i fajne granie-rozkładają mnie na łopatki. Poza tym dorwałem trochę tego ich lirycznego metalu-ale szybko mi przeszło. Po prostu szukam sobie na youtube i tak przesłuchuję. Ale Baby metal--na razie u mnie na topie:) https://www.facebook.com/chthonictw?fref=nf taka ciekawostka :)

    No tak raz piszę tu raz na fb :)
    javiki

    OdpowiedzUsuń
  4. https://www.facebook.com/chthonictw?fref=photo Mają swoje piwo :)
    javiki

    OdpowiedzUsuń